Zadziwienie, czyli orgia

Kiedy akurat nie wzięłam aparatu.

Notuję tutaj, żeby zapamiętać.

Albo zapomnę, a za jakiś czas zajrzę, zanęcona tytułem wpisu i zadziwię się jeszcze raz.

Jest tu taka droga z lasu wśród krzaków, mocno zarośnięta. W jednym miejscu na środku, pomiędzy koleinami jest długa kępa roślin jednego gatunku, rozrośnięta wzdłuż drogi. I ten gatunek rośliny upodobał sobie jeden gatunek żuka, z tych jaskrawo metalicznych. Kolorowa metaliczność niektórych żuków sama w sobie jest dla mnie wizualnym odjazdem, a ten tutejszy przekroczył wszelkie normy kiczu: pancerz i głowę ma we wzdłużne pasy - pas opalizującej pomarańczowej czerwieni płynnie przechodzi w pas opalizującej zieleni, oraz vice versa.

Te małe ekstrawaganckie żuczki licznie siedziały na powygryzanych liściach swojej rośliny żywicielki - która oczywiście odcieniem zieleni harmonizuje z ich metaliczną zielenią. Niektóre siedziały samotnie, a większość złączona w miłosne pary.

Serce rośnie :) Dobrze, że się nie znam na przyrodzie i nie wiem, że na przykład oto na moich oczach, masowo rozmnaża się jakiś straszliwy szkodnik truciciel.

Co dziś do mnie przemawia

"Już nie mam 25 lat i już nie tak chętnie oferuję narzędzia, które pomagają sobie radzić w trudnych sytuacjach, bo teraz wiem, że w gruncie rzeczy my nie przechodzimy przez te konfrontacje. One nas transformują. W tych sytuacjach odnajdujemy siebie, nasze zadanie, to, kim mamy być. 
Kiedy zatem sztorm szarpie naszą małą łódką, a nam uda się znaleźć coś głębszego, co nas podtrzymuje, wtedy przez moment, jak słońce przez chmury, przedziera się myśl: Będzie dobrze. Będzie dobrze".
Julie Diamond


Muzycznie KLIK TU 
I am no longer 25, no longer eager to offer tools to get by, because now I know, we don’t really get through the things that confront us. We are transformed by them. Within them we find ourselves, our tasks, who we are meant to be. So when storms rock our little boat, and we have the chance to find something deep and sustaining, then, for a brief moment, like the sun peeking through the clouds, the thought pops up: it will be ok. I will be ok. - See more at: http://juliediamond.net/dont-worry-its-nothing/#sthash.8MZXO0wA.dpuf
I am no longer 25, no longer eager to offer tools to get by, because now I know, we don’t really get through the things that confront us. We are transformed by them. Within them we find ourselves, our tasks, who we are meant to be. So when storms rock our little boat, and we have the chance to find something deep and sustaining, then, for a brief moment, like the sun peeking through the clouds, the thought pops up: it will be ok. I will be ok. - See more at: http://juliediamond.net/dont-worry-its-nothing/#sthash.8MZXO0wA.dpuf
I am no longer 25, no longer eager to offer tools to get by, because now I know, we don’t really get through the things that confront us. We are transformed by them. Within them we find ourselves, our tasks, who we are meant to be. So when storms rock our little boat, and we have the chance to find something deep and sustaining, then, for a brief moment, like the sun peeking through the clouds, the thought pops up: it will be ok. I will be ok. - See more at: http://juliediamond.net/dont-worry-its-nothing/#sthash.8MZXO0wA.dpuf
I am no longer 25, no longer eager to offer tools to get by, because now I know, we don’t really get through the things that confront us. We are transformed by them. Within them we find ourselves, our tasks, who we are meant to be. So when storms rock our little boat, and we have the chance to find something deep and sustaining, then, for a brief moment, like the sun peeking through the clouds, the thought pops up: it will be ok. I will be ok. - See more at: http://juliediamond.net/dont-worry-its-nothing/#sthash.8MZXO0wA.dpuf
I am no longer 25, no longer eager to offer tools to get by, because now I know, we don’t really get through the things that confront us. We are transformed by them. Within them we find ourselves, our tasks, who we are meant to be. So when storms rock our little boat, and we have the chance to find something deep and sustaining, then, for a brief moment, like the sun peeking through the clouds, the thought pops up: it will be ok. I will be ok. - See more at: http://juliediamond.net/dont-worry-its-nothing/#sthash.8MZXO0wA.dpuf

Wiedzą, że jestem. O znajdowaniu siebie jeszcze

Obudziłam się przed budzikiem i słuchałam dziwnych hałasów na strychu, deszczu o dach, ptaków.
Gdybym wiedziała jak się te ptaszyny nazywają, i gdybyście Wy, Szanowni Czytelnicy, też wiedzieli, mielibyśmy jakąś, powiedzmy płaszczyznę. A tak nie wiem, nie wiem, nie wiem jak opisać słyszenie tych dźwięków. Obsypywanie płatkami o właściwościach metalicznych i puchowych jednocześnie? Cerowanie pajęczyny jedwabiem?

Ale to nie główny wątek. Słuchałam, pozwalałam się obsypywać i cerować, i myślałam, że one lepiej wiedzą, że przybyłam i że tu jestem, niż ja sama. Wyobrażałam sobie, że dla nich nie istnieje nic poza daną chwilą i obszarem dostępnym obserwacji przez ich zmysły. W tych zakresach rejestrują mnie bardzo dokładnie jako sygnał.

Ja jestem rozproszona, fragmenty mam pozamykane w nie-tutejszych i nie-obecnych emocjach i w myślach jak w fiolkach.

Słucham szumów, świergów, bzyków, oddycham i delikatnie uwalniam siebie z fiolek, fiolka za fiolką.

Zgubić znaleźć

Dziś zgubiłam drogę i przez ładnych parę godzin krążyłam po lesie.
Na skrzyżowaniu leśnych dróg obejrzałam czaszkę jakiegoś stworzenia, wyjałowioną żywiołami. Oddychałam zapachem żywicy rozgrzanej na polanach. Zobaczyłyśmy się z sarną, zając bez pośpiechu przeskoczył mi drogę. Zjadłam morze malin. Znalazłam siebie.

A potem wróciłam tą samą drogą, odnalazłam zgubiony zakręt i po piętnastu minutach byłam na miejscu. Patrząc potem ze znanej drogi okazało się, że zagubienie też mnie doprowadziło do celu, tylko nie rozpoznałam okolicy.

Najwyraźniej, gdy przyjdzie potrzeba się odnalezienia, człowiek potrafi zgubić najbardziej nawet znajome ścieżki.

I nie byłoby w tym zupełnie nic dziwnego dla mnie, gdyby nie to, że tym razem miałam spory plecak na plecach. Tak właśnie przejawił się podstęp: jak nie ma prawdziwej potrzeby albo prawdziwego celu - teraz, gdy jestem dorosła i już nie podlegam wuefistom - nie ma też siły, która by mnie zmusiła do fizycznego zmęczenia i potów. A to bardzo dobre jest, i dla ciała, i dla ducha, któremu w wysiłku jest łatwiej przewentylować ciało.

Kości odcinek sercowy








Za siedmioma górami, w innym życiu 
ktoś mi wykonał portret, o którym całkiem zapomniałam.
Odcinek piersiowy kręgosłupa daje o sobie znać odkąd pamiętam.

Co dziś do mnie przemawia

Nadmiar smutku niesie właściwą ocenę człowieka i życia.
I Ching

Zjem każdą ilość ogórków małosolnych

Kiedy powietrze w płucach jest jak budyń,
a burza zapowiada się, zapowiada, a nie przychodzi.
Niosę z przychodni wykaz magicznych zaklęć:
"morfologia krwi".

Niezmiennie polecam podmiot ekonomi społecznej
Sezony Bistro Cafe ul. Limanowskiego 16.
Gdzie nawet jedyna mucha ma dizajnerski polot,
zielonkawy połysk i harmonizuje z tapicerką.
Gdzie przyjemnie jest usiąść w fotelu i rozszyfrowywać zaklęcia.

Biorę pomidorową i pierogi z jaglaną, szpinakiem, twarogiem,
babcia pośród pięknych dwudziestoletnich.
Bez soli, bez cukru.
Cena obiadu konkurencyjna wobec sąsiedniego baru mlecznego Krakus.

Wróżenie z wody Wisły

Dzisiaj Wisła pokazała mi:
- wśród śmieci złapanych w wodorosty
- martwego gołębia
- martwą rybę
- coś co na pierwszy rzut oka wyglądało jak narząd zmutowanej świni, a po bliższym obejrzeniu okazało się wymoczonym chlebem weselnym, zdobionym w waginalne kwiaty i liście. Czy nowożeńcy starali się tym nakarmić łabędzie?


Myślę o oczyszczeniu.

Śmierć tych stworzeń, inne stworzenia, dla których gołąb, ryba i chleb staną się pożywieniem.

O śmieciach mechanicznych myślę: dlaczego mnie przygnębiają? Materia utknięta w formie butelki PET. Wyraz aspiracji i osiągnięć pewnej cywilizacji.

Co dziś do mnie przemawia tak, że nie mogę nie słuchać: piosenki o ołtarzach i ofiarach

Na chwilę zmienię się w samozwańczą krytyczkę muzyczną. Bez pretensji do głębokości i słuszności opinii, ale ze swędzącą chęcią odkrycia: dlaczego?

Dlaczego - ni z tego ni z owego - na jutjubie zawezwał mnie słoweński zespół Laibach. Laibach, który rezydował u mnie w nieużywanych szufladach od roku 2006. W tym roku wyszła płyta "Volk" z coverami hymnów narodowych, nabyta przeze mnie i słuchana, bo przy całej awangardowości i odniesieniach poza muzycznych muzyka Laibachu jest melodyjna, a instrumentacje ciekawe, co daje się odsłuchiwać zupełnie spokojnie w domu do sprzątania.

Zanim podzielę się emocjami, przemyśleniami i wnioskami - po obejrzeniu dziesiątków najnowszych filmików zespołu - na rozgrzewkę proponuję polski akcent: "Warszawskie dzieci" KLIK TU

Korzenie Laibachu sięgają roku 1978. Na sceny międzynarodowe słoweńska formacja wypłynęła w roku 1992.

Przypomnę - może niepotrzebnie - że w roku 1991 Słowenia zawalczyła o niepodległość, na tle konfliktu który toczył się na terenie byłej Jugosławii od 1999 do 2006 roku, i wciąż nie jest do końca zażegnany. Był to najkrwawszy konflikt w Europie po II Wojnie Światowej.

Osobisty wątek: w tamtych czasach kończyłam liceum i studiowałam. Mogę śmiało powiedzieć, że była to moja wojna formacyjna. Jeśli mieliśmy młodzieńcze myśli o pokoju na świecie, to na pierwszy plan narzucał się konflikt w Kosowie. Moi znajomi jeździli tam z nadzieją, że mogą coś robić. Dowiedzieliśmy się o masowych grobach i gwałtach.

Wracając do Laibachu: jugosłowiański komunizm zabierał muzykom głos, natomiast zakończenie zimnej wojny i jatka na Bałkanach dały go im na skalę międzynarodową. Wypłynęli na wojnie; przyjmowaliśmy ich awangardowy głos jako komentarz do sentymentów nacjonalistycznych i wołanie o pokój.

Muzycznie, Laibach robi covery bardzo znanych i popularnych utworów, czasem utrzymane w swoim stylu, czasem w oprawie pięknie zinstrumentowanej muzyki klasycznej. Która jak wiemy, sama w sobie może być drogą do zadęcia się w górnych warstwach emocjonalnych, i często bywa wykorzystywana w ten sposób, do porywania do wielkich czynów i nadludzkich ofiar.

W warstwie obrazowej twórczość Laibachu nurza się w symbolach i mitach nadczłowieczeństwa w aspekcie mocy męskiej. Wliczając w to faszyzm, chrześcijaństwo, pogaństwo, dziką naturę, męską przyjaźń przejawioną przez dobywanie szczytów, sport wyczynowy dla chłopców, impersonację imperatorów - symbolicznych - jak królowa angielska - i rzeczywistych - jak Putin, żelazo, stal, spiż, podbój kosmosu, zbroje, zbrojenia i gry komputerowe. Co bynajmniej nie wyczerpuje listy.

Przerwa na wstawkę muzyczną: lidera grupy można obejrzeć KLIKAJĄC TU. Jest to cover hymnu Rosji, a w nim Putin wypisz wymaluj. Choć filmik powstał zanim osoba o podobnej twarzy doszła do władzy. Wysuwam śmiała i niczym nie popartą tezę, że podobieństwo bierze się z aktorskiego wczucia się w ducha Rosji i w rolę jej lidera. Przy okazji warto zauważyć charakterystyczne nakrycie głowy wykonawcy, obecnie już wykuty już w betonie gwóźdź wizerunku scenicznego Laibachu.

Poruszamy się w strefie symbolicznej męskiej, mamy więc też, rzecz jasna, obnażone piersi łuczniczek, marzenie o kobiecości w formie twarzy i ciał posągowych lub anielskich, te ciała obnażone, za to z zasłoniętą głową.

Można się chronić przed ruinacją osobistego zasobu symbolicznego i swoich świętości pod wpływem laibachowskiego miksu na przykład za pomocą osądu "choć wizerunek grupy mógłby mieć charakter polityczny, to jednak bardziej prawdopodobne jest to, że był po prostu taktyką szoku popularną wśród industrialnych zespołów lat 80. XX w."

Osobiście wolałabym dla siebie uchronić jelenie, sokoły i mitologię dzikiej przyrody. Jednak czytam to tak: symbol, który objawił się komuś kiedyś jako żywy, przez używanie - a w zasadzie przez nadużywanie i używanie do sprowadzania ludzi na manowce - z czasem staje się formą pustą, rozpaczliwym wołaniem o sens, który już nie nadchodzi z tradycyjnych źródeł.

Jak na mnie działa laibachowska mieszanka? Wybuchowo. Osobno, każda z tych form wyrazu ludzkiego ducha niesie bagaż skojarzeń, który mnie uwodzi, jak najbardziej. Porusza piękne struny w duszy tak, że chcę się dać prowadzić w świetliste rejony pełne obietnic i mocy. Razem, tworzą mieszankę, która coś we mnie przełamuje, budzi mnie ze snu o nadludzkiej piękności i wspaniałości. Gdy do tego dochodzą proste słowa popularnych przebojów, oddaję szacun, z podziwu dla subtelnego użycia tego młotka, dla udanej subwersji.

Przypominam sama sobie: w ludzkiej działalności twórczej subwersja jest wtedy, gdy środków wyrazu danej konwencji używamy po to, żeby konwencję obnażyć, pokazać jej wewnętrzny mechanizm i środki, za pomocą których na nas wpływa.
Nie można powiedzieć, że te symbole i ta muzyka użyte są w sposób ironiczny. Wręcz przeciwnie. Słowa prostych piosenek są zmienione tak, żeby mówiły jeszcze bardziej wprost. Górnolotna emocjonalność jest na 100% poważna i natężona - do przesady. Do przekroczenia punktu, w którym natężenie przełamuje się, wytrącając odbiorcę z konwencji.

Balansujemy na krawędzi kiczu i często z tej krawędzi spadamy. Po to, żeby się podnieść i wrócić z większym zrozumieniem.

Do mnie te pięknie oprawione piosenki próbują mówić o tym, jak i dlaczego ludzi pociągają rozmaite ołtarze (no dobra: mężczyzn, ale też kobiety, które imitują takich mężczyzn, czy też ich popierają). Oraz wskazują na to, skąd się może brać gotowość do składania na tych ołtarzach ofiar.

Na koniec ostatni, za to bardzo, bardzo smaczny kawałek. Kto zna niemiecką formację Rammstain, ten odnajduje podobne tony i tonalność. Nikt na nikogo się nie gniewa, Laibach czerpie pełnymi garściami zewsząd i ze swojej formacji też pozwala czerpać. W poniższej piosence Laibach naśladuje Rammstain, który jest naśladowcą Laibachu. Plus pełne zanurzenie w męskiej symbolice zdobywczej - aż do jej wywrócenia na nice. Mniam! Ohne Dich KLIK TU
Bardzo lubię górnolotne sfery ducha i jestem wrażliwa na wielkie słowa, powiem zatem tak: twórczość Laibachu należy do sfery terminacyjnej. Oczyszcza grunt kultury z przytłaczających, a martwych symboli. Co być może robi miejsce na żywą prawdę?

Po czym sama siebie zaaneksuję: czy nie takie dokładnie nadzieje mają anarchiści, rewolucjoności, komuniści, awangardowcy i osoby nastoletnie - od co najmniej dwóch stuleci? ;)



Zbieranie rozsypanych szklanych kulek

Zatem, najpierw trzeba zachcieć wpuścić miasto do serca, żeby leczyło. A potem zbieramy magiczne momenty:

Oczy chłopaka z salonu Orange, gdy składałam reklamację, żywe, nie mechaniczne jak oni często mają. Albo mnie lubi, bo zaniechałam pretensji i mam do nich dużo cierpliwości, albo był blisko koniec pracy, albo się ucieszył, że zadzwonił Marcin z Vobisu.
Doktor Albin - w białym vanie mobilny sklep i serwis rowerowo-narciarski w zakątku ulicy Zamenhoffa.
Przy końcu Radziwiłłowskiej ogniste pomarańczoworóżowe trampki chłopca i opalone łydki na tle zielonej witryny.
Harcerki - małe i duże - akurat tworzyły krąg na placu przed Galerią Krakowską.
Na co wzruszała się babcia z dziadkiem, dziadek w typie kochanego wuja Krzysztofa.
Letnie sukienki.
Złota godzina na ulicy Marka.
Lody karmelowe z solą na placu Wszystkich Świętych (zdecydowanie moje ulubione w KRK).
Cudny stary miłorząb przed kościołem Franciszkanów (dobrze robi na serce też jako żywe drzewo).
Zapach Wisły, gdy jaskółki latają wysoko.

Gdy nie upiększam i nie cukierkuję mojej prawdy.
Odkrycie, że się mogę spokojnie nie zgadzać. Ludzie robią co chcą, ale bez mojej zgody. I że mnie sprzeciw nie wyczerpuje, tylko umacnia, gdy nie walczę, a zwyczajnie jestem w mojej prawdzie.

W sekrecie: jestem już bardzo zmęczona heartbrejkami. Co mam zrobić, żeby ich nie mieć???

Wielki upał, wielki głód

Mam tendencje do znikania.

Znikam na różne sposoby. Między innymi, gdy sytuacje stają się stresujące, bo jest jakaś trudność, albo wymaganie nowego dla mnie sposobu działania, wtedy zaczynam znikać dosłownie. Przestaje mi smakować jedzenie, coś tam jem z rozsądku, ale za mało i chudnę. Ostatni rok, mniej więcej do końca kwietnia był trudny, tak więc wychudził mnie dość bardzo. Od maja jest spokojniej.

I chociaż bywają perturbacje - a to finansowe, a to w pracy mam coś trudniejszego do zrobienia, a to czuły Ktoś zaniepokoi moje serce -

- to jednak zdarza się, zdarza się, zdarza się czasem też takie cudowne niedzielne popołudnie jak dzisiaj. Gdy na rozpalone miasto pada ciepły deszcz i wypatrujemy tęczy, a ja niespiesznie robię co mam do zrobienia, czuję wielki głód i przejadam kilogramy:

- bobu
- pomidorów ze śmietaną
- pomidorów z oliwą
- fasolki szparagowej
- ogórków gruntowych
- chleba z masłem i z miodem
- młodych ziemniaków
- maślanki
- parówek
- arbuza
- czereśni
- malin
- truskawek
- i moreli

I zapijam lemoniadą pietruszkową oraz Piwem z Grodziska Wlk. o smaku czerwonej porzeczki.

To lato i te upały są stworzone dla mnie - dla zaspokajania wielkiego głodu wielkimi ilościami jedzenia i dla chodzenia półnago po mieście, z częściami ciała, których czterdziestolatce prawdopodobnie mieć nie wypada - w ogóle, co dopiero na wierzchu. Cóż, sąsiedzi znają mnie tutaj, przyzwyczaili się :)

Przecież jeśli mam te części ciała, to mam. Co będziemy ukrywać - zresztą skóra i kości, i brzuch najedzony do okrągłości :)

Mam nadzieję, że tego lata będę chciała pisać dużo o jedzeniu.



Muzycznie: najpiękniejszy człowiek świata (w mojej niezobowiązującej opinii - wybaczcie moi piękni przyjaciele) w utworze Beatelsów. Jakie ONI substancje spożywali w trakcie pisania utworu? Mogę się jedynie domyślać - i do tego drugiej ręki. KLIK TU

Co mnie karmi w mojej dzielnicy


Straciłam sporo krwi.

Nie przypuszczałam, że dość zwykłe badania będą wymagały wyciągnięcia z krwioobiegu jednej dużej ampułki i trzech małych.
Wyciąganiem sprawnie zajęła się starsza pielęgniarka. Zabawne było obserwować jak się momentami przemienia: z sekundy na sekundę ciepła opiekuna morfuje w potwora, pożeracza marudnych pacjentów. Rozumiem, wykonuje trudny zawód, bo kto się opiekuje opiekunką w naszym systemie? I nawet w spokojny sobotni poranek potrafiliśmy zrobić zator przy rejestracji.

Skąd się w człowieku bierze krew? Nie pamiętam dokładnie, jednak uznałam, że straty warto choć z grubsza nadrobić. Poszłam więc sprawdzić nowootwarty podmiot ekonomi społecznej Sezony Bistro Cafe.

Hipsterskie i społecznikowskie Sezony rozkwitły w średnio smutnej części ulicy Limanowskiego.

Czym sobie Limanowski zasłużył na los patrona ulicy będącej zewnętrznym wyrazem wewnętrznej rozpaczy krakowskiej dzielnicy Podgórze, nie wiem. Mam jednak szczerą nadzieję, że Sezony są sygnałem przełamania fali, że się rozniosą famą po ludziach, którzy przyjdą i zakotwiczą lokal, że zostanie i będzie rozrzedzał smutek Limanowskiego opuszczenia. Czego Państwu i sobie życzę, bo ładne wnętrze karmi oko domowymi detalami typu kredens z lat 50., krzesła są wygodne, śniadaniowa kanapka ze szpinakiem i jajkiem w koszulce w każdym szczególe była pyszna, a kawa amerykańska - do ostatniej kropli dolewki. A jeszcze na koniec młody człowiek zza baru obdarzył mnie uszczęśliwionym uśmiechem, gdy poprosiłam o posypanie ciasta rabarbarowego cukrem pudrem.

Choć było trochę smutno, że nie mam z kim dzielić tak ładnego momentu. Niniejszym ogłaszam wakat :)

I polecam, jak się komuś nie spieszy: Sezony Bistro Cafe, Kraków Podgórze, Limanowskiego 16.

Ładnie, pysznie i niedrogo.

Co się nie da zjeść szybko i dużo

bób
świeży słonecznik
dzikie poziomki
borówki z polany
żyjątka w skorupkach

świeże orzechy! laskowe i włoskie

Tylko teraz trzeba pozbierać rozsypane szklane kulki...



... napisała.

A w następnym esemesie przysłała wiersz.

za dużo czasu spędzamy
pochłonięci
to co ważne wrzucamy
do schowka w aucie

Do wiedźmy KLIK TU.

Przejazd przez lipiec

A to ci nowina: czasem jest mi ciężko, jak każdemu i każdej.
Czasem ciężar spada z nieoczekiwanej strony.
Czasem jestem gotowa wiele zrobić, żeby poczuć się bardziej jak dziecko klęski i nieurodzaju. Jeszcze, jeszcze bardziej.

Jak na przykład wczoraj, gdy ze stolicy postanowiłam powrócić legendarną trasą upiorem: 4,5h, przez Radom, Skarżysko i Kielce.

A to ci niespodzianka: zamiast oczekiwanego rzęcha nadjechał szynobus, pachnący świeżą materią. Ulokowałam się przy dużym oknie, uwypukliłam depresyjność w nadziei, że ludzkość się zniechęci i zaniecha przysiadania, po czym poddałam się uwożeniu. Trasą, która szybko się ujawniła jako wakacyjna i widokowa - przez lipiec i Kielecczyznę.

Przez Kielecczyznę, gdzie perony szczęśliwie niedofinansowane przez Unię Europejską zarastają ziołami i mchem, czym budzą marzenia o architekturze wyrastającej z przyrody, a nie walczącej z nią niebieskim plastikiem. Przez lipiec, któremu cudem się udało sforsować klimatyzowane okna i wedrzeć do pociągu, i który w ciągu 4 i pół godzin - plus spore opóźnienie - roztaczał przede mną szalone spektakle chmur stalowych i białych; szerokie oceany powietrzne, jakich nie widujemy w moich pagórkowatych okolicach.

Oczywiście, można się smucić i przygniatać, nawet wobec bezmiaru lekkości w przemianie - Tak, tak, psuje nam się pociąg... Co robić?? Mamy nadzieję, że dojedziemy - melancholijny konduktor odpowiedział na sarkania pasażera.

Co dziś do mnie przemawia: garść złotych


There is no try. Do or do not do.
Joda
Nie ma próbowania. Robisz albo nie robisz.



80 percent of success in life is just showing up.
przypisywane W. Allenowi
80 procent sukcesu w życiu bierze się z tego, że człowiek po prostu przyjdzie.



Radosne serce wzmacnia zdrowie, a duch przygnębiony wysusza kości.
Księga Przysłów
Czy może chodzić o osteoporozę?
 

Cyfrowy świat

W przychodni

Emerytka 1: Już dwadzieścia po czwartej.
Emerytka 2: Po piątej.
Emerytka 1: Po czwartej.
Emerytka 3: Albo za dwadzieścia piąta?



W banku

Urzędniczka podenerwowana przelicza banknoty. Nad jej ramieniem drugi urzędnik koi obecnością, niczym archanioł Rafał. Klient siedzi.
 
Urzędniczka: Jeszcze raz. Jaką kwotę pan zgłaszał do wpłaty?
Klient: Sto... tysięcy... A co?

Co dziś do mnie przemawia: z wysokiego białego konia

List do Młodszej 

Droga ja. To co wiesz w sekrecie i samotnie, to prawda. Nie jest tak, jak ci mówili; świat, który przedstawiano jako normalny jest całkowicie nienormalny. Jest jedynie cieniem intymności, połączenia, autentyczności, bycia razem, radości i smutków, które pogrzebano pod płaszczykiem rutyny i nawyków społecznych.

Droga ja: masz do wniesienia wspaniały wkład w piękniejszy świat, a twoje serce wie, że taki świat jest możliwy. Może nie staniesz się od tego sławna, ale masz ważny dar, niezastąpiony dar, i ten dar wymaga, żebyś go zastosowała do czegoś, na czym ci zależy. Dopóki tego nie zrobisz, będziesz się czuła tak, jakbyś nie żyła swoim życiem. Żyjesz życiem, za które ktoś płaci - żebyś tak żyła - troszcząc się o rzeczy, za troskę o które ktoś ci płaci. Możesz wybrać co innego.

Droga ja: nie wierz cynicznemu głosowi, przebranemu za głos realistyczny. To ten, który mówi, że niewiele może się zmienić. Ten głos nada twoim marzeniom wiele etykietek: naiwne, nierealistyczne, niedojrzałe i nieodpowiedzialne. Zaufaj swojej wewnętrznej wiedzy, przekonaniu, że świat może być inny, może być lepszy. Nie musisz się wyprzedawać i żyć życiem, które podtrzymuje status quo.

Droga ja: nosisz w sobie głęboką tęsknotę, żeby przyczynić się to uzdrowienia świata i spełnienia jego możliwości. To twoje najgłębsze pragnienie, i jeśli je porzucisz, będziesz się czuć jak duch zamieszkujący pustą skorupę życia. Nie porzucaj tego pragnienia, zaufaj mu, a poprowadzi cię tam, gdzie woła cię twoja służba, jakkolwiek mała i nieważna może się wydawać.

Droga ja: najbardziej wiarygodnym kryterium wyboru jest pójście za tym, co sprawia, że czujesz się szczęśliwa i że chce ci się rano wstawać z łóżka. Życie nie ma być ponurym, zdyscyplinowanym poświęceniem w imię harówy. Ćwiczyłaś takie życie w szkole, wyciągając się z łóżka, by przeżywać dni pełne nudy, przekupiona banalnymi nagrodami o nazwie "stopnie", zastraszona sztucznymi konsekwencjami, przerabiając program przygotowany przez władze w dalekim kuratorium, prosząc o pozwolenie, by iść do toalety. Czas pozbyć się tych nawyków. Zamień je na kompas stworzony z radości, miłości i robienia rzeczy, które cię ożywiają.

Droga ja: kiedy pójdziesz za swoją pasją i staniesz się w pełni żywa, twoje wybory będą odczuwane jako zagrożenie przez każdego, kto żyje zgodnie z dominującą opowieścią o tym, co jest normalne. Będziesz tym ludziom przypominać o drodze, którą nie poszli; będziesz budzić w nich stłumioną tęsknotę za poświęceniem ich darów czemuś pięknemu. Zamiast spojrzeć w twarz swojej żałobie, mogą chcieć ją stłumić - i stłumić też ciebie.

Droga ja: w którymś momencie stanie się konieczne, żebyś wybrała się w podróż. To nie po to, żeby uciec na zawsze. To jest po to, żebyś znalazła się poza sobą taką, jaką, cię uwarunkowano w wychowaniu. Musisz rzucić się w sytuację, w której już nie wiesz kim jesteś. To się nazywa inicjacja. Ta którą byłaś przestanie funkcjonować; wtedy ta którą będziesz może się wyłonić.

Droga ja: potężne siły będą się starały nagiąć cię do społecznej normalności. Przybiorą formę presji społecznej, presji rodzicielskiej, i - bardzo możliwe - presji ekonomicznej. Kiedy się na nie natkniesz, zrozum proszę, że dają ci możliwość, żebyś się określiła. Kiedy nacisk staje się silną presją, kim jesteś?

Droga ja: stare mapy tracą ważność w naszym czasie przeskoku. Nawet gdy starasz się za nimi podążać, gdy przyjmujesz ich przekupstwa i starasz się ominąć zagrożenia na nich wskazane, nie ma gwarancji, że zgarniesz obiecane nagrody. Świadczą o tym absolwenci uniwersytetów na zmywaku i doktorzy prowadzący taksówki. Wkraczamy na nowe terytorium. Zaufaj wewnętrznemu przewodnictwu. Robisz błędy, w porządku. Na niezbadanym terytorium nawet zła ścieżka prowadzi do znalezienia dobrej drogi.

Droga ja: na tej drodze na pewno się zgubisz. Ale jesteś podtrzymywana, obserwowana i prowadzona przez rozległą, organiczną inteligencję. Stanie się ona widoczna, gdy twój świat się rozpadnie - jak z pewnością musi, w przejściu między światami. Będziesz się potykać, tylko po to, żeby znaleźć skarb niezauważony pod stopami. Będziesz desperacko szukać odpowiedzi - a wtedy odpowiedź znajdzie ciebie. Załamanie czyści przestrzeń dla synchroniczności, dla pomocy nie-wyobrażonej i nie-zasłużonej.

Droga ja: nie możesz zastosować żadnej z tych porad w jakimś swoim heroicznym wysiłku. Potrzebujesz pomocy. Szukaj innych ludzi, którzy wzmocnią twój odbiór - że ten piękniejszy świat jest możliwy, i że najważniejszym priorytetem w życiu nie jest bezpieczeństwo, a raczej to, żeby dawać swoje dary, żeby bawić się, kochać i być kochaną, żeby się uczyć i odkrywać. Kiedy ci ludzie (twój klan) będą w kryzysie, możesz ich podtrzymać tym, że wiesz, to co wiesz. A oni mogą to zrobić dla ciebie. Nikt nie może tego zrobić sam.

Charles Eisenstein