Co dziś do mnie przemawia: przeprosiny

Jeff Brown, kanadyjski autor piszący o rozwoju duchowym, przedstawiciel hardkorowej duchowości nowego pokolenia. Hardkorowej, w sensie takim, że są to przemyślenia i przeżycia ludzi, czerpiących z różnych tradycji duchowych, którzy sporo chadzali ciemnymi ścieżkami, jak uzależnienia, depresje, trudne związki - np. z guru, jak w przypadku naszego bohatera. Były prawnik specjalizujący się w prawie karnym, psychoterapeuta, wreszcie poczytny autor książek i bon motów o rozwoju duchowym.

Poniższy tekst jest zły - kiczowaty, naszpikowany słabo zrozumiałą terminologią psychoterapeutyczną i duchową, słabymi metaforami. A jednak go uwielbiam. Nauczyłam się w życiu działać jak mężczyzna i czytam ten tekst, jakby dwie strony mnie samej rozmawiały ze sobą.

Ale też chciałabym takie słowa usłyszeć od mężczyzny.

I ucieleśniać kobiecość, do której takie słowa mogłyby być skierowane.

W anglojęzycznych mediach społecznościowych związanych z rozwojem duchowym "Przeprosiny" zrobiły furorę. Polskiego tłumaczenia nie znalazłam, więc zrobiłam własne. Równie złe, jak sam tekst. Na razie wrzucam jak jest, w wolnej chwili choć odrobinę doszlifuję.
Przeprosiny dla Boskiej Kobiecości
(od wojownika w trakcie przemiany)
Przeczytaj całość KLIK TU
 Przepraszam za moją nieumiejętność odróżnienia wojownika dobroczyńcy od wojownika bez serca, jest to odbicie mojego własnego pomieszania w czynach z onegdajszych bitew. Gdy za szeroko otworzyłem serce, stawałem się podatny na atak wojujących frakcji. Przyuczono mnie wierzyć, że muszę być nieugięty, skupiony, przygotowany na wszelką ewentualność, pragnąc ochronić siebie i innych przed atakiem. Ale posunąłem się za daleko, i zamknąłem zbyt ciasno, i tak wyrwałem z korzeniami most pomiędzy naszymi sercami. Teraz to widzę i jest mi przykro.

Przepraszam za ciągłą nieobecność, odbicie mojej własnej wewnętrznej nieobecności, niemożności połączenia z serca zaklinowanego nierozwiązanymi emocjami, których nie mogłem przepracować, bo nie miałem do tego narzędzi. Ciągle brak mi wielu z tych narzędzi, ale czekam, aż się wyłonią.

Przepraszam za nieumiejętność odróżnienia związku od wojny. Jako wojownik na wrogim terytorium, wkradałem się nocą w twoje życie, grabiąc i samolubnie zabierając czego potrzebowałem, aby potem przeczołgać się z łupem z powrotem na drugą stronę przepaści. Mało dawałem w zamian z obawy, że stanę podatny na atak. Miałem w mózgu wojnę i nie mogłem dostrzec rzeki miłości, która na mnie czekała po przeciwnej stronie pola bitwy. Teraz rozpoznaję, że miłość jest antidotum na zbroję wojownika, ale gdy byłem tak napędzany nie mogłem przyjąć antidotum.

Przepraszam, że ciebie nie widziałem, z oczami zaślepionymi zapiekłą wściekłością i niewypłakanymi łzami. Jeśli jest to jakiekolwiek pocieszenie, a wyobrażam sobie, że nie jest, sam siebie też nie widziałem. Widziałem tylko to, co służyło mojej hiperczujności, skupieniu wojownika. Moim lustrem było pole bitwy.

Przepraszam ze materializm nie ugruntowany, za tyranizowanie napędzane chęcią, by poczuć moc, za obsesję gromadzenia. W mojej wyobraźni gromadzenie dóbr miało chronić mnie i moich bliskich, ale nie rozpoznałem, że tylko powielało szaleństwo. Przepraszam też za egotyczne nadużycia, odbicie mojego błądzącego ego, napompowanego do czynów w świecie opanowanym przez konkurowanie. Nie umiałem odróżnić ego zdrowego i pewnego siebie od ego aroganckiego i niezdrowego. Poszedłem za daleko w złym kierunku.

Przepraszam za seksualność, która uprzedmiotawiała i była odłączona od serca. Wiem, że tęskniłaś do prawdziwej intymności, połączenia dusz poprzez autostradę serce-genitalia. Ale miałem za dużo barier obronnych wokół serca i nie mógł powstać most pomiędzy naszymi duszami. Zdarzały się momenty, gdy Twoje kochające serce uwalniało mnie od klatek w ciele, ale nie wiedziałem jak stać w tym ogniu serca. Jest mi przykro z tego powodu, ponieważ wiem, że ścieżka, za którą tęskniłaś była drogą do Boga.

Przepraszam za przerażające akty przemocy, odbicie mojej zapiekłej wściekłości, nieumiejętności odróżnienia prawdziwych wrogów od przyjaciół. Nie ma takich słów, które mogą odczynić to, co zrobiłem w tych momentach szaleństwa. Wiem to, wiem. Chętnie ukryłbym twarz ze wstydu, ale to nie pomoże. Potrzebuję przyjąć moje nieprawości jako własne, a potem znaleźć sposób, żeby uwierzyć, że jest we mnie miejsce bardziej kochające i że moje poruszenia mogą wynikać z niego. Nawołuję innych męskich wojowników do wzięcia odpowiedzialności za działania naszej płci, w sposób, który nie jest nienawistny wobec siebie, ale który jest odważnie szczery i prawdziwie współczujący. Wojownik z sercem uznaje błędne kroki, i ma odwagę, żeby zrobić wszystko, co może, żeby je naprawić z czasem.

Przepraszam za niemożność rozwinięcia świadomej relacji. Byłaś tam, z pięknym sercem na dłoni, a ja byłem zbytnio przywiązany do indywidualizmu i przestraszony tym nieznanym terenem. Tak dobrze znam las, rynek i ścieżki zewnętrznego świata, ale wewnętrzna geografia jest mi obca. Wołałaś mnie do miejsca, a ja byłem słabo przygotowany, żeby tam pójść, chociaż przeczuwałem, pod powierzchowną zuchwałością, że wołasz mnie do domu.

Jestem wdzięczny za twoją gotowość do wiary, że ten, kim byłem w rzadkich momentach odsłonięcia wrażliwości, to byłem prawdziwy ja. Miałaś rację - prawdziwy ja mieszka w moim sercu - ale mogłem sobie poradzić co najwyżej z kilkoma takimi momentami od czasu do czasu. Widziałem w Tobie niebezpieczeństwo, bo w Twojej obecności zaczynałem poznawać jak smakuje życie w poddaniu. Niemniej jednak, Twoja wiara w to, że jestem dobry pozwoliła mi przetrwać wiele bitew, i przywracała mi wiarę w życie, kiedy jej najbardziej potrzebowałem. Byłaś światełkiem w tunelu barbarzyństwa, i jestem wniebowzięty.

Jestem wdzięczny, że trwałaś przy na dobre i na zła, ale rozumiem też te chwile, kiedy musiałaś się poddać i odpuścić. Teraz rozumiem, że jest znacząca różnica pomiędzy miłością, a związkiem. Sama miłość nie wystarcza. Bez wspólnej gotowości, żeby stać się świadomymi, może być tylko frustracja. Często byłem niemożliwy, trzymając się kurczowo nieświadomości, jak żołnierz trzyma się broni. Rozpoznaję ile odwagi musiałaś mieć, żeby utrzymać serce otwarte wobec mojego oporu. Miałaś wszelkie prawa szukać autentycznej relacji, ponieważ w jej obecności twoja dusza się rozpala. Twoje piękne serce miało wszelkie prawa, żeby ktoś je spotkał w jego otwartości i chęci. Jestem wdzięczny za czas, który mi dałaś, za chwilę wytchnienia od kryjówek, które omyłkowo nazywałem domem.

Jestem wdzięczny za Babcię, bo nikt wyraźniej nie widział mojej czułości. jestem wdzięczny za Matkę, za to, że dała mi możliwość bycia i odżywiała moje ciało, aż sam stanąłem na nogach. Jestem wdzięczny za Matkę Ziemię, za to, że dała grunt do mojego rozwoju i ożywiała mojego ducha. Jestem wdzięczny za Boską Matkę, prawdziwą Matkę dla nas wszystkich. Teraz czuję jej boską obecność, tak blisko. Wściekle współczująca, zawsze była, oddechem podtrzymując we mnie życie, bezpiecznie mnie trzymając. Siedzę na jej kolanach, gdy ona mnie oddycha.

Wyglądam dnia, kiedy jedyną rzeczą, która odpala związek będzie wołanie dwóch dusz do siebie nawzajem, dwa duszo-serca bijące w tym samym kierunku, szept tęsknoty, który buduje most pomiędzy dwoma esencjami. Chcę ciebie chcieć, nie dlatego, że to zaspokaja moje ego, nie z powodu twojej zewnętrznej piękności, ale dlatego, że sama  twoja obecność wywołuje moją Boską jaźń z ukrycia. Chcę cię dotykać, niosąc serce na dłoni, wiedząc, że chemia między nami nie pochodzi z płci, ale ma źródło w esencji, ciekła lawa miłości płynąca od serca, do genitaliów, do całej wielkiej przestrzeni. W tym świecie trafionym miłością, związek zawsze będzie przeżywany jako praktyka duchowa, nabożny wyraz naszej Boskiej jaźni.

Zawsze wierzyłem, że niemożliwe jest utrzymanie wrażliwości w szorstkim świecie. Jednak w tym momencie czuję wrażliwość, ale bez kruchości. Ciągle noszę zbroję, jednak jest przesunięcie w kierunku mojej wrażliwości. Mogę zostać w przestrzeni serca trochę dłużej, niż kiedyś mogłem, w niektórych miejscach mięknę. Po tylu życiach z bronią w ręku, delikatny wojownik rodzi się w rdzeniu mojego bycia. Jest zmieszany, ale intuicyjnie wie, że jest na drodze do domu.

Proszę, że rezygnuj ze mnie, czy z moich towarzyszy wojowników. Wybacz nasze nieprawości, albo przynajmniej bądź otwarta na możliwość, że się zmienimy, w miarę, jak szlak się rozszerza w odpowiedzi na nasze zmieniające się intencje. Przyjdzie dzień, kiedy wygładzi się ostra krawędź naszej duszy wojownika i zharmonizuje się z życzliwym działaniem. Niektórzy z nas już tam są, wielu więcej dołączy. Droga do transformacji jest zależna od mostu pomiędzy płciami, łaskawego mostu, który wychwala różnice pomiędzy nami z szacunkiem i życzliwością. Ta praca musi się zacząć od leczenia pęknięć na płciowym continuum, ciężko pracując, by uleczyć kolektywne serce, aż pewnego dnia staniemy razem na moście, trzymając się za ręce, serca otwarte i pełne światła, obejmując święty pierwiastek męski i święty pierwiastek żeński, który żyje w sercu nas wszystkich. Tam cię spotkam.

Możesz czuć miłość Boskiej Matki, kiedy rozbija się o wybrzeże twojego serca, łaskawie unosząc cię ponad szaleństwem świata, składając cię w gnieździe wdzięcznych ramion tych, których pielęgnowałaś. Ci z nas, którzy otrzymali twoje błogosławieństwa mogą nie zawsze to uznawać, ale twoje akty miłości padły na grunt w nas, wzmacniając nas i napełniając nas światłem miłości. Dziękuję ci.

Jeff Brown. Oryginał znajduje się tutaj KLIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz