Wielki upał, wielki głód

Mam tendencje do znikania.

Znikam na różne sposoby. Między innymi, gdy sytuacje stają się stresujące, bo jest jakaś trudność, albo wymaganie nowego dla mnie sposobu działania, wtedy zaczynam znikać dosłownie. Przestaje mi smakować jedzenie, coś tam jem z rozsądku, ale za mało i chudnę. Ostatni rok, mniej więcej do końca kwietnia był trudny, tak więc wychudził mnie dość bardzo. Od maja jest spokojniej.

I chociaż bywają perturbacje - a to finansowe, a to w pracy mam coś trudniejszego do zrobienia, a to czuły Ktoś zaniepokoi moje serce -

- to jednak zdarza się, zdarza się, zdarza się czasem też takie cudowne niedzielne popołudnie jak dzisiaj. Gdy na rozpalone miasto pada ciepły deszcz i wypatrujemy tęczy, a ja niespiesznie robię co mam do zrobienia, czuję wielki głód i przejadam kilogramy:

- bobu
- pomidorów ze śmietaną
- pomidorów z oliwą
- fasolki szparagowej
- ogórków gruntowych
- chleba z masłem i z miodem
- młodych ziemniaków
- maślanki
- parówek
- arbuza
- czereśni
- malin
- truskawek
- i moreli

I zapijam lemoniadą pietruszkową oraz Piwem z Grodziska Wlk. o smaku czerwonej porzeczki.

To lato i te upały są stworzone dla mnie - dla zaspokajania wielkiego głodu wielkimi ilościami jedzenia i dla chodzenia półnago po mieście, z częściami ciała, których czterdziestolatce prawdopodobnie mieć nie wypada - w ogóle, co dopiero na wierzchu. Cóż, sąsiedzi znają mnie tutaj, przyzwyczaili się :)

Przecież jeśli mam te części ciała, to mam. Co będziemy ukrywać - zresztą skóra i kości, i brzuch najedzony do okrągłości :)

Mam nadzieję, że tego lata będę chciała pisać dużo o jedzeniu.



Muzycznie: najpiękniejszy człowiek świata (w mojej niezobowiązującej opinii - wybaczcie moi piękni przyjaciele) w utworze Beatelsów. Jakie ONI substancje spożywali w trakcie pisania utworu? Mogę się jedynie domyślać - i do tego drugiej ręki. KLIK TU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz