Jedna i pół dekady później

Nostalgia. Co ja robiłam w latach 90.? I później?

Niech zajrzę do CV... No tak, pierwszą poważną pracę zaczęłam w roku 2000. To wyjaśnia, dlaczego w ogóle nie pamiętam dekady. Nie było to życie przeżywane, ale funkcjonowanie, zatem nie mogłam zapamiętać. Praca, praca, pracoholizm, konieczności egzystencjalne, śluby, rozwody.

Wielki powrót do lat 90. w mojej nostalgii to wycieczka do czasów: studia, praca, praca, wreszcie stypendium, trochę oddechu, próba zrobienia czegoś, poza pieniędzmi. Ciut się pożyło, najwyraźniej za mało.

Czy ktoś z Państwa uwierzy, że ledwie parę tygodni temu obejrzałam "Dzień świstaka", filmowe zjawisko z początku dekady. A dzisiaj, coś z końca. Rok 1999, "Być jak John Malkovich" bliskiego mojej wrażliwości duetu Charlie Kaufman, scenarzysta i Spike Jonze, reżyser.

Po obejrzeniu "Niebezpiecznych związków" byłam zafascynowana Johnem Malkovichem, aktorem. Masa ludzi w tamtym czasie była. Dlaczego DVD z dziełem wieńczącym i wywracającym fascynację na nice przeleżało w mojej szufladzie przez pół dekady? Cienki żarcik: tajemnice ludzkiego mózgu są niezgłębione (ha ha).

Dla tej  jednej sceny KLIK TU mógłby powstać cały film. Ciekawe, czy wyjęta z kontekstu też może wydać się genialna? Kunsztu scenariusza i reżyserii raczej nie oddaje, ale kunszt aktorski - chyba tak?

"Malkovich, Malkovich?"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz