Chłopcy z Cavy

Chłopcy z Cavy mają po dwadzieścia parę lat, zadbane brody i jasne oczy, którymi patrzą w ciemnogranitowy kontuar. Oczy te same od czterech lat, odkąd się tutaj sprowadziłam, teraz może odrobinę głębsze. Czasem tymi oczami cię omiotą, kiedy spieszą uprzedzić życzenie - wypięcia laptopa z gniazdka z barem, czy uprzątnięcia filiżanki po espresso. Wtedy wiesz, że widzą twoją duszę w fusach na dnie. Wiesz również, że skończyli filmoznawstwo, albo religioznawstwo, albo filozofię, że wiecznie robią doktorat. Wiesz, że kasa barmańska jest łatwa, a ich nie stać, żeby pójść do szkoły i zostać psychoterapeutą albo innym Kieślowskim. Zatem patrzą, sprzątają okruchy, czasem coś powiedzą, jak: Nie wzięła pani portfela? Nie szkodzi, zapłaci pani następnym razem.

My tu panią znamy.

Jak ich nie kochać?

Chłopcy z Cavy zasługują na księgę cudownej, poetyckiej prozy. Mogę im dać te kilka krzywych zdań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz