Różnie to się nazywa

Różnie to się nazywa.
Podły dzień. Ciało bolesne. Stan depresyjny. Nie histeryzuj.

Każdy ma swój własny słaby punkt. Ten punkt może urazić jakiś drobiazg, coś w gruncie niewinnego. I jestem w tym stanie, w formie kupki nieszczęścia. Bezsilna ofiara tego bólu, prawie fizycznego. Albo przeciwnie, furia żądna zemsty i szukająca kogoś, kogo można obwinić, zadać cios i sprawić, żeby cierpiał jak ja.

Ja to nazywam technicznie: wpadnięciem w kompleks. Odzywa się dawna, zazwyczaj dziecięca, rana w psychice, błędne koło niezaspokojonej potrzeby, nadużycie. Do tej pory jakoś w końcu wychodziłam się z tego stanu. Interesują mnie te rzeczy, więc zazwyczaj wynosiłam stamtąd nawet coś cennego. Jednak za każdym razem stan wydaje mi się ostateczny, a sprawdzone sposoby nie działają i muszę szukać nowych.

Większość ludzi uczy się starannie unikać tego rodzaju stanów. Ci, którzy marzą o pomaganiu innym ludziom uczą się wpadać tam świadomie, być w sposób możliwie przytomny, szukać drogi wyjścia i coś z tych stanów wynosić.

Po co to piszę? Dla podkreślenia, że to nie izoluje, ale łączy z innymi ludźmi, bo wszyscy czasem coś takiego przeżywają. Właśnie siedzę w takim zgniłym stanie i odkrywam, że może mnie to nie oddalać od ludzi, tylko przybliżać.

Dla mnie to nowość. Narzekanie 2.0

Piszę dla wszystkich, którzy, jak ja kiedyś, wierzą, że muszą się ukrywać za sztucznym: "Wszystko w porządku", bo przecież nie ma obiektywnego powodu cierpieć, inni mają źle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz