Dobre połączenia

Dawno, dawno temu, kiedy wchodziłam w samodzielność podróżniczą, robiłam sobie wyrzuty, że nie umiem zagadywać i prowadzić rozmów ze współpasażerami w przedziałach.

Gdy pojawiły się wagony bezprzedziałowe, przeżyłam czas fascynacji bycia pasażerką we wspólnocie wagonu, a jednocześnie całkiem indywidualną.

W zeszły poniedziałek odkryłam, że znowu lubię jeździć w przedziale.

Odkryłam, że, gdy już umiałabym i small talk, i cienki żart, i przyjąć, podać zwierzenie, wcale nie chce mi się ze współpasażerami gadać paszczą.

Natomiast ściany przedziału zamykają nas blisko, w polu, w którego kapsule tworzymy konstelację, grupę, chwilową całość estetyczną, fizjologiczną, społeczną, energetyczną, złączeni tajemniczą wspólnotą wektora podróży. Zanurzamy się we wzajemnych sferach oddziaływań; jak ogórki w zalewie możemy nasiąkać sobą nawzajem.

W przedziale atrakcją jest sprawdzenie, kogo mi przydzielił los. Czy ktoś mnie przyciągnie?  Tak, że będę chciała się zanurzyć w atmosferze, która otacza osobę, na chwilę przejąć, przymierzyć, cudzy koloryt i smak? Albo przeciwnie, współpasażerowie będą odpychający. Wtedy hazard rozpoznania: czy widzę wyolbrzymiony jakiś mój nielubiany, niewidziany aspekt jak w lustrze powiększającym? Czy ktoś, czyja obecność dzisiaj mi nie służy.

Lubię.

Lubię wysoka, obszerną i ciepłą matkę z synkiem; przyciąga mnie każde z osobna i to, jaką tworzą całość w matkosynkowaniu uważnym i czułym.
Lubię dużego, łysego mężczyznę w tatuażach; zauważam kontrast pomiędzy ChrystusemBuddą wyzierającym z jego oczu, a demonami ukazanymi na ramionach i łydkach. Czytam to jako podążanie linią: strach, siła, siła wyższa.
Matka, dziecko i łysy w jednym przedziale, do tego ja.

W drodze powrotnej lubię młodą parę Francuzów, opaleni i z bagażami, jakby wracali z wakacji nad Bałtykiem. On prężny menedżer - société d'énergie - ona, jego urocza bien-aimée. Osobno, a szczególniej razem, są uosobieniem elegancji form klasycznych, a bezpretensjonalnych, a na wskroś współczesnych. Od dwóch uroczo wakacyjnych pierścionków na jej dłoniach, po sposób wyciągania z torby paczek z sushi i sałatkami z marketu, a następnie ich spożywania, po okładkę jej książki i gest jakim skłania głowę na jego ramię i zasypia, gdy on po kolacji przegląda raporty zużycia energii, na laptopie.


Myśl na marginesie: Ludzie studiowani jako znaki estetyczne. Już rozumiem dlaczego semiologia - nauka o znakach - rozkwitła we Francji i we Włoszech, w kulturach, które pielęgnują harmonię form fizycznego wyrazu.

Très, très chic. Styl, forma, jakość, wykorzystanie zasobów finansowych do stworzenia aury bezpiecznej zamożności: fascynacja. Bon, od poniedziałku jestem Francuzką ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz