Co dziś do mnie przemawia

"Musimy dać historiom naszych niepowodzeń dom. To ciągłe szukanie nowego otwarcia, zamykanie oczu i unikanie bólu, tylko zmienia urazy w wygnańców. Depczą nam po piętach i przenikają tło każdej nowej miłości. Stają się głębokim, uporczywym bólem, który bezgłośnie wyje mantrę nie-przynależności. Musimy o nich pamiętać i mieć gotowość ich nazywania".

Toko-pa Turner

...
...
Albo nawet lepiej tu ...
I tu. 

(jeszcze nie) koniec lata



Koniec sierpnia
daje niespodziewane:
upalne dni
balsamiczne noce.

W tym roku nie martwimy się globalnym ociepleniem.
Korzystamy z okazji,
żeby chodzić półnago po mieście.

Podejrzewamy, że niektóre osoby obu płci z grup wiekowych:
młodsza
starsza
średnia
mogą patrzeć krytycznie. Nie szkodzi.
Nie możemy tym ludziom pomóc,
zatem nimi również się nie martwimy.

Co dziś do mnie przemawia

"Musimy pamiętać, że żeńska zasada pracuje w sposób nielinearny. Zatem, podczas gdy wiele osób niecierpliwie szuka wyniku, jasnej odpowiedzi na njuejdżowych czeklistach i w słownikach snów, rzadko znajdują oni wyjaśnienie, które przechodzi próbę czasu. Dzieje się tak, ponieważ mamy do czynienia z pracą większego ducha, której nigdy nie bylibyśmy w stanie włączyć do życia na raz, w całości. Musimy podążać szlakiem tajemniczym i melodyjnym, który wabi nas głębiej w nieznane, umacniając zaufanie, które daje nam oparcie, jak rodzic. Któregoś dnia, czasem wiele lat później, w końcu przychodzi zrozumienie jaki jest finał symfonii".

Toko-pa Turner

Pocotorobie

Kolega skonstruował ciekawe - i ładne - narzędzie, które pozwala dowiedzieć się trochę więcej o tym co się kryje na uzależnieniami. I tendencjami do uzależnień, które każdy ma co najmniej dwie, nie oszukujmy się :) W perspektywie mojej dyscypliny, czyli psychologii zorientowanej na proces, pierwsza tendencja pomaga mi być taką, jaką chciałabym się widzieć (w moim przypadku jest to kawa dla pracusia), a druga pozwala choć na niby doświadczyć tego, czego uważam, że - mniej lub bardziej - lecz mi nie wolno (słodycze dla tej, która tęskni za dolce vita, ale ma głęboko w siebie wpisane przekonana, że kto nie pracuje ten nie je, a bez pracy w ogóle to nie ma kołaczy, więc jedyną opcją dostępną na padole łez harówa).

Jeśli ktoś ciekaw, KLIK TU do ankiety: www.pocotorobie.pl

Jedna i pół dekady później

Nostalgia. Co ja robiłam w latach 90.? I później?

Niech zajrzę do CV... No tak, pierwszą poważną pracę zaczęłam w roku 2000. To wyjaśnia, dlaczego w ogóle nie pamiętam dekady. Nie było to życie przeżywane, ale funkcjonowanie, zatem nie mogłam zapamiętać. Praca, praca, pracoholizm, konieczności egzystencjalne, śluby, rozwody.

Wielki powrót do lat 90. w mojej nostalgii to wycieczka do czasów: studia, praca, praca, wreszcie stypendium, trochę oddechu, próba zrobienia czegoś, poza pieniędzmi. Ciut się pożyło, najwyraźniej za mało.

Czy ktoś z Państwa uwierzy, że ledwie parę tygodni temu obejrzałam "Dzień świstaka", filmowe zjawisko z początku dekady. A dzisiaj, coś z końca. Rok 1999, "Być jak John Malkovich" bliskiego mojej wrażliwości duetu Charlie Kaufman, scenarzysta i Spike Jonze, reżyser.

Po obejrzeniu "Niebezpiecznych związków" byłam zafascynowana Johnem Malkovichem, aktorem. Masa ludzi w tamtym czasie była. Dlaczego DVD z dziełem wieńczącym i wywracającym fascynację na nice przeleżało w mojej szufladzie przez pół dekady? Cienki żarcik: tajemnice ludzkiego mózgu są niezgłębione (ha ha).

Dla tej  jednej sceny KLIK TU mógłby powstać cały film. Ciekawe, czy wyjęta z kontekstu też może wydać się genialna? Kunsztu scenariusza i reżyserii raczej nie oddaje, ale kunszt aktorski - chyba tak?

"Malkovich, Malkovich?"

Reminiscencje: lubiłam kolor różowy i wiatr na skórze

Niektóre zmiany robi się szybko: decyzja, ciach.


Inne wymagają dużo czasu i cierpliwości. Banał, ale weź to, człowieku, zrób :)



Drugie piękne zdjęcie - współczesne - powstało dzięki uprzejmości utalentowanej przyjaciółki :)
Nie mogłam się przestać do niej uśmiechać www.trebert.pl

Co mnie wzrusza do łez


Takie emocje do mnie nagle przyszły, przy sprzątaniu i gotowaniu fasolki KLIK TU. Emocje w moim życiu bez dokładnego adresata, a jednak coś we mnie się wzrusza, do łez.

- Emocje dla kucharek - wtrąca doświadczenie, mój wierny pancerzyk.
- Jesteś przestarzały i ciasny - odpowiadam.
A zaczęło się niby niewinnie: od jazzbandu, który gra wesołe melodie przy kładce Bernatki, aż wpadają tu do okna. Szła dziewczynka bardzo mała, przez ciemny las...

I równie niespodziewanie zaczynam zazdrościć - możliwości czucia, przeżywania, a przede wszystkim wyrażania uczuć. We wszystkich odcieniach, jakie tylko chciałyby się pojawić.

Jednak mogę być dla siebie mniej wymagająca. I przypomnieć sobie, że mój repertuar i tak się bardzo, bardzo poszerzył w ostatnich dwóch latach.

Trzygłowa gęś, albo Reminiscencje



Co jest bardziej tajemnicze: profanum, czy sacrum?
Tak czy inaczej, od czasu, gdy spędziłam kilka dni w Krzeszowie i krzeszowickim opactwie gęś stała się dla mnie zwierzęciem barokowym.

Co dziś do mnie przemawia

"Milczenie jest mocą, ponieważ utrzymuje to, co delikatne, co podatne na uraz, z dala od groźby lustracji, odprawy i wygnania. W którym jednak momencie milczenie zwraca się przeciwko tej, która chroni wrażliwość, i staje się strażnikiem jej więzienia?"
Toko-pa Turner

Co dziś do mnie przemawia: głosem jednej z tych wrażliwości, które szybko odchodzą

Skąd wiem, że mam duszę? Skąd wiem, że mam rękę? Wyobraźmy sobie, że żyję w krainie, gdzie używanie pojęcia "ręka" jest zabronione. Ludzie przestali wierzyć świadectwu zmysłów wzroku, dotyku, bólu. To ci się tylko wydaje, mówi matka. Ja nic nie widzę, potakuje ojciec. Czy nadal czułabym, że coś mi się rusza z boku ciała? Czy uwierzyłabym, że nie czuję?

Poniżej John O'Donohue, irlandzki poeta i filozof, były ksiądz i uczeń Mistrza Ekharta, kilka lat temu zmarły dość przedwcześnie o anam cara, pewnym rodzaju więzi pojawiającym się czasem między ludźmi, a w tradycji staroceltyckiej uznanym za szanowaną instytucję społeczną.

Tradycja staroceltycka pięknie rozumie miłość i przyjaźń. Jedną z fascynujących idei jest idea miłości dusz; określana w języku staroceltyckim jako anam cara. Anam określa duszę, a cara oznacza przyjaciela, przyjaciółkę. Zatem anam cara w świecie staroceltyckim był to "przyjaciel, przyjaciółka duszy". We wczesnym chrześcijaństwie celtyckim osobę, która stawała się nauczycielem, towarzyszem albo przewodnikiem duchowym nazywano anam cara. Pierwotnie odnosiło się to do osoby, której można było się zwierzyć, odsłonić ukryte, intymne aspekty życia. Z anam cara dzieliłaś najgłębsze ja, umysł i serce. Ta przyjaźń była aktem rozpoznania i prowadziła do odczucia, gdzie się przynależy. Będąc anam cara, przyjaźń przecinała wszelkie konwencje, moralność i kategorie. Było to połączenie, na sposób odwieczny i wieczny, z "przyjacielem twojej duszy". Celtyckie rozumienie nie narzucało duszy ograniczeń przestrzeni i czasu. Dla duszy nie ma klatki. Dusza jest boskim światłem, które wpływa w ciebie i w bliską ci drugą Osobę. Ta sztuka odnajdywania poczucia przynależności sprzyjała towarzyszeniu sobie nawzajem, na sposób wyjątkowy i głęboki".
W takim rodzaju miłości jesteś zrozumiana jaka jesteś, bez maski i pozy. Znikają sztuczność, białe kłamstwa i półprawdy towarzyskie, możesz być taka, jak jesteś. Dzięki miłość rodzi się zrozumienie, a zrozumienie jest cenne. Tam, gdzie jesteś zrozumiana, jesteś w domu. Zrozumienie odżywia poczucie przynależności. Kiedy naprawdę czujesz się zrozumiana, możesz uwolnić siebie, pozwolić sobie na zaufanie i schronienie się w duszy drugiej osoby.... Ta szczególna sztuka miłości ujawnia wyjątkową i świętą tożsamość drugiej osoby. Miłość jest jedynym światłem, które jest w stanie odczytać sekretny podpis indywidualności i duszy drugiej osoby. Jedynie miłość zna pismo świata, z którego bierzemy początek; może odcyfrować tożsamość i przeznaczenie.
Serce uczy się nowej sztuki odczuwania. Ten rodzaj przyjaźni nie pochodzi z głowy, nie jest abstrakcyjny. W tradycji celtyckiej anam cara nie była jedynie metaforą, czy ideałem.  Było to połączenie dusz, które istniało jako rozpoznany i uznany fakt społeczny. Zmieniał on tożsamość osoby i sposób, w jaki postrzega. Kiedy rozpala się w tobie uczucie, świat twojego intelektu nabiera nowej delikatności i współczucia... Patrzysz, widzisz i rozumiesz inaczej. Początkowo może to przeszkadzać i być uciążliwe, ale stopniowo wysubtelnia wrażliwość i przemienia sposób bycia w świecie. Większość postaw fundamentalistycznych, chciwości, przemocy i opresji, ma początek w rozdzieleniu idei od uczucia. Perspektywa anam cara jest wysublimowana, ponieważ pozwala nam je połączyć w odwiecznym poczuciu przynależności.
Przyjaciel lub przyjaciółka, jest kimś, kogo kochasz, kto budzi cię do życia po to, żeby uwolnić wszelkie dzikie możliwości, jakie w sobie nosisz.  [...] Ukochana osoba, anam cara, przyjaciel lub przyjaciółka duszy, jest prawdziwym lustrem, w którym można zobaczyć odbicie duszy. Uczciwy, jasny obraz, jaki daje prawdziwa przyjaźń, podkreśla również kontur twojej duszy.
Za Brain Pickings. Całość KLIK TU. Można też posłuchać wywiadu.

Istotne rozmowy

Rano
Ojciec: Deszcz albo przyjdzie dzisiaj, albo długo nie będzie.
Ja: Skąd wiesz?
Ojciec: Dziś przechodzi nad Polską front.

Przy obiedzie. 
Kalafiorowa, deszcz pokapuje.
Ojciec: Na Frycowej grad.
Ja: Skąd wiesz? Widzisz?
Ojciec: Elżbieta dzwoniła. Wichura taka, że im wózek porwało.
Ja: Z dzieckiem???

Kurczak, deszcz pada bardziej.
Ojciec: Dyniowate są sprytne, mają liście jak taki lejek, i jak pada, to woda spływa prosto do korzenia. Nawet rosa im wystarcza.
Ja (z podziwem): Sprytne!
Mama: A paprocie takie piękne były, zielone! I uschły.

Herbata i ciasto ze śliwkami. Deszcz leje, z rozmachem bębni o blachę na dachu.
Ojciec (bardzo zadowolony): Od paru lat obserwuję, że jak piorun uderzy blisko, to deszcz pada mocniej.
Ja: Dlaczego?
Ojciec: Nie wiem.
Mama w chórze ze mną: Może fala dźwięku uderza w chmurę?
Ojciec: I przyszło bez wiatru.


****
Dowiaduję się też, że w tym roku pszczoły zbojkotowały fasolę, chociaż miały pod samym ulem i tak pięknie kwitła, bo lipa nektarowała nadzwyczaj. Miód jest w kolorze i smaku tak intensywnie lipowy, jak mama nie pamięta. Ojciec wziął też miód spadziowy - spadź jodłowa - niespotykana w naszej wsi. Nie wiadomo dokąd pszczoły latały: do lasów na Kowalnię, czy w przeciwnym kierunku, na Maślaną Górę? Przyniosły.

****
I nagle rozumiem, że rozmowy o pogodzie, ogrodzie i gospodarstwie mogą być bardzo intymne, jeśli potraktować je jako wymiany drobnych, szczegółowych informacji i obserwacji środowiska, w którym się żyje, wspólnie.

Słowa bez cukru

i
Nie znałam Staszka osobiście. Znałam go przez to, jak chciał nam opowiedzieć świat, w obrazach fotograficznych, opowiastkach i abstrakcjach. Czasem nie rozumiałam co on chce powiedzieć dosłownie, aby tym lepiej zobaczyć palec wskazujący Tajemnicę.

Poza twórczością, znałam jego życie w zarysie, namalowanym słowami przyjaciela.

Najpierw go nie lubiłam, potem zrozumiałam, zaczęłam darzyć szacunkiem i przyjmować jego twórczość jak magiczny destylat. Dusza, która wbrew skrajnym trudnościom i ciężkiej chorobie oko w oko ze śmiercią. Może właśnie dzięki nim?

Staszek miał jakiś mój obraz, tego obrazu nie lubił, potem polubił, potem chyba się rozczarował kolejnym, innym aspektem.

Odszedł. Cieszę się, że są plany, żeby wydać tomik, wypuścić twórczość z cyfrowego świata, a zamknąć w okładkach i nadać wagę papieru. Ślad podróży, znak dla innych podróżników.


ii
Wygląda, że pewna przyjaźń dobiegła końca. Jednak, jednak. Przez kilka ważnych lat była nicią osnowy mojego życia wśród ludzi i oto fakt: ta nić pękła. Rozczarowała się mną, nie zrozumiała, nie wytrzymała napięcia zmian, jakim od trzech lat podlega moje życie. A mnie nie wystarczyło zasobów, żeby Ona uznała przyjaźń za satysfakcjonującą dla siebie.

Strata, smutek, że się materia więzów społecznych przeciera z czasem - nie do zacerowania. Żal, że mnie już nie wzięła takiej, jaka jestem teraz. Bardziej albo mniej, w trudnym czasie przejścia, gdy starego świata już nie ma, a nowy ma tylko zarysy fundamentów, gdy balansuję na krawędzi i wcale nie wiadomo, czy się uda. Chociaż bardzo dobrze wiem, że też z trudem buduje życie dla siebie i synka.


iii
[...] O tym nie chcę pisać..


iv
Przez trzy miesiące nie widziałam się z rodzicami. Córka marnotrawna. Można też powiedzieć: szukam własnej drogi idę ścieżkami, których oni nie rozumieją, ani nawet wcale nie muszą rozumieć. Jest poczucie winy i rozdarcie. Albo zdradzę to, jak sobie wyobrażam bycie dobrą córką tych konkretnych rodziców, albo zdradzę siebie. Z jednej strony mam żal, że jestem sama, bez pomocy, z drugiej strony nie umiem pokazać się taka, nie umiem poprosić o pomoc, z trzeciej strony wiem, że są starzy i sami chcieliby mieć poczucie, że się mogą na kimś oprzeć.


v
Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Wczoraj spędziliśmy piękny wieczór. Balsamiczna noc po upalnym dniu sierpnia, grill i ogórki z własnego ogródka z okazji Matki Boskiej Zielnej oraz dnia Wojska Polskiego na tarasie w cudnym ogrodzie siostry. Szwagier zadowolony, jutro całą jadą w podróż do Gruzji, u sąsiada też impreza i śpiewają. Po kieliszku dereniówki, ojciec przyniósł resztkę zapasów, mama przekomarza się ze szwagrem o latarkę, siostrzeniec w ramach protestu osobno, ale tuż za oknem, biały kot z futrem miękkim jak angora zwinął się na moich kolanach, a pies jest przeszczęśliwiony, że może leżeć pod stołem i dotykać wszystkich nóg.

Mogłaby to być sielanka. A tymczasem ja budzę się nad ranem w ogromnej, niedotykalnej samotności i płaczę, że coś się odłamało głęboko i daleko we mnie, i że nie mam nikogo, z kim mogłabym nawiązać kontakt taki, jakiego to coś głęboko potrzebuje.

Jestem człowiekiem, istotą społeczną, brak stada odczuwam jako amputację, a tymczasem nici społeczne zostały zerwane - czy też nie zostały nawiązane - gdzieś na bardzo, bardzo głębokim poziomie.


vi
To jest moje zadanie i tego się uczę. Jak być w takim stanie? Łatwiej sama ze sobą, bardzo mi trudno ten aspekt podzielić z innym człowiekiem. A wtedy właśnie najbardziej potrzebuję kontaktu, i wtedy właśnie najtrudniej.

Tak spełnia się arabskie przekleństwo: Obyś w wodzie stał i wody pragnął.

Uczę się, jednak. Prawdopodobnie nie ja jedna, że może nawet większość. Uzewnętrznię zatem, napiszę tutaj jak było i jak jest, niech się stanie swiadomym.

Następna myśl: o takich stanach zazwyczaj pisze się historie sukcesu. Czułam się źle, ale znalazłam sposób taki i taki, i oto już jest dobrze.

Trzecia myśl: nie o sukcesie napiszę,  ale o żenującej historii. Parę miesięcy temu, kiedy przeżywałam podobny stan - a już wiedziałam, że go przeżywam i że tym, czego pragnę i potrzebuję, a po co nie umiem sięgnąć nie jest kontakt z człowiekiem. Nie z gwiazdami, nie z paprotką, nie z kotem, i nie z Bogiem - z człowiekiem. Do przyjaciół było wciąż za trudno, w ramach tzw. "przechodzenia progu" zadzwoniłam do telefonu zaufania. Dyżurujący emeryt w Olsztynie wysłuchał, po czym orzekł: "To pani wina!".

Powiedziałam, że przemyślę, jeszcze pogadaliśmy, kto go wciągnął w telefon, i że on już chyba nie będzie tego robił, bo co prawda czuje misję jako emerytowany nauczyciel, ale ludzie często sobie stroją żarty i jest ciężko. Rozmowa nie uśmierzyła wewnętrznego bólu, ale mnie rozbawiła kontekstem. I jest historia do opowiadania.


v
Przychodzi czwarta myśl: no dobrze, istnieje na tym świecie przynajmniej jeden człowiek, do którego w tym stanie mogłabym się zwrócić z zaufaniem i z poczuciem, że mogę, bo nie obciążam swoimi problemami. Co by zrobił mój terapeuta?

Byłby, po prostu, delikatnie oglądalibyśmy co boli. Co jest nie kochane.

Przecież nauczył mnie jak to się robi, wewnętrzny terapeuta, w tym wypadku spełnia rolę wewnętrznej matki. Łapię oparcie, i w kontakcie z umiejętnością, którą przejęłam od niego nagle daleka, zimna samotność jest tuż, obok, we mnie, na wyciągnięcie ręki. Znajduję siebie w zgubionym kawałku, coś wskakuje na swoje miejsce, jestem bardziej cała i kocham zgubione coś też. Trochę się rozluźnia chronicznie ściśnięte, zimne miejsce w dole brzucha, robi się lepiej i cieplej.

I czuję, że przecież jestem we własnym łóżku, nie sierota, w domu rodzinnym, gdzie mnie przyjmują i kochają jak potrafią, nawet gdy nie rozumieją. I że będę się starać ich kochać, na wskroś nieporozumień, obustronnych rozczarowań, starych i nowych ran.


vi
Miało nie być, ale jednak się zrobiła historia sukcesu.

Niespełnienia, straty, śmierci.
Człowiek sam, człowiek dla człowieka.

Jacy możemy być, co zrobić i przejawić w pozostałej nam jeszcze części tego pięknego życia?

vii
Przy śniadaniu mama pokazuje mi artykuł, o tym jak brak matczynego ukojenia skutkuje trudnościami z byciem w ciele w całym późniejszym życiu. Przebija się do mnie uświadomienie - na tymże głębokim poziomie - że ona też na swój szuka sposobów, żeby rozumieć, leczyć i kochać, na wskroś rozczarowań.

Upalne noce sierpnia w mieście

Kiedy po zmroku ulice wciąż buchają żarem identycznym jak za dnia, przychodzi ochota na złe sushi z marketu. Zakładamy najkrótsze szorty i krokiem spacerowym ruszamy bulwarami w stronę centrum handlowego. Nie znajdujemy sushi, ale doznajemy olśnienia po co przyszliśmy: po chłód klimatyzacji.

Komputer się przegrzał i trzeba go używać w łazience, gdzie jest najmniej gorąco. Może przegrzał się też mózg?






Dobre połączenia

Dawno, dawno temu, kiedy wchodziłam w samodzielność podróżniczą, robiłam sobie wyrzuty, że nie umiem zagadywać i prowadzić rozmów ze współpasażerami w przedziałach.

Gdy pojawiły się wagony bezprzedziałowe, przeżyłam czas fascynacji bycia pasażerką we wspólnocie wagonu, a jednocześnie całkiem indywidualną.

W zeszły poniedziałek odkryłam, że znowu lubię jeździć w przedziale.

Odkryłam, że, gdy już umiałabym i small talk, i cienki żart, i przyjąć, podać zwierzenie, wcale nie chce mi się ze współpasażerami gadać paszczą.

Natomiast ściany przedziału zamykają nas blisko, w polu, w którego kapsule tworzymy konstelację, grupę, chwilową całość estetyczną, fizjologiczną, społeczną, energetyczną, złączeni tajemniczą wspólnotą wektora podróży. Zanurzamy się we wzajemnych sferach oddziaływań; jak ogórki w zalewie możemy nasiąkać sobą nawzajem.

W przedziale atrakcją jest sprawdzenie, kogo mi przydzielił los. Czy ktoś mnie przyciągnie?  Tak, że będę chciała się zanurzyć w atmosferze, która otacza osobę, na chwilę przejąć, przymierzyć, cudzy koloryt i smak? Albo przeciwnie, współpasażerowie będą odpychający. Wtedy hazard rozpoznania: czy widzę wyolbrzymiony jakiś mój nielubiany, niewidziany aspekt jak w lustrze powiększającym? Czy ktoś, czyja obecność dzisiaj mi nie służy.

Lubię.

Lubię wysoka, obszerną i ciepłą matkę z synkiem; przyciąga mnie każde z osobna i to, jaką tworzą całość w matkosynkowaniu uważnym i czułym.
Lubię dużego, łysego mężczyznę w tatuażach; zauważam kontrast pomiędzy ChrystusemBuddą wyzierającym z jego oczu, a demonami ukazanymi na ramionach i łydkach. Czytam to jako podążanie linią: strach, siła, siła wyższa.
Matka, dziecko i łysy w jednym przedziale, do tego ja.

W drodze powrotnej lubię młodą parę Francuzów, opaleni i z bagażami, jakby wracali z wakacji nad Bałtykiem. On prężny menedżer - société d'énergie - ona, jego urocza bien-aimée. Osobno, a szczególniej razem, są uosobieniem elegancji form klasycznych, a bezpretensjonalnych, a na wskroś współczesnych. Od dwóch uroczo wakacyjnych pierścionków na jej dłoniach, po sposób wyciągania z torby paczek z sushi i sałatkami z marketu, a następnie ich spożywania, po okładkę jej książki i gest jakim skłania głowę na jego ramię i zasypia, gdy on po kolacji przegląda raporty zużycia energii, na laptopie.


Myśl na marginesie: Ludzie studiowani jako znaki estetyczne. Już rozumiem dlaczego semiologia - nauka o znakach - rozkwitła we Francji i we Włoszech, w kulturach, które pielęgnują harmonię form fizycznego wyrazu.

Très, très chic. Styl, forma, jakość, wykorzystanie zasobów finansowych do stworzenia aury bezpiecznej zamożności: fascynacja. Bon, od poniedziałku jestem Francuzką ;)




Upalne noce sierpnia

Wieś na obrzeżach pachnie mirabelkami, a w sercu, na placyku przed kościołem, z kontenera na szkło upaja zapachem piwa.

W upalną noc sierpnia, której magia ma sprawić, żebyśmy zamarzyli o leżeniu na świeżej słomie i do świtu wypatrywaniu Drogi Mlecznej (z dreszczem, że zobaczymy ufo).




 

Co dziś do mnie przemawia: trójgłosem

"Paraliżuje cię strach? To dobry znak. Strach jest dobry. Podobnie jak zwątpienie w siebie, strach jest wskaźnikiem. Strach mówi, co musimy zrobić. Przypomnij sobie podstawową zasadę: im bardziej jesteśmy przerażeni pracą albo czymś, co nas woła, tym bardziej możemy być pewni, że to musimy zrobić. Doświadczamy Oporu jako strachu; poziom strachu równa się sile Oporu. Zatem im więcej strachu wzbudza dane przedsięwzięcie, tym więcej możemy mieć pewności, że to przedsięwzięcie jest ważne dla nas i dla wzrostu naszej duszy".
Steven Pressfield

"Koniec końców, kultywuje się sztukę — jedną z pomniejszych dziedzin sztuki politycznej, sztukę finansów domowych. Określając ją jako sztukę rozpoznajemy, że są w nią włączone liczne motywacje i nagrody. Jest w niej pewna estetyka albo porządek — fizyczne piękno wynikające ze schludności i klarowności — jak uroda układu okresowego, elegancja równania matematycznego, czy trafność nuty w sonacie. Jest to piękno klasyczne".
"Pieniądze nie czynią ludzi wolnymi w taki sposób, w jaki zakładamy, że musi się to dziać.
[…]
Związek pomiędzy pragnieniem a życiem w rozkwicie jest bardzo niedoskonały. Celem pragnienia jest przyjemność. Podczas gdy osiągnięcie dobrego życia zależy od dobra, które tworzymy. A możliwość podążania za każdym pragnieniem, jakie może się w nas pojawić, jest wrogiem wysiłku, koncentracji, oddania, cierpliwości i poświęcenia, koniecznych, jeśli mamy osiągnąć efekt wart zachodu".
John Armstrong "Jak mniej się martwić o pieniądze"


Had I the heavens’ embroidered cloths,
Enwrought with golden and silver light,
The blue and the dim and the dark cloths
Of night and light and the half-light,
I would spread the cloths under your feet:
But I, being poor, have only my dreams;
I have spread my dreams under your feet;
Tread softly because you tread on my dreams.

Czy odważę się  przetłumaczyć Yeatesa?

Gdybym miał płótno haftowane w niebie
Obszyte złotą, srebrną nicią światła,
Błękitne, wyblakłe i ciemne materie
Nocy i światła, i gasnących świateł,
Rozścieliłbym to płótno tobie pod stopami:
Lecz ja, będąc biednym, mam tylko marzenia;
Podścieliłem marzenia popod twoje stopy;
Idź miękko, bo stąpasz po snach.

Dobre połączenia

Fasolka szparagowa z bułką tartą i suszone pomidory
Fasolka, bułka, rozmaryn
Fasolka, świeże masło, prażony migdał w płatkach (ale to nie dzisiaj, w ubiegłym sezonie)

Dzikie jeżyny pozbierane przy drodze, skórka z cytryny, trochę soku cytrynowego, cukier
Zagotować jako dodatek do rozgrzanego podróżą w upale camemberta (carrefour ma najlepsze wśród tanich)

Co dziś do mnie przemawia

"Lubię definiować cud jako coś niemożliwego w ramach starej narracji, ale możliwego w ramach nowej. Można powiedzieć, że użyteczna alternatywna mitologia, to mitologia, która potrafi generować cuda; społeczne, polityczne, medyczne, albo materialne. [...] Proszę, nie mylcie mojego użycia tego słowa z synonimem boskiej interwencji".

Charles Eisenstein

Idealiści wszystkich ideologii łączcie się :)

Wybaczcie - ktokolwiek tu zagląda - taki mam dzisiaj nastrój elegijny :) Chociaż nie mam wątpliwości co do istnienia diamentu :)
Nastrój elegijny bez cienia żenady, że to wykonanie to kicz KLIK TU

Nie płaczcie, proszę, na ratunek biegną Siostry Webb :)
Zawsze proszę, żeby zwrócić uwagę z jakim nabożeństwem ściąga się kapelusz do słuchania skrzypiec na 3'33'' :) KLIK TU 

Albo, przeciwnie, Jeff Buckley będzie darł serce na strzępy :)
Najbardziej rozdzierające "Alleluja" na świecie KLIK TU


Baby's got the blues :)

Kolana pszczoły


Moje włoski łapią słońce, jej - pyłek z malw na podwórku.


Co dziś do mnie przemawia: ballady i romanse

"Obudziłam go i z wielką łagodnością powiedziałam, że tradycja w moim kraju nakazuje mężczyźnie odejść o świcie. Świt już przegapiliśmy, bo wzeszło słońce. Złożyliśmy owo uchybienie na karb oddalenia geograficznego. Jednak nie będziemy nadużywali tego argumentu. Rinri zapytał, czy zwyczaj belgijski pozwala na ponowne spotkanie.
- Owszem - odpowiedziałam".

Amelie Nothomb
"Ani z widzenia, ani ze słyszenia"

Pazurry


Dwa typy




Wciąganie krajobrazu nosem i przewodem pokarmowym.
Dwa typy rumianku (kwiatostan maleńki i normalny - przynajmniej dla moich okolic), dwa czubki lawendy, trzy kwiatki dziurawca (w takiej dawce mam nadzieję nie uczuli na słońce) i eksperyment - płatki bławatka.
Napar pyszny, dzięki lawendzie.
Przyjmowanie i mieszanie ziół każdy na własną odpowiedzialność. Rzecz jasna :)


Na złoto