Czułość dzielnicy: Grzegórzki patrzą jakoś tak...



Wreszcie mnie ZUS zdenerwował, a miałam morze wyrozumiałości...
Przyznam, że jest to jakaś strategia na rozwiązanie nierozwiązywalnego: wyciągać z rękawa przepisy, i dognębić płatnika składek tak, żeby mu się odechciało dożywać wieku emerytalnego ;)

Na szczęście są Grzegórzki.
Grzegórzki, Grzegórzki. 
Z targowiskiem wciąż żywym, nie malowanym na dykcie marketingowej.
Targowiskiem, co ma cukiernię, a w niej smaczny sernik
w cenie w sam raz na kieszeń oskubanego płatnika,
i gdzie przed oknami gołębie tańczą w parach swój wiosenny taniec.
Grzegórzki z jednym okiem smutnym nadzieją, a drugim złym przenikliwością. 

Czy ja tam widzę aureolkę, czy bejzbolówkę nad łysiną?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz