Praktyka: spotkanie


Dzisiaj będą wynurzenia, oraz rozwiązanie praktyczne.

Wątki, które od jakiegoś czasu biegły niewyjaśnione w moim życiu, połączyły się i ujawniły coś ze swojej natury.

Wątek jeden: od jakiegoś czasu spotykam buddystów, buddystki, osoby praktykujące medytację vipasana, tęskniące za doświadczeniem boskiej miłości.
Rozmawiam z nimi i staram się zrozumieć: tak jakby im nie wystarczał świat, taki, jakim można go doznać po ludzku? Chcą się z niego wydostać? Dotrzeć - powrócić - do Źródła? Światło? Boża Miłość? Oświecenie? O co chodzi? Dlaczego ich spotykam?

Wątek dwa: kiedy szukałam dla siebie terapii, wybrałam psychologię zorientowaną na proces, bo wydawała mi się metodą szybką, nie wymagającą rozgrzebywania się w ty, co tam poszło krzywą prostą w dzieciństwie. Ha ha, oto X lat później znajduję mojego terapeutę w roli Doktora Freuda, omawiamy kompleks oedypalny, podczas gdy ja się wiję na krzesełku jak robak na haczyku, w nadziei, że sesja ma się ku końcowi i ie będziemy już musieli o TYM wspominać. Marne nadzieje - To normalne - dokręca śrubę mój Dr Freud - Nawet arcybiskup Dziwisz ma impulsy seksualne -Takkk - ripostuję - Ale się o tym nie mówi. A w zasadzie nie powinno się nawet myśleć.

Bingo. Klasyczne wyparcie. Klasyczna nerwica: muszę i nie mogę. Na wypadek, gdyby ktoś oglądał za mało filmów amerykańskich (patrz. np. "Fatalne zauroczenie"), kompleks oedypalny w przypadku dziewczynki bierze się stąd, że coś poszło nie tak, jak (teoretycznie) powinno pójść w wieku sześciu, siedmiu lat, gdy dziewczynka odrzuca matkę, gdyż zakochała się w ojcu. Ojciec ma trudne zadanie jednocześnie przyjęcia jej budzącej się seksualności i odrzucenia jej, tak, żeby mogła zostawić ich obydwoje i - w poczuciu atrakcyjności i kobiecej mocy własnej, mogła pójść do świata i znaleźć partnera poza rodziną.

Tak mamy, jako gatunek biologiczny, jako istoty duchowe obdarzone świadomością i pozaludzką tęsknotą. Tu mogę się wręcz zgodzić z Lucyferem - co to za stworzenie obrzydliwe jest, ci Ludzie?!

No dobrze, wiem, że tak, jest, wiem, że mam to poplątane, ale co teraz z tym zrobić??

Po pierwsze, pojechać na wieś i pójść do lasu. Na bardzo długi spacer, poczuć, że to JUŻ. teraz właśnie jest ten moment, że głęboko, głęboko w trzewiach zimy budzi się światło nowej wiosny. Wiosny, która jeszcze długo się nie objawi, jeszcze przyjdą lutowe mrozy i kwietniowe przymrozki, niemniej jednak my wiemy, ze to JUŻ. W kategoriach chrześcijańskich, to Światło Matki Boskiej Gromnicznej, 2. lutego.

Tam w lesie, można poczuć swoją dziką naturę i zaufać jej. Jeśli będę blisko ciała i Życia, nie zabłądzę w labiryntach kompleksów i intelektualnych przestworzach.

Po drugie, zaufać, że Proces, Życie, Źródło, przyniosą lekarstwo. Potrzebuję tylko je rozpoznać i przyjąć.

I oto przyszedł, przekaz za pośrednictwem Anyia Sophii, kobiety, która łączy tantrę, różne formy jogi a przekazem chrześcijańskim, i która mówi o pielęgnowaniu tęsknoty i pragnienia, jako kobiecej ścieżce do spotkania z Bogiem. I która przekazuje wiedzę o tym, jak spotkanie kobiety i mężczyzny prowadzi do spotkania z Bogiem, i mówi o tym kobiecym językiem, który ja rozumiem. Wiem o co chodzi.

Znalazłam u niej przepiękna praktykę, przy której płaczę rzewnymi łzami, bo tworzy we mnie przestrzeń, w której da się leczyć wszystkie rany, jakie kobiecość i męskość zadają sobie nawzajem. Również te pomiędzy ojcem i córką.

Anayia Sophia opowiada o tym TU

Streszczę pokrótce i po polsku.

Należy stworzyć "świętą przestrzeń", miejsce, w którym czuję się bezpiecznie i które ułatwia mi kontakt z duchowością we mnie: muzyka, zapach, świece, kwiaty, co potrzebne.

Siadam prosto ze skrzyżowanymi nogami. Prawa strona mojego ciała reprezentuje męskość, lewa kobiecość. Zakładamy, że poza rozdzieleniem tych pierwiastków, każdy człowiek ma dostęp do jednego i drugiego w sobie.
Prawą rękę, męską, układam na lewej ręce, kobiecej. Trochę z dala od ciała, tak, żeby ręka męska czuła, że jest podtrzymywana przez kobiecą, żeby mogła uwierzyć w jej siłę. Przez kilka minut tak ja podtrzymuję, doceniając wysiłki męskiej strony, to, że utrzymuje mnie, zdobywa pieniądze, dba o konstrukcję domu, działa w świecie. Niech męskość odpoczywa w kobiecości, dopóki prawe ramię nie rozluźni się i nie opadnie.
Wtedy delikatnie odkładam prawą dłoń na prawe kolano, i pozwalam lewej powrócić na lewe.
Po chwili prawa dłoń bierze lewą i teraz męskość z kolei podtrzymuje kobiecość. Docenia, nie próbuje zmienić, robi przestrzeń na to, że w naszym świecie kobiecość jest wyczerpana i prawie bez życia. Kobiecość odpoczywa w męskości, aż lewe ramię opadnie. Wtedy bardzo delikatnie prawa odkłada lewą na lewe kolano, a sama wraca na prawe.
W trakcie ćwiczenia przyjmuję i pozwalam być wszystkim emocjom i uczuciom, które się pojawiają.

W drugiej części prawa dłoń spotyka się zlewą, są złożone jak do modlitwy. Kobiecość staje naprzeciw męskości, a kiedy są gotowi, splatają się w spiralę, która prowadzi do poczucia jedności, zjednoczenia. I dalej do chyba do Boga jakoś, ale ja tego jeszcze nie rozumiem.

Na koniec przytulam się, raz na prawo, raz na lewo i dotykam, jakbym dotykała ukochanej osoby.

Ta medytacja mnie leczy. Gdy męskość podtrzymuje kobiecość, pojawia się przestrzeń dla siedmioletniej dziewczynki, która może doświadczyć obecności ojca kochającego i umiejętnego, wobec jej zmysłowej, seksualnej, dzikiej, dziewczęcej i kobiecej natury. Kochającego i umiejętnego również wobec natury swojej.

***

Po prostu musiałam Wam o tym powiedzieć, za dobre, żeby trzymać tylko dla siebie! Moi Drodzy :)

Co dziś do mnie przychodzi różnymi drogami i przemawia

codziennie
różnymi drogami
przychodzą
kolorowe kredki
przyłap je
i
rób co chcesz

Wzięte od Jyoti KLIK TU

Co dziś do mnie przemawia

Powszechną praktykę, jaka miała miejsce w Świątyni, nazywano "Wyjmowaniem wojny z mężczyzny". Po powrocie z wojny mężczyźni  byli zapraszani do przejścia przez drzwi Świątyni. Kapłanka obmywała, łagodziła i zamykała ich fizyczne, emocjonalne i duchowe rany.

Poszerzała swoje pole, by wchłonąć całą poranioną energię, dosłownie wyciągając efekty wojny z jego systemu.  Z całą siłą swojej energii i czystością kobiecości, delikatnie i czule kochała go, aż znów stał się całością.

Te kobiety zapoczątkowały uzdrawianie seksualne.

Kapłanka była promienna, i dzięki swej mocy, czystości i gotowości, by kochać całym ciałem i duszą, umożliwiała mężczyźnie ponowne połączenie z sobą samym i siłami wyższymi, poprzez przyjemność i modlitwę.

Społeczeństwo i rodziny mężczyzn, którym służyła, nie widziały w niej zagrożenia. Przeciwnie. Kapłanka Seksualna była uważana za świętą i czczona w jej seksualności. Mężczyźni wchodzili z Świątyni za pozwoleniem i błogosławieństwem rodzin i wychodzili oczyszczeni z koszmaru wojny. Był to naturalny proces, niezbędna część życia.

Sakralna Prostytutka nie była zawstydzana, nie widziano w niej ofiary, ani osoby przymuszonej do prostytucji. Z własnej woli przyjmowała funkcję Kapłanki, i działała z, pełnej mocy, pozycji służenia.

Anaiya Sophia
i TU

 

Śniegotanie

- Późno w tym roku
- Taniec za oknem: szybsze opadanie w dół, podwiewy w różnych kierunkach do góry wolniej, z tendencją do wirowania. Gdybym była tancerką, taką, na przykład, Isadorą Duncan, uczyłabym się tańczyć od płatków śniegu (w zasadzie dziś one opadają w takich grupach).
- Uszczęśliwiona: że obowiązki, kalendarz ogarnięte na tyle, żebym na godzinę przedpołudnia mogła się zgubić w pierwszym śniegu.
- Chciałam zaetykietować jako "nieważność", ale przyznam to, przyznam to, przyznam to wreszcie: są to znaczniki ważne. Jeśli potrafię cieszyć się tym jak, śnieg pada, dzisiaj wygrałam.

Tu ukłon współczucia dla zasypanych i odśnieżających. Wiem ;) 

Notatki z dwa tysiące szesnastego

- Chodniki rozbielone mrozem
- Stado gołębi leci Basztową
- W słońcu odcienie smogu
- Oddycham