Co dziś do mnie przemawia i za mną chodzi: a w samym środku jest muzeum grozy


Było to przedwczoraj. Siedziałyśmy późną nocą z przyjaciółką, która przechodzi przez bardzo trudne rozstanie z mężem. Nadużywałyśmy grzańca galicyjskiego, była pyszna domowa pizza jako baza pod zwierzenia i wynurzenia. W którymś momencie ona powiedziała coś o tym, że się stara się trochę mniej martwić o dzieci, bo zrozumiała, że nawet, jeśli stanie im się krzywda, to jest tylko element ich całego życia. Od siebie dodam: życia, które jest pełne światła, pięknych przyjaciół, mglistych poranków i innych piękności, wystarczy tylko je widzieć.

Nie wiem, czy też tak macie? Że najważniejsze dla mnie prawdy są banalne, słyszałam je wiele razy, a kiedy przychodzi moment, że mogą dotrzeć - co poznaję po uczuciu radości w brzuchu - są jak objawienie.

I tak, dzisiaj obudziłam się z pieśnią na ustach:
Kazimierz Wierzyński, słowa: Jacek Kaczmarski, moje ulubione wykonanie: Strachy na Lachy KLIK TU

Lubię mieć odrobinę tła, oto ono. Pieśń powstała na cześć poety Kazimierza Wierzyńskiego.
Wierzyński debiutował w 1913 wierszem Hej, kiedyż, kiedyż. Właściwym debiutem, który zdobył mu rozgłos, był tomik Wiosna i wino, z radosną i entuzjastyczną tonacją lirycznych wyznań. Nastrój entuzjazmu i radości dominuje także w kolejnym zbiorze Wróble na dachu. Później entuzjazm zaczyna przygasać, a jego miejsce zajmuje refleksja nad złożonością natury życia i świata: tomiki Wielka Niedźwiedzica - z cyklem wierszy wojennych z lat 1914–1918 - Pamiętnik miłości, Rozmowa z puszczą. W kolejnych tomach, Pieśni fanatyczne i Gorzki urodzaj, Wierzyński przedstawia katastroficzną wizję współczesnej cywilizacji.

Na tym tle odrębnym zjawiskiem jest Laur olimpijski opublikowany w 1927, który jest poetycką projekcją przeżyć i emocji sportowych, a za który poeta otrzymał złoty medal w olimpijskim konkursie sztuki i literatury w Amsterdamie w 1928 roku. Temu właśnie aspektowi życia i twórczości Wierzyńskiego poświęcony jest wiersz Kaczmarskiego.

Co w tym jest dla mnie? Chyba tak podchodzę do życia w tym momencie jak przedstawiono w wierszu, mniej więcej, z kilkoma korektami i niewiadomymi... Ważna jest czwarta zwrotka: "A w samym środku jest muzeum grozy [...] I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal, w ostatnim skoku w nieskończoną dal". Kaczmarski pisząc o Wierzyńskim "muzeum grozy" dostrzega w polityce. W 1938 roku, w przeddzień Drugiej Wojny Światowej najzupełniej słusznie; "czarne polonezy, stroje i ustroje" były bardzo słyszalne i widoczne. Czy obecnie?

Z pewnością niepojęte "muzeum grozy", to także miejsce osobistego zranienia pojedynczego człowieka. W jaki sposób z tej rany powstają horrory gospodarcze, społeczne, polityczne? Nie byłabym sobą, gdybym nie miała na ten temat teorii, a przynajmniej kilka przyczynków ;), jednak zostawię je dla siebie.

Oddajmy głos poetom:

Kazimierz Wierzyński

Kielich pór roku zgłębiając wielekroć
Dotrzesz do Stanów Zjednoczonych Duszy
Kiedy sprzeczności się ze sobą zetkną
Jedno pragnienie nieodmiennie suszy:
Zgubić za sobą ból gorycz i żal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal.

Unieść się ponad spiekotę epoki
Śmignąć ścianom dymów z jednego odbicia
Przeskoczyć wieczność w jednym mgnieniu oka
I pobić rekord świata w długości przeżycia
Opaść w zaświecie jak świetlisty szal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Zaświat wygląda jak przedświat dziecięcy:
Jeśli wojna to tylko - z błękitem - zieleni
Popłoch - jedynie słonecznych zajęcy
Jeśli stronnictw rozgrywki - to stronnictw strumieni
Jeśli ofiara - to z wiatru i fal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

A w samym środku jest muzeum grozy
Czarnych polonezów strojów i ustrojów
Poustawianych w nierozumne pozy
Jak płomieni języki zastygłe w podboju
I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Zaświat to przecież - Kresy naszych marzeń
- Rajów utraconych w dzieciństwie rubieże
Gdzie z kapeluszem w ręku mówią Twarze
- Miło Pana ujrzeć Panie Kazimierzu!
Gdzie uroczyście trwa najwieksza z gal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz