Co mnie karmi w mojej dzielnicy


Straciłam sporo krwi.

Nie przypuszczałam, że dość zwykłe badania będą wymagały wyciągnięcia z krwioobiegu jednej dużej ampułki i trzech małych.
Wyciąganiem sprawnie zajęła się starsza pielęgniarka. Zabawne było obserwować jak się momentami przemienia: z sekundy na sekundę ciepła opiekuna morfuje w potwora, pożeracza marudnych pacjentów. Rozumiem, wykonuje trudny zawód, bo kto się opiekuje opiekunką w naszym systemie? I nawet w spokojny sobotni poranek potrafiliśmy zrobić zator przy rejestracji.

Skąd się w człowieku bierze krew? Nie pamiętam dokładnie, jednak uznałam, że straty warto choć z grubsza nadrobić. Poszłam więc sprawdzić nowootwarty podmiot ekonomi społecznej Sezony Bistro Cafe.

Hipsterskie i społecznikowskie Sezony rozkwitły w średnio smutnej części ulicy Limanowskiego.

Czym sobie Limanowski zasłużył na los patrona ulicy będącej zewnętrznym wyrazem wewnętrznej rozpaczy krakowskiej dzielnicy Podgórze, nie wiem. Mam jednak szczerą nadzieję, że Sezony są sygnałem przełamania fali, że się rozniosą famą po ludziach, którzy przyjdą i zakotwiczą lokal, że zostanie i będzie rozrzedzał smutek Limanowskiego opuszczenia. Czego Państwu i sobie życzę, bo ładne wnętrze karmi oko domowymi detalami typu kredens z lat 50., krzesła są wygodne, śniadaniowa kanapka ze szpinakiem i jajkiem w koszulce w każdym szczególe była pyszna, a kawa amerykańska - do ostatniej kropli dolewki. A jeszcze na koniec młody człowiek zza baru obdarzył mnie uszczęśliwionym uśmiechem, gdy poprosiłam o posypanie ciasta rabarbarowego cukrem pudrem.

Choć było trochę smutno, że nie mam z kim dzielić tak ładnego momentu. Niniejszym ogłaszam wakat :)

I polecam, jak się komuś nie spieszy: Sezony Bistro Cafe, Kraków Podgórze, Limanowskiego 16.

Ładnie, pysznie i niedrogo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz