Jak wychodować skrzydła w weekend

- Zrobić co się dało, a co się nie dało przełożyć na poniedziałek
- Spocić się i dotknąć granicy wytrzymałości mięśnia pod czułym okiem trenera Krzysia z pięknego studia sportowego, które znalazłam pod domem, na mojej ulicy i które lubię do ostatniego szczegółu
- Szybko pobiec na Plac Nowy, gdzie w Alchemii czeka przyjaciółka z biletem i grono znajomych oberkowiczów
- Słuchać i tańczyć muzykę "Tęgich chłopów". Proste ludowe melodie o życiu, podane przez znakomitych muzyków z uczuciem, od którego rosną skrzydła i dusza śpiewa
- Zakochać się w skrzypku KLIK TU, a po koncercie wirować z oberkowiczami na spontanicznej potańcówce
- Świtem wsiąść do pociągu do stolicy, pojechać na warsztat i zmierzyć się z czymś, co naprawdę sprawia trudności w życiu. Przejść ten próg (!!!!)
- Zjeść rosół do Wietnamczyków pod Domami Centrum
- Przyjaciółce dać się wyciągnąć na łyżwy pod Pałac Kultury: towarzystwo, muzyka, łańcuchy świateł nad taflą. Kocham łyżwiarzy.
- Ze znajomymi tańczyć na ostatkach w Kawiarni Kulturalnej
- W niedzielę odpoczynek, goście na śniadanie i na obiad, persona w szpilkach w gwiezdny pył, długie rozmowy z przyjaciółką, śmiech i spacer z psem w futrach, które należały do jej mamy
- Wieczorem basen, i zabawa, i sauna, i piękni mężczyźni, i więcej znajomych, i saunamajster z ręcznikami. Nie wiedziałam, że istnieje coś takiego! A ten człowiek zrobił ten piękny rytuał dla saunowiczów w prezencie.
- Po basenie głód, więc bakłażany i baklawa późno wieczorem w tureckiej knajpie. I znowu znajomi, i incydent z bezdomnym
- W domu masaż pleców, czuły moment troski i bliskości między kobietami.

I ja to wszystko przeżyłam w dwa dni? I nie jestem przytłoczona nadmiarem wrażeń?? Nie poznaję siebie :) Znajomi też mówią, że mnie nie poznają.

W samym centrum życia pomieścić w sobie jednocześnie tęsknotę i pełnię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz