Wiedzą, że jestem. O znajdowaniu siebie jeszcze

Obudziłam się przed budzikiem i słuchałam dziwnych hałasów na strychu, deszczu o dach, ptaków.
Gdybym wiedziała jak się te ptaszyny nazywają, i gdybyście Wy, Szanowni Czytelnicy, też wiedzieli, mielibyśmy jakąś, powiedzmy płaszczyznę. A tak nie wiem, nie wiem, nie wiem jak opisać słyszenie tych dźwięków. Obsypywanie płatkami o właściwościach metalicznych i puchowych jednocześnie? Cerowanie pajęczyny jedwabiem?

Ale to nie główny wątek. Słuchałam, pozwalałam się obsypywać i cerować, i myślałam, że one lepiej wiedzą, że przybyłam i że tu jestem, niż ja sama. Wyobrażałam sobie, że dla nich nie istnieje nic poza daną chwilą i obszarem dostępnym obserwacji przez ich zmysły. W tych zakresach rejestrują mnie bardzo dokładnie jako sygnał.

Ja jestem rozproszona, fragmenty mam pozamykane w nie-tutejszych i nie-obecnych emocjach i w myślach jak w fiolkach.

Słucham szumów, świergów, bzyków, oddycham i delikatnie uwalniam siebie z fiolek, fiolka za fiolką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz