Szczęście wieczne

"Zachód stara się stworzyć nieśmiertelność i osiągnąć szczęście wieczne głównie przez dobrą pracę, a ostatnio również przez rozwój psychologiczny i samowiedzę. Nasza tendencja do tego by nie zajmować się ciałem jako takim jest jednym z czynników wpływających na to, że kompulsywnie poszukujemy materialnego bezpieczeństwa i fizycznego zdrowia. Wygląda to tak, jak gdybyśmy przeskoczyli pierwszych siedem etapów i nagle znaleźli się w ósmym stadium życia. Ale jeżeli ciało nie jest zintegrowane z samowiedzą, dobrobyt i powodzenie stają się obsesją. Rozwój psychiczny bez świadomości ciała jest jak drzewo bez korzeni".

Arnold Mindell "Śniące ciało. Rola ciała w odkrywaniu jaźni"

Niszczy ogniem wszystkie formy i imiona

Natura jest bezwładna, nie może tańczyć jeżeli Shiva tego nie chce. Wyłania się on w uniesieniu, i tańcząc wysyła w bezwładna materię pulsujące fale dźwięku, i o! materia tańczy, pojawiając się jako chwała wokół niego. Tańcząc, sam potwierdza swoje istnienie. W pełni czasu, wciąż tańcząc, niszczy ogniem wszystkie formy i imiona, i stwarza nowy stan spokoju...

Starożytny tekst indyjski


Przypomniało mi się.

Tamtego wieczoru, zanim wróciłam do mojego dawnego domu, żeby go zniszczyć, i - po wielu burzliwych latach - stworzyć nowy stan spokoju.
Tego wieczoru byłam na koncercie instrumentów perkusyjnych. Doborowi muzycy z Indii i z Europy zagrali wspaniale. Mogę nawet zaryzykować: zagrali w ognistym rytmie tańca Shivy. Dużo ognia, dużo ciepła.
Ta energia pomogła mi dokonać dzieła zniszczenia, które miało się dokonać.

Z mojej małej, ludzkiej, perspektywy, coś okropnego.

Teraz już wiem, że moim zadaniem jest podążanie za rytmem niszczenia i tworzenia w każdej sekundzie mojego życia. Mimo wszytko łatwiejsze niż wyplątywać tańczącą nić życia z dorobku lat.

Pośród istot, które się nie zdumiewały

(Pozwól mi się tutaj zatrzymać -
pozwól mi się zatrzymać na progu,
oto jedno z tych najprostszych zdumień.)
Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół
i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku
- lecz zdumiewa się człowiek!
Próg, który świat w nim przekracza,
jest progiem zdumienia.
(Kiedyś temu właśnie zdumieniu nadano imię "Adam".)

Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały
- wystarczało im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkiemu wokoło:
"zatrzymaj się - we mnie masz przystań"

 I tu chciałabym się zatrzymać, nadając cytatowi własny sens. Autor dopowiada inaczej, dla mnie zbyt dosłownie:

"we mniej jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem" -
"zatrzymaj się, to przemijanie ma sen"
"ma sens... ma sens... ma sens!"
 JP II, "Tryptyk rzymski. Medytacje"


Jest tyle wspaniałych tradycji i ścieżek duchowych - włączając w to moją: katolicyzm (zawahałam się, bo pragnę podkreślić, że mam wciąż masę urazów i wiele krytycyzmu wobec samej idei, historycznego dorobku katolicyzmu i licznych współczesnych mi katolików).

Jednak podtrzymuję myśl: jest tyle wspaniałych tradycji i ścieżek - włączając w to moją - dzięki którym czasem, na ulotny moment, można się spotkać z jakąś konkretną osobą w jakimś wspólnym miejscu. Gdy czyjeś słowa, w próbie przekazania swojego doświadczenia, pomagają mi uzmysłowić sobie  moje. Jak to na przykład: "Zatem to jest zdumienie... I on też się kiedyś zdumiał".

W to mi graj: Czujesz się dobrze dziś


Urocze i hipnotyzujące :)

"Swoją uwagę skup. Do tej melodii możesz ją zawęzić".
"Niech ten bas wabi was".

Nooo, "Chyba, że słuchacz z Ciebie żaden". :)

KaCeZet... Krzyś Cz.? :)

Tina Tina Love Love

Kolejne wcielenie Tiny T.

Tyle wspaniałych tradycji.

Ekumeniczny kącik muzyczny

W muzyczne przedpołudnie, kącik ekumeniczny nadaje:

Nowość na naszej plejliscie, MC YOGI rozkosznie naiwnie szerzy dobrą nowinę o medytacji CHECK THIS OUT: "Breathe deep, deep breath" KLIK TU

Znany i lubiany MAX ROMEO z rastafariańskim miksem inspiracji religijnych: "Lucifer, you son of the morning, I'm gonna chase you out of Earth" KLIK TU

Polacy nie gęsi, oczywiście, zatem jest i rodzima, słowiańska, MC rasta odpowiedź. Deer featuring Laszlo: "Czego chcesz od nas Panie - ej - za Twe hojne dary?" KLIK TU.

Jak żyć w naszym współczesnym kulcie doskonałości? TELEPOPMUSIC przynosi nieco ukojenia oraz niejasno uduchowioną odpowiedź w swoim pop hicie: "Another day, just believe, just breathe" KLIK TU.


LOVE'em all :D

& Peace

ENJOY!!!

Uzgadnianie świata

Czasem psychoterapia rozbija się o to, że osoba, która ma coś do wniesienia do świata "zadziera” z większymi procesami.
Trudność nie sprowadza się do tego, że ta osoba nie może przekroczyć progu, ale na tym, że musi się zacząć proces uzgadniania świata poza gabinetem psychoterapeutycznym.

Nasza praca jest nieodłącznie związana z tą perspektywą:
1. Jednostka wpływa na grupę
2. Grupa wpływa na jednostkę, jest dla jednostki punktem odniesienia

Czas zmienia się skokowo?

Zasada nieoznaczoności mówi, że nie można z dowolną dokładnością wyznaczyć jednocześnie położenia i pędu cząstki.

Sformułował ją Werner Heisenber w 1927; wynika z dualizmu korpuskularno-falowego.
W skalach, które bada mechanika kwantowa, nie ma możliwości nieskończenie dokładnego pomiaru jednocześnie położenia i pędu cząstki, gdyż każdy pomiar z samej swojej natury wpływa na badany obiekt, zmieniając jego właściwości.
Można przewidywać jedynie średnie wyniki z serii wielu pomiarów. Ważne jest, by podkreślić, że Δx itd. nie są błędami pomiarowymi wynikającymi z niedoskonałości urządzeń lub metod pomiarowych, ale niepewnościami wyników (wariancją) wynikających z istoty samego pomiaru.
Sam pomiar bowiem w przeważającej większości przypadków zmienia stan układu.
Naukowcy spierają się co do skutków zasady nieoznaczoności. Jedną z jej implikacji jest istnienie pewnej elementarnej długości Plancka, która wyznacza granice pomiarów. Jej wartość szacuje się na 10-35 metra. Wartość tę można interpretować w ten sposób, że każda inna długość jest jej wielokrotnością. 
Idąc dalej niektórzy naukowcy uważają, że czas też nie płynie w sposób ciągły, lecz zmienia się skokowo. Na jedną sekundę przypada ok. 5·1044 elementarnych kroków, w których zmienia się stan naszego otoczenia. Odwrotność tej liczby określa się jako czas Plancka. Jednak długość Plancka i czas Plancka znajduje się daleko poza zasięgiem dokładności pomiarów nawet w największych akceleratorach cząstek. 
Praktyczne implikacje: Nie możemy zaobserwować ani pomierzyć. Jednak przy produkcji coraz mniejszych układów elektronicznych coraz częściej dochodzi się do poziomów, na których efekty kwantowe trzeba brać pod uwagę.

 ***
Zachwycają mnie te nasze współczesne sposoby wyjaśniania świata - narracje naukowe.
I ten pomysł, że czas jest ciągiem stanów, które zmieniają się (prawie) nieskończenie szybko. Łatwo jest nam to sobie wyobrazić, bo widzieliśmy jak piksele zlewają się w obrazki.

Lubię być introwertyczką. Participation mystique

Introwersja - zachowanie podmiotu określane jest przez czynniki subiektywne: punktem wyjścia jest podmiot, a przedmiot na wartość drugorzędną.
Ten typ w każdej sytuacji najpierw wycofuje się i dopiero potem następuje właściwa reakcja.

Ekstrawersja - to pozytywny stosunek do przedmiotu.
Ekstrawertyk przenosi zainteresowania z podmiotu na przedmiot, orientuje się na zewnątrz.

I tu dopiero ciekawe:
Nieświadomość ekstrawertyka jest introwersyjna.
Posiada formę nieróżnicowaną, przymusowo-instynktową.
Gdy nieświadomy odpowiednik przebija się, czynniki subiektywne przejawiają się w sposób gwałtowny, automatyczne przejście można rozpoznać po odnajdowaniu lub projektowaniu własnych cech, często na przedmiot o charakterze intrawertycznym.

Nieświadomość introwertyka jest ekstrawersyjna.
Gdy przebija się nieświadoma postawa, przedmiot zewnętrzny zostaje pokryty projekcjami najbardziej subiektywnego materiału, nabiera jakby magicznego znaczenia.
Powstaje tzw. participation mystique, czyli utożsamienie ze zjawiskami przyrody.
W miłości i miłości łatwo jest to rozszerzane na przedmiot.

Powyższe różnice typologiczne są źródłem konfliktów między ludźmi.

Zadanie etyczne polega na realizowaniu w sobie przeciwstawnej postawy, niż ta, z którą się świadomie utożsamiamy (a która strukturalnie znajduje się w psychice).
 

Wydarzając się, po prostu jest. W mroku tego, co dla mnie zewnętrzne


"Prawdziwa natura materii była dla alchemików nieznana; znali tylko niektóre jej przejawy. Starając się ją zbadać, projektowali nieświadomość na mrok materii aby rzucić na nią światło. Chcąc wyjaśnić tajemnicę materii projektowali inną tajemnicę – swoje własne nieznane zaplecze psychiczne – na to, co chcieli wytłumaczyć… Procedura ta rzecz jasna nie była intencjonalna; był to całkowicie mimowolny proces.
Krótko mówiąc, projekcja nigdy nie jest dokonywana, ona się zdarza; wydarzając się, po prostu jest. W mroku tego, co dla mnie zewnętrzne odnajduję, bez rozpoznawania go jako takiego, wewnętrzne życie psychiczne, które jest moim własnym… Projekcje te powtarzają się bez względu na to, czy człowiek próbuje badać nieznany mu mrok, czy wypełnia go mimowolnie żywymi formami.”

C. G. Jung „Psychologia i alchemia”

Co dziś do mnie przemawia: ci, co pytają

We wszystkim typ pobrzmiewa echo rady Rilkego: "... chcę Pana, mój drogi, prosić, tak bardzo, jak tylko potrafię, by był Pan cierpliwy wobec wszystkiego, czego jeszcze nie potrafi rozwiązać Pańskie serce i by spróbował Pan polubić same pytania". Dodałby do tego: próbuj też pokochać tych, co pytają.

Irvin Yalome o "Listach do młodego poety" R.M. Rilke (w poradniku dla młodych terapeutów zatytułowanym "Dar terapii")

Kitchen moon

"Przemień mnie w kogoś, kto może całym sercem poddać się miłości i ufać, że ma serce na tyle mocne, że zawsze będzie bezpieczne".

Tosha Silver, "Change Me Prayers" (Modlitwy transformacyjne)





Co dziś do mnie przemawia

Co ci łamie serce? Odpowiedź bezpośrednio wskazuje na to komu masz służyć.
Doyle Melton

Formy życia


Czy wiedzieliście, że porosty są organizmami, które żyją - jak na ludzką miarę - bardzo długo, nawet 500 lat? Ja nie wiedziałam. Żyją, długo i bardzo powoli. Jednak za 500 lat nie będzie na moim balkonie pięknego, rozrośniętego porostu w miejscu, gdzie z balkonu piętro niżej skapuje deszcz z brudem, tworząc tymczasowo niepiękny zaciek, jako zaczątek życia porostu pięknego w przeciągu najbliższych 500 lat. 
Abstrahując: pewnie nie ma czego żałować, tym bardziej, że bardzo wątpliwym jest, by PRL-owska budowla te 500 lat przetrwała... Myślę. Jako zrujnowane podłoże dla porostu? Nieee, prędzej balkon odpadnie i się potrzaska, a z nim porostowy mieszkaniec.
Wracając do tematu: przyszła zmiana - w postaci nowego ludzkiego mieszkańca - i okazało się, że zaciek można prosto i zwyczajnie wyszorować. Dla większego łał można ścianę dodatkowo pomalować. Szczerze: nie pomyślałabym, ba! nie pomyślałam, przez 5 lat życia z zaciekiem.



Na zdjęciu: dynia koresponduje z czystym kolorem balkonu. Obok druga już w moim życiu niespełniona nadzieja na skiełkowane awokado.

A dyńka taka wielka :) Po rozkrojeniu powstanie:

MINIMALISTYCZNA ZUPA DYNIOWA Z IMBIREM
Pokrojoną dynię poddusić na maśle (sporo masła). Zalać rosołem wołowym (w ostateczności z kostki), ugotować, posolić, popieprzyć, wcisnąć sporo świeżego imbiru (ja wkładam kawałki imbiru do wyciskarki do czosnku i tak cisnę), zjeść. Mniam.
Wersja wege: na maśle podsmażyć cebulkę, potem dopiero dorzucić dynię, itd.

CHLEBEK DYNIOWY
Rodzaj ciasta piernikowego do jedzenia z masłem. Eksperymentuję, nie ma jeszcze opanowanego przepisu.

PRZETWÓR Z DYNI
Resztę dyni piekę w piekarniku (pokrojoną na drobne kawałki), blenduję na pure, wkładam do słoików i krótko pasteryzuję. Słoiki trzymam w lodówce (na wszelki wypadek, przetwór nie ma cukru do konserwacji), w celu przygotowania dalszych ilości ww. zupy w przyszłości.

Pierwszy śnieg

Przewrotna propozycja
    dla amatorów nowego wymiaru

Białe   ał to   zaskakujeMi

Połączenie

nową nutą
    klasycznych
bieli mleka i bogactwa




Spadł śnieg i wiersz się zrobił z pudełka po michałkach białych zamkowych.

Cicha noc

***
Koło szesnastej zamglona szarość zaczyna gęstnieć w stronę czerni.
A4 jest cicha, pusta i prosta po tym, jak cały ruch przeniósł się na autostradę.
Kocham tę drogę. I moją dzielną skodzinę, że mnie niesie, rok w rok, za rokiem.

***
Gdy docieram na wieś, jest już Noc.
Późny obiad, rozmowa, teraz już mogę wyrwać się na powietrze.
Szybko wychodzę z bezpiecznego kręgu sodówek, kieruję się tam, gdzie cywilizacja wysunęła na razie tylko asfaltowy jęzor. Czerń jest ciepła, jak na listopad.

Od mostka nad strumieniem słyszę męskie głosy. W pierwszym odruchu ręka sięga do kieszeni.
Jest, zwykła wsuwka do włosów, ale wiedziałabym jak jej użyć. W drugim odruchu nasłuchuję: głosy są ciepłe i spokojne jak noc. Młodzież woli czerń nocy od świateł ekranów. Ha!

***
Na górce w lesie: na górze gwiazdy, na dole jeziorko świateł. Badam, czy się rozprzestrzeniło od ostatniej wizyty, ale nie. Coś się przedziera przez poszycie, mały, biały kundel z domu przy lesie podnosi raban. Moja odwaga nie sięga dalej. Uciekam Wracam, dłuższą drogą, przez tę część wsi, gdzie jeszcze klasyczne małopolskie chaty, ktoś wręcz powiedziałby "skansen". Z boku błysk latarki: "Nie boi się pani tak sama chodzić po nocy"?

Zatrzymuję się: "Proszę?" Milczenie. Ha ha, może to mnie już trzeba by się bać? Od chodzenia po nocy rośnie moc osobista. Nie wspominając o wampiórzych kłach i wsuwkach w kieszeni.




***
Jeszcze zaglądam do rozświetlonego domku Matki Boski za płotkiem przy drodze. Elektryczność i chińskie kwiaty. Spoglądam w górę i nagle coś skład się w sens: to ćmienie w oczach, które miewałam patrząc w rozgwieżdżone niebo, ta niemożność dokładnego zobaczenia bezliku gwiazd, to przecież Droga Mleczna!

Do poduszki: prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych krajobrazów, ale na patrzeniu nowymi oczami



"Podczas najbliższej wyprawy do lasu sami możecie sprawdzić, że takie zachowanie jest rzeczywiście indywidualne, a co za tym idzie - jest kwestią charakteru. Przyjrzyjcie się drzewom, które rosną wokół niewielkiej polany. Wszystkie mają okazję do popełnienia głupstwa i wytworzenia nowych gałęzi przy pniu, ale tylko niektóre uległy pokusie".
Peter Wohlleben, "Sekretne życie drzew"



Zawód: Poet on Demand


Jacqueline Suskin KLIK TU i KLIK TU podróżuje z walizkową maszyną do pisania, od festynu, do imprezy, gdzie spotyka ludzi i pisze dla nich wiersze, na zadany przez nich temat. Usługa dla ludności, cena: co łaska, słowa, które łączą.



Nasz świat w słowach

Utrzymać bieg
tradycji słowo po słowie,
pozwalając literom by nawoływały
do bliskości, podczas gdy my
odkrywamy powód dla języka.
To połączenie.
Całe święte gadanie, które wiąże
nas ściślej dając ujście uczuciom
które płyną swobodnie
w objęciu tej formy.

Co dziś do mnie przemawia: praktyka bezczynności

W czasie tego ciemnego księżyca, myślę o oryginalności i tej często przerażającej pustce, która poprzedza twórczość. Tak często ludzie zostają zamrożeni w twórczym procesie przez unieważnienie, które mówi: "To, nad czym pracujesz nie jest oryginalne. Inni zrobili to wcześniej, zrobili lepiej, po co więc wprawiać się w zażenowanie próbami". A pod ciężarem tej myśli wiele projektów zapada się na powrót w ukrycie, boska tęsknota by śpiewać wraz z wielką pieśnią zostaje uciszona.

Ale jeśli oryginalność to nie coś, co wymyślamy, a raczej wypowiedź tego, co co nas zapoczątkowało wyrażona poprzez nas? Gdy mówię o początku, mam na myśli niewyczerpaną studnię, z której pije każda ludzka istota; i która nas śni. Możesz ją nazwać bogiem, naturą, źródłem, boskością, jednak jakiegokolwiek słowa użyjesz, jest to wielkie odsłanianie się tego, w czym nasze życie stanowi jedynie pojedynczą nić.

Oryginalność staje się wtedy śledzeniem twojego własnego stawania się. W miejsce starania o wzrost i produktywność, jest to praktyka bezczynności. By usłyszeć nasz oryginalny głos, musimy dojrzewać w ciemności, której źródło jest ogromne i przerażające, i wymaga od nas zawieszenia ambicji. Oryginalność przychodzi, kiedy pozostajesz blisko tej pustki, czyniąc ją gościnną, upiększając tęsknotą, uszlachetniając jej kształt pytaniami. Zamień swoją pustkę w świątynię. Wszyscy wielcy artyści, jakich znam, mają pytanie, które jest ich obsesją, a ich prace są mniej próbami odpowiedzi, a bardziej chwalebnymi aktami pytania. Jak ujmuje to John Cocteau, "Poeta nie wymyśla. On słucha".

O wiele trudniej jest siedzieć bez pomysłu i popychać się w stronę nicości, niż wykonywać po kolei zwyczajne, znane ruchy. Jednak jeśli potrafisz przejść przez pierwszy szok wywołany byciem w stanie dryfu, powoli formy zaczną się pojawiać we mgle. I nawet jeśli są jedynie uczuciami pokazującymi za czym tęsknisz, gdzie i dokładnie w jaki sposób czujesz się zagubiona, paradoksalnie mogą się one stać Twoimi punktami orientacyjnymi.

Potrzebujemy więcej tych, którzy pokazują drogę, którzy spenetrowali mgłę własnej niepewności, by znaleźć coś prawdziwego. Coś odwiecznego, tragicznego i zgubionego, coś małego. Jednak jak dłonie złożone wokół maleńkiego płomienia, jeśli ochronisz go przed ostrymi wiatrami odmowy, może on się zmienić się w prawdziwy ogień serca. To ten właśnie ogień staje się latarnią, w kierunku której inni mogą żeglować. Zauważ, że nie po to, by imitować, ale by przez naśladowanie przyswoić jakość odwagi, która zostaje, jak podpis zapisany w wibracjach, na rzeczach, które zrobiłaś.

W miarę, jak tropisz parabolę swojej ciekawości, możesz znaleźć ludzi dokładnie takich jak ty, którzy dodają swój głos do tej właśnie rzeczy, którą starasz się urealnić. Niektórzy dostarczą ognia inspiracji, którego potrzebujesz, by przesunąć się o milimetr w stronę swojego progu, a inni będą chcieli, żebyś to ty ich popchnęła. Pamiętaj jednak, że świątynia oryginalności nie jest tylko twoja; budujemy ją wspólnie.

Toko-Pa Turner KLIK TU

Jesień ulica Lwowska


Szare mury Podgórza umajone jesienią.
Anonimowi artyści.

Listopad: czas święta, czas ludzi

Co roku na cmentarzu we Wszystkich Świętych stoję w tym samym miejscu.

Po iluś latach, po iluś odsłonach tego samego obrazu, dziś Święto ujawniło dla mnie czwarty wymiar; zajrzałam w głąb czasu.

Szereg dni pomiędzy Świętami usuwa się z pamięci. Widzę tylko wszystkie moje poprzednie Święta. 

Dzięki powtarzalności rytuału, czas świąteczny staje się czymś stałym, niezmiennym. Jakbyśmy co roku trafiali w to samo miejsce na kole.

Jednokierunkowy czas ludzki wplata się w świąteczny czas cykliczny. To właśnie te akcenty podkreślają odczucie stałości, powrotu w niezmienną czasoprzestrzeń Święta.

Piękna kobieta z czerwonymi włosami odwiedza sąsiedni grób, zawsze w rockowej skórzanej kurtce z fioletowym lisem. Trudno było określić jej wiek, aż nagle w tym roku jest już kruchą staruszką. Farba na włosach złagodziła się do dwutonu różopomarańczowego, lis nie - chyba, że jest nowy.





Notuje się to i owo

Pogoda mówi: ni tak, ni siak.
Sen mówi: jałowe pragnienia wypalają żyzną glebę.
Wyrocznia mówi: mam być jak góra nieporuszona, trwać w swoich przekonaniach. Jak mam się pozbyć jałowych pragnień?

Pitu.

Inaczej: czy mogę coś zrobić w kwestii jałowych pragnień?

Drugi sen mówi: udaj się do najświętszego Salwatora Zbawiciela.
Mój brzuch mówi: nie chcę dzisiaj być wszystkim dla wszystkich.
Dzwoni telefon. Cisza mówi: nie ma mnie w domu.

Oddechem uspokoję jelita i będę spokojna jak góra, czekając na odpowiedni moment.

Żleb.

Góra: masyw błyszczy w słońcu.


Listy

Lista 1
masło
spaghetti
farba biała
folia malarska
taśma malarska
strój baletnicy
rodzynki

Lista 2
wódka
cukier
pomidory

Lista 3
cud
miód
cytryna











Białe kartki

Białe kartki, lepsze od zapełnionych
Szczególnie, gdy papier ładny

Odwiedziny

Odwiedziła mnie ciotka Morela.
Ucieszyłam się, bo dawno cioci nie widziałam.

Dopiero po obudzeniu przypomniałam sobie, że się nie widziałyśmy, bo ciocia nie żyje, już ładnych parę lat.

Najpierw się przestraszyłam. Po co się ś.p. ciotka fatyguje z zaświatów??? Potem się roześmiałam - przyjechała luksusowym czarnym vanem, a za życia wujek ją woził małym fiacikiem, niebieskim jak miednica z Emalii Olkusz.

Powspominała ciocię długo i należycie. Zastanowiwszy się jakąż to wiadomość zechciała przynieść. W końcu postanowiłam zapalić świeczkę, jako wyraz pamięci i wdzięczności. Czerwoną, taką akurat miałam.

- Nie taka - mówi ciocia, tym razem za pośrednictwem mojej wyobraźni - Ma być biała -  Uśmiechnęłam się. Cała ciotka Morela :) - Dobrze ciociu. Pójdę kupić białą i wybiorę drogą.

A czerwona niech też się pali, dla życia.

Okrawki z gazet

Sztuka rewolucjonizowała rzeczywistość Zachodu od czasów oświecenia (pisał o tym m.in. Odo Marquard w „Aesthetica i anaesthetica")
„Nowoczesny artysta konsekwentnie tworzy własną religię sztuki, w której – gdy się tylko lepiej przyjrzeć – odkryjemy motywy przeniesione wprost z archaicznych religii śmierci. Dlaczego? Dążenie do oryginalności, które wymusza na nim m.in. rynek sztuki, wiedzie do odtwarzania dawnych form sacrum. Tak jak chrześcijaństwo przezwyciężało religie pierwotne, tak on, przezwyciężając chrześcijaństwo, do nich powraca. Chęć wyróżnienia się wymusza na nim kolejne, coraz bardziej radykalne transgresje, które w ostatecznym rachunku prowadzą do walki i zniszczenia”.

Michał Łuczewski „Śmierć jako dzieło sztuki”
http://www.rp.pl/artykul/694567.html

Taki wycinek znalazłam na dysku.
Powrót do siebie, nie tak całkiem dawnej - takie oto przemyślenia mnie przyciągały w czasach, gdy musiałam sobie na co dzień radzić z pewnym osobnikiem o aspiracjach artystycznych.

Co mam zrobić z tymi wszystkimi piórami?


Co mam zrobić z tymi wszystkimi piórami 

- których już nie zbieram ;)

Zachwyciła mnie instalacja Francuzki Isy Barbier.
Pierwsze skojarzenie: łapacz światła.
Drugie skojarzenie: jesień, ptaki odlatują, przylatują w gromadach, kluczach.

Październik: w stronę szarości


Goździk skupia wzrok.
Przez niego inaczej patrzy się w szarość
i mokrość za oknem.

Pozdrawiam tą drogą drogich przyjaciół,
blisko i daleko.

Wojna? Albo sio od cipek

Wojna to część biegu historii świata. Do dziś wojna oznaczała formę zniszczenia, wprowadzająca zmiany w światowej równowadze sił i powodującą śmierć milionów ludzi. Zagrożenie wojną konwencjonalną jest dla facylitatora najbardziej złożonym procesem, z którym musi sobie poradzić; to właśnie dlatego tak mało o tym wiemy. Możliwość pojawienia się przemocy przeraża każdego i sprawia, że mamy ochotę ominąć tę kwestię. Ale czekanie nie rozwiązuje problemu.
W dodatku narody, rodziny i grupy różnej wielkości prowadzą wojny, a niektóre z nich robią to nawet dość często. Konflikty na małą skale mają swoją dobrą stronę; dają nam możliwość stawania się coraz lepszymi wojownikami.
Pierwszym krokiem dla facylitatora jest zauważyć wojnę. W pracy ze światem widzimy wojnę przede wszystkim jako stan świadomości. Ma on pięć charakterystycznych cech:

1. Przeciwnicy są zdesperowani. Wszyscy uczestnicy sytuacji czują, że próbowali już wszystkiego. Porzucili nadzieję na rozwiązanie problemów. Są wykończeni powstrzymywaniem swoich instynktów w celu uniknięcia wojny.
2. Przeciwnicy są wrogami. Zdecydowali traktować się wzajemnie jak wrogowie. Nie maja o sobie nawzajem do powiedzenia nic dobrego. Rozmawiają jak wrogowie, działają jak wrogowie, są wrogami.
3. Każdy z przeciwników chce mieć więcej siły. Obie strony czują się zagrożone z powodu jakichś przeszkód. Nie mają tak wiele siły psychologicznej, społecznej i fizycznej jak przeciwnik. Mają za mało miłości, szacunku, ziemi czy pieniędzy. Utrzymują, że druga strona winna jest ich niedostatkom. Zrywają negocjacje, stawiają ultimatum i urastają w siłę kosztem przeciwnika. Obie strony czują, że sprawy obracają się na ich niekorzyść i starają się zdobyć jak najwięcej siły, by pokonać przeciwnika.
4. Nie można się już niczego więcej nauczyć. Bojownicy stracili już nadzieję, że można się czegoś nawzajem od siebie nauczyć pozostając w przyjaźni. Obie strony odrzucają każdą sugestię mówiącą o tym, że projektują na drugą stronę pewne aspekty siebie samych. Czują, że "ten zły" jest tylko na zewnątrz, a nie również w nich, wewnątrz. Atmosfera iskrzy zbliżającym się konfliktem.
5. Przemoc jest tuż tuż. Komunikacja jest burzliwa, potem chaotyczna, a potem pełna wściekłości. To najgorętsze miejsce. Wszyscy mówią na raz, a ponieważ nikt nie słucha, uczucia stają się coraz silniejsze. Obie strony potajemnie spiskują, a potem otwarcie stwierdzają, że od gróźb czas przejść do czynów. Wybierają przemoc zamiast przyjaźni. Nadchodzi czas, by opuścić schronienie w cieniu barykad. wszyscy chcą zaryzykować utratę historii osobistej i życia.

Większość ludzi pracujących z konfliktami umywa ręce od wojny. Ale ty jako przedstawiciel starszyzny będziesz współczuł ludziom, którzy w niej uczestniczą. Robią wszystko co mogą w danych warunkach. A wiesz to, ponieważ sam przeszedłeś niejeden czas wojny.

Arnold Mindell, "Siedząc w ogniu. O dużych, wielkich i największych konfliktach międzyludzkich"

***

Parę dni przed protestem, kontynuacja burzliwych rozmów o tym kim są, o co i dlaczego walczą feministki, co wywalczyły, kto i jak skorzystał na tym, a kto i co stracił.
M: z oburzeniem pokazuje mi zdjęcie z debaty z udziałem prawników z Ordo luris Ty, patrz, siedzi dziesięciu chłopów i oni mówią kobietom co one mają robić???
Ja: patrzę na niego jak na kosmitę Tak. Wkurzałam się przez czterdzieści lat i już się nie wkurzam...
M: Aha. To ja jestem feministą.

Marsz "czarnego protestu" przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, Kraków, al. Marii Konopnickiej
Ja: Fajny płaszcz ma ta babka.
Siostrzenica: Która? Ta w czarnym. Śmiejemy się obydwie.

Wyszło na to, że czasem trzeba. I że "nie chcem, ale muszem", jak mówi mądrość ludowa, oddając duchom czasów to, co im należne.
Sama pewnie bym w końcu nie poszła, strasznie, okropnie nie lubię bycia w fali nienawistnych emocji zalewających tłum. Ale zadzwoniła siostrzenica. Pierwszy raz w życiu chce publicznie wyrazić, że ma opinię i potrzebuje kogoś do towarzystwa, a z koleżanek żadna nie może. Słodko-gorzkie zaufanie, jest w takim wieku, że mogłaby być moją córką.

I szczerze, z dwojga złego już wolałabym protestować przeciw ustawie aborcyjnej zbyt liberalnej... Opowiedzieć się za prawem do życia. Jednak nie widzę możliwości zdrowego dorastania człowieka bez miłości. I nie widzę możliwości kochania bez poczucia wolności. Nikt nikogo ustawowo nie zmusi do kochania. Smutne, że ktoś może sądzić, że to dobre rozwiązanie problemu braku chęci matki do podjęcia macierzyństwa. Mam jednak ohydne wrażenie, że ten ktoś wyciąga na sztandary szlachetne wartości - pod którymi chętnie bym się podpisała - żeby za tymi sztandarami kisić coś nieokreślonego, a przez nieświadomość potencjalnie groźnego.

Jest smutek w tym proteście, zmęczenie i powaga, ale nie widzę i nie słyszę agresji. Nie wiem, czy nas dużo, próbuję coś odczytać z twarzy nielicznych mijanych ludzi na Piłsudskiego. Trzej mężczyźni w średnim wieku wyszli z pubu, są poważni, może poruszeni. U wylotu Zwierzynieckiej mijamy długi ciąg tramwajów. Uśmiechamy się do siebie z siostrzenicą: jest poczucie mocy, zablokowaliśmy trochę ruchu.

Docieramy do Rynku; można pooglądać sztandary protestacyjne. Motywy: druciane wieszaki - jeden świetny artystycznie. Budzące uśmiech "Sio od cipek", kobieta w pozycji lotosu z napisem "mam świadomość". No dobrze, zdejmuję różowe okularki non-violent: są też jakieś mniej lub bardziej żrące teksty-kwasy, jak: "PISIS IZIS", czy "Rząd nie płód, można usunąć". Mleko z miodem różanym w porównaniu do tekstów wygłaszanych z mównicy sejmowej przez bogobojną posłankę Pawłowską... Okrzyki wzruszająco nieśmiałe: "Chcę mieć wybór". Uczestniczki - i uczestnicy - bo wiele kobiet przyszło z partnerami, czy męskimi przyjaciółmi - chętniej klaszczą w rytm bębnów, niż skandują. O osiemnastej hałasujemy głośniej, bo wreszcie można coś zrobić, poczuć trochę mocy - a mianowicie zagłuszyć sygnał hejnalisty. Byłoby fajnie, gdyby nadawali sygnał na żywo i gdyby mikrofon radiowej Jedynki złapał i wysłał ten sygnał. Prawdopodobnie o to przede wszystkim chodzi w akcie publicznego protestowania, o bycie usłyszaną. Tymczasem to jest wojna, nikt nikogo nie słucha.

Po osiemnastej jedna z organizatorek nieśmiało oznajmia, że ma obowiązek ogłosić, że zgromadzenie publiczne dobiegło końca i poprosić o rozejście się. Stoimy jeszcze chwilę, w końcu ruszamy w stronę Siennej, bo nogi w przemoczonych butach jednak przemarzają. Na rogu mijamy białą furgonetkę z kamerami służb specjalnych i oddział mężczyzn w antyterrorystycznym rynsztunku i z pałkami. Czy mi się wydaje, czy są trochę przestraszeni i niepewni swojej roli w tym czarnym theatrum dziejów?

Konkluzja? Nie wydaje mi się, żeby nasz protest wywarł jakikolwiek wpływ na sprawy polityczne. Ale był to czas rozmowy z siostrzenicą, ważnych wyznań, śmiechu. Bez słów wiadomo, że jesteśmy razem w sprawach ważnych dla kobiecości, ponad pokoleniami. I to się dokonało. Jest...

Serdecznie dziękuję organizatorkom, zrobiony został wielki kawał fantastycznej roboty!!!

Dzień dobry, moja rybeńko



"Dzień dobry, moja rybeńko!
Jak było w morzu?"

Czterolatek
do rybki,
która się złapała na haczyk wędkarza
zaprzyjaźnionego
przed momentem.








Co dziś do mnie przemawia

Czułość kuchennego fartucha
Szept mrówki

Koraliki wygrzebane na dysku



Znajoma pracuje w pomocy humanitarnej. Jeździ po Trzecim Świecie, od klęski żywiołowej, do wojny, do puczu, do obozu uchodźców i zajmuje się organizacją dystrybucji środków, którymi Pierwszy Świat chce załagodzić skutki katastrofy dla mas zwykłych ludzi. W tej pracy urlopy są obowiązkowe. Spędza je, poznając tamten Świat. Przywozi do Polski wiele pięknych rzeczy, bo ma świetny smak i oko do sztuki.


Zrobiłam zdjęcia, zachłanną dokumentację, żeby móc wrócić do detali, przypomnieć sobie, jak prowadzona jest koralikowa kreska. Ta aureolka, dyskretna i elegancka. Proporcje twarzy odmierzone wielkością koralika.

O święte feretrony! I święta cierpliwości hafciarzy.

Wujek Gugiel mówi, że wykonawca Roudy Azor, pochodzi z Haiti i wywodzi się z tradycji religii wudu. Zakup znajomej, to przykład drapo, flagi. Wudu cechuje się tym, że z innymi religiami nie walczy, tylko je wchłania i przyswaja. Na poziomie wizualnym oznacza to przejmowanie charakterystycznych motywów. "Ange Garden", Anioł Stróż, w eleganckiej pozie osadzony w chmurkach.

Patrząc na kompozycję, kolory, wyraz Azora nazywamy artystą, co jest być może problematyczne, bo w języku kreolskim nie ma słowa, które oznaczałoby to, co świat zachodni określa mianem sztuki.


Drapo to obiekty religijne. Badaczka Aleksandra Benedicty twierdzi, że "jeśli w pracy jest veve (symbol religijny), jest możliwość, że lwa (duch/bóstwo/święty), dla którego praca została wykonana może zawładnąć widzem. Osoba, która kupiła ołtarz wudu, albo inne dzieło sztuki może zostać zawładnięta swoim zakupem". Są jednak drapo w formie flag wykonywane specjalnie na sprzedaż. I chociaż z takim dziełem mamy do czynienia w tym przypadku, ten układ kolorów i koralików trochę jednak bierze mnie we władanie... Budzi się we mnie kolekcjonerka.


Przegapiona edukacja: epopeja o Gilgameszu

Przegapiłam! Nie doczytałam, znam tylko liczne odniesienia do babilońskiej opowieści na potrzaskanych tabliczkach z gliny i jej heroicznego bohatera. Dopiero dziś do mnie przemówił, za sprawą współczesnego herosa nauk humanistycznych.
W świecie starożytnego Wschodu można było odejść od despotycznej cywilizacji, oplątującej wszystkie myśli człowieka, tylko tak, jak odszedł Abraham: odejść w mrok, w niepewność i pustkę, wśród której rozbrzmiewał tylko Głos sponad gwiazd, powtarzający trudne do uwierzenia obietnice.

Jak trudne było takie odejście, a jednocześnie - jak żarliwy był bunt, który mógł się zrodzić w duszy człowieka przeciwko otaczającym go murom i przeciwko władzy mezopotamskich bogów - o tym poucza nas pewien babiloński poemat powstały nad Eufratem w tej samej epoce, w której Abraham wyruszał w swoją wędrówkę. Poemat ten, sławna epopeja o Gilgameszu, jest też wyrazem buntu, ale przeżywanego tylko w wyobraźni i kończącego się klęską.

[...] Epopeja, stanowiąca - poza poematami zawartymi w Biblii - największe dzieło poezji starożytnego Bliskiego Wschodu, zaczyna się od pochwały Gilgamesza i od pochwały potężnych murów i budowli miasta Uruk, wydźwigniętych jego wolą. Słyszymy też na początku jęk poddanych Gilgamesza, jęk będący najlepszym świadectwem wielkości i mocy króla, który rządzi miastem bardzo twardo. Jest to bowiem król "dumny jak dziki byk". [...] Ale w dalszym ciągu babilońskiej epopei obraz zaczyna się gmatwać. Oto pod wpływem skarg poddanych, którzy są już za bardzo przygnieceni zuchwałością monarchy, bogowie postanawiają interweniować. W ich interwencji nie ma jeszcze nic dziwnego. Bogowie babilońscy po prostu nie lubią, aby ktokolwiek z ludzi był zbyt potężny. Gdy sprowadzą jego moc do właściwych rozmiarów, będą nadal wspierać władzę Gilgamesza nad Uruk. Postanawiają więc przeciwstawić mu męża równie silnego jak on. Na ich polecenie bogini Aruru zstępuje na ziemię i wśród rozległego stepu lepi z gliny wielkiego siłacza Enkidu. I właśnie od tego momentu poemat staje się ogromnie interesujący.
Enkidu bowiem, który nagle zrodził się na stepie, jest człowiekiem szczególnego rodzaju: nic nie wie o cywilizacji, nic nie wie o murach i miastach. Jest zupełnie dziki, nawet nie jest łowcą. Wręcz przeciwnie - jest towarzyszem zwierząt. Obrośnięty jak zwierzę, biega razem z gazelami po stepie, żywi się trawą, pije wodę ze wspólnych ze zwierzętami wodopojów, z rozkoszą pluska się w rzekach wespół z rybami i płazami, zasypuje doły i niszczy sidła, które łowcy zastawili na zwierzynę na stepie. Jest żywym zaprzeczeniem wszelkiej cywilizacji i wszelkich w ogóle kunsztów, za pomocą których ludzkość odmienia swoje warunki życia i odrywa się od przyrody. Jego swobodne poczynania wywołują zamęt w okolicach Uruk. [...]
Gilgamesz, jak się zdaje, jest już wtedy głęboko zaintrygowany postacią niezwykłego przyjaciela zwierząt. Posyła z Uruk na stepy piękną dziewczynę, by uwiodła Enkidu i oderwała go od świata zwierzęcego. Posłanka siada u wodopoju, do którego dzikus przybiega z gazelami; odsłania piersi, odrzuca przepaskę. Enkidu zbliża się do niej i po sześciu dniach i siedmiu nocach spędzonych z piękna posłanką na tyle wtajemnicza się w sprawy ludzkie, że gazele nie uważają go już za swojego towarzysza [...] Gilgamesz spotyka się z nim po raz pierwszy w momencie bardzo dramatycznym. Enkidu przybywa do Uruk, ponieważ słyszał od pasterzy o wspaniałości króla, a jego serce - jak wyraźnie czytamy w epopei - "pożąda przyjaciela". Przybywa i zaraz pierwszego wieczoru staje przed bramą gmachu, do którego monarcha me wejść na ucztę. Zagradza mu drogę. Obaj siłacze zaczynają walczyć ze sobą jak rozjuszone byki. Rozbijają wrota, przy których stanął Enkidu. Cały gmach chwieje się pod naporem ich mocy. I nagle - z niepojętych przyczyn - padają sobie w objęcia. Enkidu - stworzony przez boginię Aruru po to, by był przeciwnikiem Gilgamesza - staje się jego przyjacielem.
Marek Żuławski, "Enkidu w zapasach z Gilgameszem", cykl "Gilgamesz" ok. 1979

Król jest zafascynowany swoim nowym towarzyszem, człowiekiem ze stepów. I pod wpływem przyjaźni dokonuje się w nim głęboka przemiana. Wygląda na to, że stracił zainteresowanie dla władzy nad miastem. Chce po prostu żyć jak człowiek, nie chce myśleć o swoich królewskich zadaniach. Zachowuje się jak król, który ma wakacje: jakby bogowie udzielili mu zwolnienia od obowiązku troski o władzę i o wielkie mury. [...] Prowadzi nadal życie bardzo aktywne, lecz myśl jego zwraca się ku czynom innego rodzaju, nie polegającym już na wznoszeniu murów i budowli. Razem z Enkidu wędruje do dalekiego Lasu Cedrowego, aby ich przyjaźń zahartowała się we wspólnej walce z żyjącym tam straszliwym potworem Huwawą. Dwaj bohaterowie pokonują potwora, a po zwycięzkiej walce Gilgamesz, który przywdział na głowę tiarę, zaczyna wyglądać tak pięknie, że zaczyna go kochać bogini Isztar. Ale bohater, ufając w swoja własną moc i mając serce pokrzepione przyjaźnią, już lekceważy bogów i ich władcze kaprysy. Odrzuca zaloty i dary bogini dosyć brutalnie. Isztar zsyła na Uruk potwornego byka, który pierwszymi dwoma parsknięciami kładzie trupem setki ludzi, ale Gilgamesz i Enkidy (wspierani przez szamasza, jedynego boga, który ich lubi) pokonują i tego potwora, kiedy zaś bogini staje na murach Uruk i złorzeczy zwycięzcom, Enkidu chwyta nogę poćwiartowanego zwierzęcia i rzuca ją w twarz Isztar. Śmieją się szyderczo, spleceni uściskiem idą nad Eufrat obmyć zakrwawione dłonie. Są przyjaciółki, są triumfatorami. Wyprawią wielką ucztę na cześć swego zwycięstwa. Będą grały harfy i dzwoniły puchary.
I oto bogowie - strażnicy murów i praw, strażnicy porządku świata - postanawiają wreszcie zmiażdżyć Gilgamesza, położyć kres zuchwałym wakacjom, na jakie pozwolił sobie król Uruk, urzędowy wykonawca ich woli.
Zmiażdżą go w sposób szczególnie okrutny. Zabiją bowiem nie samego króla, ale jego przyjaciela. Enkidu, porażony chorobą zesłaną przez bogów, umiera powoli, w wielkich męczarniach. Umiera wśród tłoczących się wokół niego wizji, groźnych ohydnych, ulepionych z mroku i gliny. Gilgamesz musi patrzeć, jak stopniowo niszczeje jego ciało i słuchać jego majaczeń. To jest pierwsza nauka ludzkiej marności, jaką dumny bohater otrzymuje od bogów. Czekają na niego następne pouczeni, które upokorzą go - tak jak bogowie postanowili - aż do samego dna duszy.
Zygmunt Kubiak "Półmrok ludzkiego świata", część I "Pobojowisko", z eseju "Nad Nilem i Eufratem".
 Potem jest wystawny pogrzeb, rozpacz, cytuję:
"Przez siedem dni, siedem nocy płakałem
Aż robak wypełzł z jego nosa"
Bogowie - rzecz jasna - niewzruszeni, uporczywa i wyczerpująca wędrówka w poszukiwaniu Utanapisztim, który jako jedyny człowiek miał był posiąść tajemnicę nieśmiertelności. Rozczarowanie - tylko król Szuruppak niegdyś otrzymał ten dar, ale i wskazówka - jest pewne ziele na dnie oceanu... Nurkowanie na dno, utrata zdobytego boskiego ziela w paszczy węża, jakby na szyderstwo. Bunt okazuje się całkowicie jałowy. Gilgamesz, należycie upokorzony, wraca do Uruk i podejmuje obowiązki króla. Dalsze wznoszenie budowli i murów, krąg się zamyka.

Książka Kubiaka, OCZYWIŚCIE, jest absolutną klasyką. O dzięki Ci losie, że ją sprowadziłeś w me ręce. Just in time, niczym w japońskiej fabryce.

Co dziś do mnie przemawia: Gdzie kryje się tęsknota za czymś więcej?

Kiedy tylko zaczynamy odczuwać rezygnację, chęć poprzestania na tym, jak rzeczy są, przychodzi czas ponownego podjęcia praktyki przesuwania granicy możliwości. Dla mnie zaczyna się to od wdzięczności: prawdziwego rozpoznania co mam. Można posłużyć się spisywaniem list, liczeniem błogosławieństw i spotkań z pięknością, jednak wdzięczność może być także aktem rytualnym, w którym honorujesz to co masz, traktując to dobrze, dbając o to w jakiś sposób, na przykład przez uporządkowanie portfela, zrobienie bilansu finansów, odkurzenie ołtarzyka i zapalenie świecy w geście docenienia wszystkich dotychczasowych błogosławieństw.

Po wyrażeniu wdzięczności musimy wdać się w rozmowę z naszym progiem. Gdzie kryje się tęsknota za czymś więcej? Czy honorujesz ją, poprzez wykonywanie kroków w kierunku tego czegoś? Czy pracujesz ciężko, czy z intencją? Czy coś musi umrzeć, by nowe życie mogło się narodzić? Czy masz wolę, by wytrzymać swobodny lot w czasie wielkiego skoku?

Dla tych, którzy mogliby chcieć, żeby rzeczy działy się szybko, ważna jest pamięć o tym, że niski sufit może być tym, czego potrzebujemy, by zaaklimatyzować się do większej zdolności posiadania. W końcu gdybyśmy zostali przetransportowani na szczyt przysłowiowej góry, zemdlelibyśmy z braku tlenu. Jeśli jednak jesteśmy stali i wytrwali we wspinaczce w stronę możliwości, jeśli ciągle podtrzymujemy rozmowę z naszym żywym progiem, możemy być w ciągłym stanie wyruszenia w podróż i przybycia.

Toko-pa Turner   KLIK TU

Everybody dancinge! Niedzielna retrospektywa filmików Spike Jonze

Musicie, musicie to zobaczyć!
(Chyba, że już wszyscy widzieli i jestem ostatnia...) 
Najnowszy filmik taneczny w reżyserii Spike Jonze (którego oczywiści uwielbiam, nie ma potrzeby pisać).

Everybody dancinge! Oraz dzikość serca uwolniona w sposób całkowicie bezpieczny. No chyba, że ktoś poczuje jakiś zew... KLIK TU




Przy okazji można sobie zrobić retrospektywę ulubionych :)

UWAGA: "Electrobank" boli jak życie. KLIK TU  
"Weapon of choice" albo życie dla zombiaka KLIK TU
Mój cichy ulubieniec "Afterlife" KLIK TU
WOW! Żywy ogień KLIK TU
I każdy może. Wszędzie Praise you KLIK TU

Dziękuję, Panie Jonze!


Szydełkowanie jak chwast. Albo 85 deko koca

Pleni się na marginesach: w przerwach na oddech, na kawę, przy oglądaniu filmów i filmików; jak perz rozpycha się w tych przestrzeniach. Bo jest w tym pewien przymus, jeszcze kilka słupków i jeszcze. Bo jestem ciekawa jak się zaprezentuje kolejny kolor w porządku pionowym, a do tego ujawnienia, przy tej robocie, prowadzi długa droga w porządku poziomym.


Powstało 85 deko koca. Prawie połowa, jak nic.


Pierwszy dzień września. Ulica Mostowa



Wczesnym popołudniem na ulicy Mostowej mijam
małe białe bluzeczki, granatowe spódniczki oraz naręcza
nowosłynnych lodów
z pobliskiej Wolnicy
(które tego lata uplasowały się na równi
ze starosłynnymi z nie tak odległej Starowiślnej).

To jest jakiś trop... Czy to przez te lody
 w chodnikowych podróżach międzyplanetarnych
Kosmitce towarzyszy Bałwan?


PS: Układ Słoneczny nie ujęty w całości.

Cytat na dziś: przyjemność

Przyjemność ma ogromną moc. Moc budzenia świadomości. To dlatego wielkie totalitarne systemy dbały o to, aby ludzie nie mieli zbyt wiele czasu na głęboki, uzdrawiający relaks i oferowały w zamian substytuty, takie jak igrzyska, alkohol i inne szybko działające używki, które miejscowo znieczulały ból istnienia. Dlatego teraz tak trudno jest nam „nauczyć się” na nowo czym jest przyjemność.

Bo jesteśmy uzależnieni od substytutów, których oferta rozrasta się oszałamiająco – słodycze, media społecznościowe, wszelkie rozrywki, hazard, zakupy … Wszystko po to, aby nie czuć.

Karo Akabal KLIK TU

Ostatni dzień sierpnia: powietrze chrupiące jak prześcieradło suszone na słonecznym wietrze

Nie wróci do dzbanka
rozlane mleko
I tylko w jedną stronę
płynąć może rzeka
A więc mi żegnaj
człowieku poczciwy
Kto kochać nie umie
ten jest nieszczęśliwy

nieszczęśliwy
Soundtrack KLIK TU








Cytat na dziś: abstrakcja

Fleming definiuje abstrakcję jako "wyrugowanie indywidualności – ludzi, miejsc, celów – przez ogólną zasadę".
 John Thackara o książce Davida Fleminga "Lean Logic: A Dictionary For The Future and How To Survive It"


Po angielsku piękna aliteracja: “Displacement of the particular – people, places, purpose – by general principle".




Co dziś do mnie przemawia: pozwolić umrzeć marzeniom

Zabawne. To lato nauczyło mnie, że łatwe jest przyjęcie swoich marzeń. Trudność sprawia pozwolenie, by umarły i przyjęcie znoju rzeczywistości.
Julie Diamond "Jak zamienić marzenia w rzeczywistość" KLIK TU





W co zapakować wspomnienia



Światło do kadru, wrzący dżem do słoika.

Say "jam"

Wczoraj wieczorem  ten widok mnie uderzył: tuż na wprost wyjścia na plażę wisiał duży i wyraźny Wielki Wóz. I na tle kłębów Mlecznej Drogi, jak wyodrębnione znaki na niebie, inne konstelacje, które rozpoznaję, choć nie umiem nazwać. I to wrażenie, że gwiazd jest znacznie więcej, niż moje gołe oko potrafi zobaczyć, że ćmią się i przesypują jak piach na plaży. Gapiłam się w niebo przez dłuższy czas, a zachwyt przysłaniał we mnie lęk przed tym, co może wyskoczyć z nieznanej mi ciemności.

Tuż obok Międzywodzia jest Woliński Park Narodowy. W okolicy jest mało świateł w nocy i dzięki temu widać multum gwiazd.

Ciekawe, że obecnie bezpośrednie oglądanie gwiazd jest dostępne albo na marginesach, albo dla elity. Ciekawe, że jako cywilizacja odpychamy ten widok. Woleliśmy przysłonić go sobie kręgiem świateł umieszczonych przez człowieka. I obrazkami. Że o co chodzi? Że niby to, co się robi w życiu musi być praktycznie użyteczne? I bezpieczne? I komfortowe; Boże uchowaj nas przed niewygodą!

Poza tym kogo, poza astronomami, interesują gwiazdy bezpośrednio? Ja sama w głębi duszy tęsknię, a zapominam, nie robię tego większego, czy nawet mniejszego wysiłku, żeby zobaczyć firmament.

***

Tymczasem również wczoraj nazbierane zostało więcej jeżyn i powstał dżem (ale chyba nie dlatego najmłodsze dziecko wypowiedziało słowo "marmolada" po raz pierwszy).


Rano można już było nałożyć cudowny, ciepły i słodki aromat na świeżą bułkę z masłem, i poirytować się pestkami w zębach. Reszta dżemu zostanie zamknięta w słoiku i wywieziona do miasta.

Miasto; jeszcze nie dziś. Dziś jeszcze sierpień łaskawy; w Campie niby pełnia lata. Że to już bliżej zmiany pór, poznajemy po spłowieniu barw. I po stukocie szyszek: co jakiś czas pach z sosny o ziemię lub w dach werandy.




End-of-Summer Camp


Dziwnym trafem nikt ich nie znalazł.
Czekały na mnie, dojrzałe i słodkie, na końcu leśnej drogi na przymorzu, która obrosła domami podobno dopiero w ostatnich dwóch latach, stając się uliczką. 

Życie | zmiana. Choć żal.

Takie słyszę opowieści, bo to moja pierwsza wizyta w tym miejscu, u znajomych.
Przyniosłam zdobycz do domku, który był tu pierwszy i wciąż zachował atmosferę leśnego obozowiska, chociaż kurort napiera i pewnie wkrótce ten obóz wyprze.

Teraz wciąż jeszcze moja dzika dusza zbieraczki jest zadowolona :)
Miło było słuchać zachwytów dzieci: "Pyszne!"


I wciąż jeszcze mamy sierpień: słońce jak na zamówienie, chociaż rześki wiatr. Zapach sosen; ten klangor, to żurawie???

I praca, bo to jednak półurlop, ale za to na werandzie.

Everybody dancinge! Bravissimo fortense

Bo jeszcze mamy lato.
Bo już jutro mój szybki i szalony wypad nad morze.
Bo mam więcej powodów do radości niż kłopotów.
Bo radocha.
Bo mi wpadło dziś w ucho i chcę zapamiętać: Fanfare Ciocarlia KLIK TU
Bo tak.

***
PS: W zasadzie powinnam umieścić słowo "radocha" na samej górze moich bieżących priorytetów życiowych oraz na lodówce przypiąć magnesikiem: Aneto, a co Ty zrobiłaś dla radochy dzisiaj? :)))



Na marginesie spraw ważnych i pilnych: myślenie w pionie, robota w poziomie

Idzie jesień. Poznaję po chłodnawych nocach i po tym,
że nagle napadła mnie ochota
na dzierganie.


Na warsztacie pojawiła się robota długodystansowa, wymagająca
wyobrażania sobie następstwa kolorów w pionie
i cierpliwego dziergania dłuuuugich rzędów w poziomie.


Będzie to koc tym razem na lato: miły, lekki i zrobiony z włóczki niegryzącej.
Podstawą będzie jeden stareńki sweter - miałam taki z dodatkiem jedwabiu;
został ukochanym ze względu na wyjątkowe niegryzienie.
Nosił się wręcz jak pieszczota na skórze.
Dlatego właśnie po zanoszeniu na śmierć jeszcze go przeprułam,
chociaż jest seryjnej produkcji
(Da się. Tylko rękawy są zrobione z pociętej włóczki,
więc z nich odzyskane są dość krótkie kawałki).
Do tego wejdą PRL-owskie jeszcze bawełny, inny przepruty
bawełniany i miękki sweter seryj, i stare miękkie akryle
(w tym resztki tego, z którego ojca sweter był w moim dzieciństwie).
Ze względu na kolor odrobinę wełny, jako dodatek w pojedynczych rzędach.


Kiedy wchodzę w rytm barw, gdzieś za oczami snują mi się wyobrażenia
o pasiastych tkaninach z Meksyku.
Kolory spłowiałe jak od słońca; w planach mam kilka smug neonowych.
Aha, to dlatego potrzebuję czerni... W pełnym słońcu są głębokie cienie.

Na marginesie spraw ważnych i pilnych: błękitna zakonnica w nowej roli




Na marginesie spraw ważnych i pilnych istnieją
przedmioty mówiące.

Na przykład po winie
błękitna butelka,
z napisem "blue nun".

Tworzą bałagan, albo teatr domowy.
Teatr domowy, albo bałagan. Co jakiś czas poddaję go czystce.
Ona... Ona się opiera, gdyż ciągle mnie cieszy zawartym
w sobie wspomnieniem, jak i przymiotami: kolorem i literą.
Dzisiaj chciałam pokazać jak ładnie - w moim kąciku ekumenicznym -
wygląda z liściem i kwiatem. Jednak nie udało się oddać błękitu.

Co dziś do mnie przemawia: delikatne akcenty człowieka

Gdzieś
w głębokiej dżungli
przeznaczenia
Inspirują nas rozmowy o świcie
W świetle widziane
delikatne akcenty człowieka
Boże, co za niezwykły
widok!
Chcę wierzyć w
szczęściodajne ciało
i miłość

Wzięte od Jyoti KLIK TU


 ***

A poza tym pada cały dzień. Lubię, ale prześcieradła nie schną.

I nastrój mam jakiś taki... Coś nieokreślonego gryzie mi żołądek; emocje? Albo bakteria, bo po nifuroksyzadzie po części się uspokoiło.

Drugi dzień ścisłego postu, dobrze mi robi.

Coffee break


 Przerwa na kawę.
Albo może zdrowiej przeznaczyć te 10 minut dla dziecięcej potrzeby zabawy.

Robię porządki i miejsce na nowe, nie tylko w szufladach.
Przypomniałam sobie, że jestem szczęśliwą posiadaczką
pięknego zestawu akwareli, prezentu sprzed lat. 
Na bogato!




 My coffee spirit
Pollock coffee
WT9SIE2016
akwarele * sepia * przeterminowany highlighter do ciała

Szczęście :)




Mikropracownia dziś rozgościła się na lodówce.

Lipiec plecień

W przerwie od upałów próbuję odtworzyć kolejność aromatów, które od wiosny nasycają Planty i niektóre ulice. Owocowe, czeremcha. Najpierw jaśmin, czy akacja? Głóg, czarny bez. Z żarem przychodzi lipa. Lato.

***
W tym roku wszystko zgodne ze znanym rytmem, licem dni upalne przeplatają deszcze i burze. To dlatego miód lipowy to rarytas, nie każdego roku pszczoły zdążą przed deszczem.

Wystawiłam na balkon wiadro od mopa, dla wygody i estetyki. W lipcu szybko napełniło się deszczówką i teraz nie mam jak umyć podłogi. Żal mi tej żywej, aksamitnej wody. Lubię ją mieć na oku.

Celem opowiedzenia swojej historii nie jest udowodnienie czegoś

Celem opowiedzenia swojej historii nie jest udowodnienie czegoś.
Celem byłoby bycie usłyszanym, bycie poznanym. Usłyszeć czyjąś historię, to poszerzyć siebie. To jest akt intymny, połączenie; podważa on ideologię, która podtrzymuje naszą rozłączność. Kiedy przyjmujemy w siebie nowe historie, zmieniamy się i rośniemy.

Oczywiście, nie jest realistyczne spodziewać się, że ludzie porzucą swe ukryte założenia i będą słuchać z otwartymi uszami. Normalnie mamy zamknięte uszy, bo myślimy, że już wszystko wiemy. Dlatego Brexit i większe załamania, które on zwiastuje, jest tak mocny. Pokazuje, że może nie wiemy do końca, jednak. Ten moment potknięcia, pokory, jest bezcenny.




Inna opcja: hejt.