Co dziś do mnie przemawia tak, że nie mogę nie słuchać: piosenki o ołtarzach i ofiarach

Na chwilę zmienię się w samozwańczą krytyczkę muzyczną. Bez pretensji do głębokości i słuszności opinii, ale ze swędzącą chęcią odkrycia: dlaczego?

Dlaczego - ni z tego ni z owego - na jutjubie zawezwał mnie słoweński zespół Laibach. Laibach, który rezydował u mnie w nieużywanych szufladach od roku 2006. W tym roku wyszła płyta "Volk" z coverami hymnów narodowych, nabyta przeze mnie i słuchana, bo przy całej awangardowości i odniesieniach poza muzycznych muzyka Laibachu jest melodyjna, a instrumentacje ciekawe, co daje się odsłuchiwać zupełnie spokojnie w domu do sprzątania.

Zanim podzielę się emocjami, przemyśleniami i wnioskami - po obejrzeniu dziesiątków najnowszych filmików zespołu - na rozgrzewkę proponuję polski akcent: "Warszawskie dzieci" KLIK TU

Korzenie Laibachu sięgają roku 1978. Na sceny międzynarodowe słoweńska formacja wypłynęła w roku 1992.

Przypomnę - może niepotrzebnie - że w roku 1991 Słowenia zawalczyła o niepodległość, na tle konfliktu który toczył się na terenie byłej Jugosławii od 1999 do 2006 roku, i wciąż nie jest do końca zażegnany. Był to najkrwawszy konflikt w Europie po II Wojnie Światowej.

Osobisty wątek: w tamtych czasach kończyłam liceum i studiowałam. Mogę śmiało powiedzieć, że była to moja wojna formacyjna. Jeśli mieliśmy młodzieńcze myśli o pokoju na świecie, to na pierwszy plan narzucał się konflikt w Kosowie. Moi znajomi jeździli tam z nadzieją, że mogą coś robić. Dowiedzieliśmy się o masowych grobach i gwałtach.

Wracając do Laibachu: jugosłowiański komunizm zabierał muzykom głos, natomiast zakończenie zimnej wojny i jatka na Bałkanach dały go im na skalę międzynarodową. Wypłynęli na wojnie; przyjmowaliśmy ich awangardowy głos jako komentarz do sentymentów nacjonalistycznych i wołanie o pokój.

Muzycznie, Laibach robi covery bardzo znanych i popularnych utworów, czasem utrzymane w swoim stylu, czasem w oprawie pięknie zinstrumentowanej muzyki klasycznej. Która jak wiemy, sama w sobie może być drogą do zadęcia się w górnych warstwach emocjonalnych, i często bywa wykorzystywana w ten sposób, do porywania do wielkich czynów i nadludzkich ofiar.

W warstwie obrazowej twórczość Laibachu nurza się w symbolach i mitach nadczłowieczeństwa w aspekcie mocy męskiej. Wliczając w to faszyzm, chrześcijaństwo, pogaństwo, dziką naturę, męską przyjaźń przejawioną przez dobywanie szczytów, sport wyczynowy dla chłopców, impersonację imperatorów - symbolicznych - jak królowa angielska - i rzeczywistych - jak Putin, żelazo, stal, spiż, podbój kosmosu, zbroje, zbrojenia i gry komputerowe. Co bynajmniej nie wyczerpuje listy.

Przerwa na wstawkę muzyczną: lidera grupy można obejrzeć KLIKAJĄC TU. Jest to cover hymnu Rosji, a w nim Putin wypisz wymaluj. Choć filmik powstał zanim osoba o podobnej twarzy doszła do władzy. Wysuwam śmiała i niczym nie popartą tezę, że podobieństwo bierze się z aktorskiego wczucia się w ducha Rosji i w rolę jej lidera. Przy okazji warto zauważyć charakterystyczne nakrycie głowy wykonawcy, obecnie już wykuty już w betonie gwóźdź wizerunku scenicznego Laibachu.

Poruszamy się w strefie symbolicznej męskiej, mamy więc też, rzecz jasna, obnażone piersi łuczniczek, marzenie o kobiecości w formie twarzy i ciał posągowych lub anielskich, te ciała obnażone, za to z zasłoniętą głową.

Można się chronić przed ruinacją osobistego zasobu symbolicznego i swoich świętości pod wpływem laibachowskiego miksu na przykład za pomocą osądu "choć wizerunek grupy mógłby mieć charakter polityczny, to jednak bardziej prawdopodobne jest to, że był po prostu taktyką szoku popularną wśród industrialnych zespołów lat 80. XX w."

Osobiście wolałabym dla siebie uchronić jelenie, sokoły i mitologię dzikiej przyrody. Jednak czytam to tak: symbol, który objawił się komuś kiedyś jako żywy, przez używanie - a w zasadzie przez nadużywanie i używanie do sprowadzania ludzi na manowce - z czasem staje się formą pustą, rozpaczliwym wołaniem o sens, który już nie nadchodzi z tradycyjnych źródeł.

Jak na mnie działa laibachowska mieszanka? Wybuchowo. Osobno, każda z tych form wyrazu ludzkiego ducha niesie bagaż skojarzeń, który mnie uwodzi, jak najbardziej. Porusza piękne struny w duszy tak, że chcę się dać prowadzić w świetliste rejony pełne obietnic i mocy. Razem, tworzą mieszankę, która coś we mnie przełamuje, budzi mnie ze snu o nadludzkiej piękności i wspaniałości. Gdy do tego dochodzą proste słowa popularnych przebojów, oddaję szacun, z podziwu dla subtelnego użycia tego młotka, dla udanej subwersji.

Przypominam sama sobie: w ludzkiej działalności twórczej subwersja jest wtedy, gdy środków wyrazu danej konwencji używamy po to, żeby konwencję obnażyć, pokazać jej wewnętrzny mechanizm i środki, za pomocą których na nas wpływa.
Nie można powiedzieć, że te symbole i ta muzyka użyte są w sposób ironiczny. Wręcz przeciwnie. Słowa prostych piosenek są zmienione tak, żeby mówiły jeszcze bardziej wprost. Górnolotna emocjonalność jest na 100% poważna i natężona - do przesady. Do przekroczenia punktu, w którym natężenie przełamuje się, wytrącając odbiorcę z konwencji.

Balansujemy na krawędzi kiczu i często z tej krawędzi spadamy. Po to, żeby się podnieść i wrócić z większym zrozumieniem.

Do mnie te pięknie oprawione piosenki próbują mówić o tym, jak i dlaczego ludzi pociągają rozmaite ołtarze (no dobra: mężczyzn, ale też kobiety, które imitują takich mężczyzn, czy też ich popierają). Oraz wskazują na to, skąd się może brać gotowość do składania na tych ołtarzach ofiar.

Na koniec ostatni, za to bardzo, bardzo smaczny kawałek. Kto zna niemiecką formację Rammstain, ten odnajduje podobne tony i tonalność. Nikt na nikogo się nie gniewa, Laibach czerpie pełnymi garściami zewsząd i ze swojej formacji też pozwala czerpać. W poniższej piosence Laibach naśladuje Rammstain, który jest naśladowcą Laibachu. Plus pełne zanurzenie w męskiej symbolice zdobywczej - aż do jej wywrócenia na nice. Mniam! Ohne Dich KLIK TU
Bardzo lubię górnolotne sfery ducha i jestem wrażliwa na wielkie słowa, powiem zatem tak: twórczość Laibachu należy do sfery terminacyjnej. Oczyszcza grunt kultury z przytłaczających, a martwych symboli. Co być może robi miejsce na żywą prawdę?

Po czym sama siebie zaaneksuję: czy nie takie dokładnie nadzieje mają anarchiści, rewolucjoności, komuniści, awangardowcy i osoby nastoletnie - od co najmniej dwóch stuleci? ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz