Warzechowa jedzie do Rzymu

Wieś gada, że Warzechowa się wybrała na pielgrzymkę do Rzymu.

Za jednym razem zobaczyła Franciszka papieża i relikwie Świętego Ojca Pio, które akurat nawiedzały piotrową stolicę.

Pielgrzymka zresztą właśnie z tej okazji. Diecezja zapakowała się w autokar i pojechali.

Każdy mógł pojechać.

Ale żeby Warzechowa??

Nawet nie tyle stara, co spracowana, i nogi ją bolą. Wysoka, postawna, te oczy zawsze miała takie. Szóstka dzieci, mąż psychopata (co ona przeszła z tym mężem, sąsiedzi nie chcieli wierzyć jak nieraz z domu z dziećmi uciekała), pracowała za dwoje, a do pracy w mieście trzeba było dojechać, a do przystanku jeszcze kawał. Bez zawierzenia chyba by umarła. Jakby kto umiał patrzeć, to by zobaczył, w tych oczach. Wreszcie dzieci wyszły na ludzi, mąż szczęśliwie pochowany (chwalić Boga), w Caritasie dosłużyła się emerytury.

Na pielgrzymkę poszła właśnie cała ta emerytura. Ale proszę się nie martwić, coś tam schowane zawsze jest! Zresztą Pan Bóg pomoże.

Kiedy Warzechowa oznajmiła rodzinie zamiar przy Wigilii, nikt słowa nie powiedział, jakby nie usłyszeli. Zaczęło się dopiero jak się zabrała do pakowania i poprosiła, żeby jej kupili euro. Po co ci to? I po co?? I nogi cię bolą. Wtedy ona w spazmy: jak wam mówiłam, to mi nie odradzaliście, mądrze robię, czy głupio. Dopiero teraz?!

Pomogli, pomogli. Pojechali, euro kupili, jeszcze ze swoich dołożyli, niech ma na te pamiątki.

I tak wieś ma o czym gadać.

Ale żeby Warzechowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz