Co dziś przemawia, ale chyba nie do mnie?!

"Nadchodzi czas, kiedy stare dusze już nie mogą ukrywać kim naprawdę są, tylko po to, żeby uspokoić kolektywną iluzję i oczekiwania najbliższych. Pomniejszanie tego, kim jesteśmy w prawdzie więcej nie może być akceptowalną posługą wobec ludzkości i naszej planety. Kiedy sobie przypomnimy... sygnał trąbki, Wielkie Wezwanie, już nie będzie uciszony".
Saskia Waheina

A tymczasem w codzienności - co do sygnałów, czy też znaków, czy też zbiegów okoliczności - akurat tego jednego dnia, kiedy nie pracowałam w domu, bo realizowałam zlecenie na drugim końcu Polski, pękł wężyk od spłuczki i w krótkim czasie uwolnił wielką ilość wody, która zatopiła mieszkanie sąsiadki z dołu.

Starsza pani została zmuszona do generalnego remontu, w tym do: wyrzucenia wersalki, stert czasopism, oderwania boazerii i paneli z sufitu, suszenia kuponów lnu i elanolnu, z których można było zrobić obrusik, zasłony, hafty... Sąsiadka o tych lnach mówi "nowe", wiecie, jej mama miała dojścia. Cała ta starannie posegregowana spuścizna PRL-u została rozmoczona na pulpę.

Wczoraj, sama przytłoczona załatwieniami i niepokojem czy polisa obejmuje, nie miałam siły słuchać skarg. Dzisiaj porywy wiatru dwa razy zwiewały suszące się rzeczy na jej balkon. No dobrze. Znalazłam w sercu trochę miejsca na cierpliwość. Zrozumiałam jak trudno się rozstać z tym, co przeminęło, a trwa pod pozorem trwałości rzeczy.

I wiem już skąd się biorą części bielizny na ulicy. Jedną wiatr zabrał z mojego balkonu, zniknęła zanim zdążyłam wysłuchać sąsiadkę.

Woda, powietrze, ogień też już się pojawił - kiedy parę dni temu niechcący przykryłam lampę poduszką. Czekam na mikrotrzęsienie ziemi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz