Poniedziałek taki Wielki

Jest bardzo wielu ludzi, którzy robią zdjęcia piękne, kojące i świetliste.
Ja pozwalam sobie robić swoje: dziwne, słabe, niezręczne, niepiękne,
matematyczne, ze wstążkami, śmieciami i przebłyskami wplecionymi w nic,
w czułość istnienia, nieraz zauważalną gołym okiem.





A tymczasem wieś, jak wieś...
... każdy świętuje, gdzie i jak potrafi.
W męskim gronie? W tajemnicy przed żoną?


Rozważania okołowielkanocne. Bonus track: krótki filmik o miłości

Wybrałam się z rodziną na liturgię Wielkiej Soboty. Nie uważam się już za katoliczkę, ale Chrześcijaństwo to moje korzenie i wiele czerpię z tej tradycji duchowej. W drodze mama opowiada anegdotę. Misjonarz, zakochany w swoim afrykańskim plemieniu, rozmawia z wodzem. Wódz: Ty mi powiedz, co im chcesz powiedzieć, ja Ci pomogę. Misjonarz mówi. Wódz znika. za jakiś czas pojawiają się bębniarze oraz opowiadacze i zaczynają: Jezus przyszedł. Jezus ma kłopoty. Kłopoty pokonują Jezusa. Jezus odszedł. Już nie wróci. Plemię w lament.

W świecie takim, jaki jawi się w ich przeżyciu, nie istnieje pojęcie "śmierć". Nie da się pewnie zatem mówić i o zmartwychwstaniu?

Refleksja pierwsza: po co im opowiadać o Jezusie? Czy nie jest to postać, która może coś objawić tylko ludziom wychowanym w naszej kulturze? Misjonarz zapewne lubi być misjonarzem.

W liturgii brałam udział bardzo porządnie. Raz, że lubię pośpiewać w grupie, a mało mam takich okazji. Dwa, że już mi przeszły złości i urazy z dzieciństwa, dojrzewania i młodości. I że naprawdę chciałam usłyszeć, wziąć udział, przyjąć naukę, gdyby jakaś chciała przyjść tą drogą. I tu pojawia się refleksja druga: świat w moim doświadczeniu stał się bardzo inny, niż ten, do którego odnosi się się ta religia. Jej treści, rytuały odprawiane przez mężczyzn, ten kurczowo nabożny szacunek do litery Słowa zapisanego w Księdze.

Mieszkamy już w innych światach, niczym ten misjonarz i ci ludzie plemienia. Nie znajdziemy wspólnego gruntu. I z całej siły staram się pamiętać, że nie wiem czyje lepsze. Nie wiem czyje lepsze. Wyznam to tutaj teraz: naturalnie mnie lepsze wydaje się moje ;) Naturalnie to ja stoję wyżej na drabinie ewolucji duchowej ;)

Naprawdę jednak jedyne, co mogę wiedzieć: co mnie się jawi jako moja prawda - na moment dany mi tu i teraz. Wiem też, że w następnym momencie mogę jako prawdę zobaczyć coś innego, zrozumieć głębiej.

I tego się trzymam.


Bonus track: dziś wzrusza mnie krótki filmik o miłości KLIK TU.  Z okazji Wielkiej Niedzieli, w mojej tradycji występuje ksiądz katolicki. Jednak do mnie filmik opowiada szerzej, o miłościach rozmaitych: szczęśliwych, nieszczęśliwych, możliwych, niemożliwych, zrealizowanych, lub lub nie, odwzajemnionych, bądź przeciwnie. Mówi też o tym, że w którymś momencie okazuje się to nieistotne. Na plan pierwszy wysuwa się to, że pomimo cierpienia, niespełnienia i rozczarowań, miłość jest wieczna jak trawa, czyż nie? ;)

Co dziś do mnie przemawia: Daj mi Panie rozpoznanie

Daj mi, Panie, rozpoznanie,
żebym wiedział co jest co,
czy mam wszystko mówić mamie,
czy zachować to i to.

To i to, ten i ta, deus ex machina.
To i to, ten i ta, deus ex machina.

Daj mi, Panie, rozpoznanie,
kim ja jestem, kim, ach, kim,
czy mam zostać leśnym drwalem,
czy z wojskami zdobyć Rzym.

To i to, ten i ta, deus ex machina.
To i to, ten i ta, deus ex machina.

Daj mi, Panie, rozpoznanie,
czy ja z dobrych, czy ze złych,
czy to twoje jest rozdanie,
czy mam karty w rękach swych.

To i to, ten i ta, deus ex machina.
To i to, ten i ta, deus ex machina.

Daj mi, Panie, rozpoznanie,
czy mam oddać się na złom,
czy dostawszy tęgie lanie,
jeszcze nie pchać się pod prąd.

To i to, ten i ta, deus ex machina.
To i to, ten i ta, deus ex machina.

Daj mi, Panie, rozpoznanie,
czy szaleństwo jest tuż, tuż,
czy to tyś miał, Panie, w planie,
żeby nie żałować róż.

To i to, ten i ta, deus ex machina.
To i to, ten i ta, deus ex machina.

Daj mi, Panie, rozpoznanie,
czy zaryczy ranny łoś,
kiedy przyjdzie już konanie,
czy zapali światło ktoś.

To i to, szyk i bzik, rapete, papete... pstryk.



Słowa: Agnieszka Osiecka
Muzyka: Grzegorz Turnau
Wykonanie KLIK TU

Czułość dzielnicy: Grzegórzki patrzą jakoś tak...



Wreszcie mnie ZUS zdenerwował, a miałam morze wyrozumiałości...
Przyznam, że jest to jakaś strategia na rozwiązanie nierozwiązywalnego: wyciągać z rękawa przepisy, i dognębić płatnika składek tak, żeby mu się odechciało dożywać wieku emerytalnego ;)

Na szczęście są Grzegórzki.
Grzegórzki, Grzegórzki. 
Z targowiskiem wciąż żywym, nie malowanym na dykcie marketingowej.
Targowiskiem, co ma cukiernię, a w niej smaczny sernik
w cenie w sam raz na kieszeń oskubanego płatnika,
i gdzie przed oknami gołębie tańczą w parach swój wiosenny taniec.
Grzegórzki z jednym okiem smutnym nadzieją, a drugim złym przenikliwością. 

Czy ja tam widzę aureolkę, czy bejzbolówkę nad łysiną?

Co gra do sprzątania i przemeblowania

Odkrycie wieczoru: KLIK TU po przeboje z Południowej Afryki
Jak dobrze, że ta lista się nie kończy.
Wystarczy nawet do umycia okien - wpuszczamy JESZCZE więcej słońca? :)

Rozbuchanie. Zanim będzie wiosna




W tym roku chciałam mieć hiacynty białe lub różowe. Ale te lubię tak samo.
Pachną oczywiście obłędnie (określenie jest precyzyjne: zapach narcyzów i hiacyntów podobno jest w stanie spowodować "obłęd" - zaburzenia, odlot, wizje - jak zwał tak zwał).

Mojemu słabeuszowatemu storczykowi służy to rozbuchane towarzystwo,
tak jakby nabrał więcej mocy do życia i kwitnienia.

Czas cięcia

Początek marca: czas przycinania krzewów i drzew.

Smutek straty: Dlaczego w moich okolicach ludzie tak chętnie wycinają stare drzewa?
W tym roku poszły dwie wielkie topole na małym bagnisku przy nasypie kolejowym, teren należący do PKP. Jak sobie bagnisko poradzi bez tych drzew?

Radość życia: Zieloność już taka żywa! Byłam nieprzygotowana - prosto z miasta - na takie widoki, prawie bym nie zauważyła! A przecież mchy, trawy i drobne rośliny w poszyciu buchają chlorofilem w odcieniu, który pcha się do oczu. Pomimo długiego szeregu szarych dni, kwitnie nie tylko podbiał i leszczyna na miedzach, ale też zawilce i miodunki w starym parku Zawiłów.

I ptaki, wciąż jeszcze mamy ptaki śpiewające, na niebie i w uszach.

As I Walk with Beauty

Jak na przykład wczoraj wieczorem w Parku Bednarskiego. 
As I Walk with Beauty
As I walk, as I walk
The universe is walking with me
In beauty it walks before me
In beauty it walks behind me
In beauty it walks below me
In beauty it walks above me
Beauty is on every side

Traditional Navajo Prayer

Kiedy idę w piękności
Kiedy idę, kiedy idę
Wszechświat idzie ze mną
W piękności, idzie przede mną
W piękności, idzie za mną
W piękności, idzie pode mną
W piękności, idzie nade mną
Piękno jest z każdej strony

Modlitwa w tradycji Navajo

Kiedyś pisałam i znowu przypomnę, "Beauty Walk", z tradycji rdzennych mieszkańców Ameryki.

"To walk in beauty", "chodzić w piękności" oznacza istnienie w harmonii ze wszystkimi rzeczami, nie tylko w fizycznym ruchu, lecz również w uczuciach i w naszej dzikiej naturze, w naszym rdzeniu. W harmonii z ludźmi, przedmiotami, zwierzętami - z życiem. 
Kiedy porzucimy postrzeganie życia z pozycji ofiary (to, co złe mi się przytrafia) lub z pozycji osądu (to jest świetne, a tamto beznadziejne) i zaczniemy patrzeć z pozycji ciekawości i pragnienia, by rozeznać prawdę, wtedy "chodzimy w piękności". Żyjemy prawdziwie, zgodnie z podpowiedziami duszy.

Co znaczy "w naszej dzikiej naturze"? Ostatnio Dawid Abrams bardzo trafił do mnie z wyjaśnieniem czym jest dziki rdzeń w naturze człowieka, nasza "dzikość serca" - dosłownie. Ludzkie serce nie bije w równym rytmie, nie da się dokładnie przewidzieć, kiedy nastąpi następne uderzenie. Ludzkie serce jest zawsze gotowe zareagować na prawdę tego, co się właśnie dzieje. Jest zawsze gotowe odpowiedzieć na żywy moment, dany nam tylko jeden raz, teraz.

Co dziś do mnie przemawia z najwyższych tonów

1. Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo. 
2. Ono było na początku u Boga.

3. Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.

4. W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,

5. a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.

(J 1,1-5)

Przepraszam, za pewien "patetys", ale...

Liznęłam w weekend co nieco wiedzy, kilka teorii z fizyki kwantowej, i nagle rozumiem Prolog do Ewangelii Św. Jana.

Jeśli pojęcie "Słowo" zastąpić pojęciem "funkcja falowa". Wybaczcie, nie wytłumaczę Wam.
Można sobie posłuchać wykładów z MIT KLIK TU. Mogę tylko powiedzieć, że się zachwycam prostotą metafory i ujęcia: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo". "Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało, co się stało". "W nim było życie, a życie było światłością ludzi".

Wspominany tutaj kilkakrotnie Dawid Abrams ma teorię, że hebrajskie imię Boga, JHWH, to zapis dźwięku oddechu: wdech, wydech. Też piękne, nie?

Kolejny dzień, po prostu oddychaj

Chyba już opowiadałam?
Perła w kolekcji moich spotkań z warszawskimi taksówkarzami.
Dość dawno temu, w poprzednim życiu, wyskoczyłam z najbardziej porannego pociągu, pospinana jak plik dokumentów, taksówka, prędko, prędko, stres, spotkanie z klientem.
Za kierownicą mężczyzna w bejzbolówce, oszacował mnie, pomajstrował przy odtwarzaczu i z głośników popłyneło

KLIK TU

Kolejny dzień
Po prostu wierz
Po prostu oddychaj

- Podoba się pani? Bo ja bardzo lubię muzykę i staram się każdemu klientowi wybrać coś specjalnie dla tej osoby na dany moment.
Odetchnęłam. A on mi opowiedział swoją historię. Pobyt w więzieniu, była żona, dwunastoletni syn, z którym bardzo chce utrzymać kontakt. Trzeba wierzyć, że to ma sens.

Takie anielskie potkania z ludźmi czasem się ma, prawda? Bez słów, dzisiaj mi się przypomniało.

Przy okazji trafiłam na ten filmik KLIK TU i wzruszyłam się do łez.
Przyjąć z miłością wszystko w sobie: "Jesteś taka piękna, kiedy miotają tobą emocje, z którymi nie potrafisz sobie poradzić".