Światłolistopad

Jakiś czas temu zlikwidowałam konto na FB.
Gdy się otrząsnęłam, ze dziwieniem pytałam siebie: co mnie skłaniało do publikowania informacji takich na przykład, jak to, że ugotowałam dobry szpinak???

Chyba już wiem co, czym chciałam się dzielić: jedzenie mi smakuje, mam też ochotę gotować, kiedy czuję się żywa. Wtedy chcę ten świat wciągać w siebie, na wszelkie dostępne mi sposoby.

Odkrywam ze zdziwieniem, że czuję się żywa tej jesieni, od szpiku, do naskórka. Odkrywam, że kocham ten listopad, w smogu i pod płaszczem chmur. Kocham to, że przyjaciół i bliskich, których rzadko widuję, albo wręcz ogóle, mogę znaleźć w sobie, w tęsknocie. Kocham koszulki z jedwabiu, za duże swetry, szaliki i nową kurtkę typu kołdra. Kocham smaki i kolory zebrane, zawekowane, zasuszone, zakonserwowane z lata i jesieni, i świeży chleb z masłem, i smażony boczek, i to, że na Krakowskiej można kupić do butelki mleko z mlekomatu. Kocham boczne lampy i powierzchnie, w których one połyskują. W tym listopadzie znajduję wiele rzeczy, w których odbija się moje wewnętrzne ciepło i światło. Które jest. Się znalazło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz