Na marginesie spraw ważnych i pilnych: myślenie w pionie, robota w poziomie

Idzie jesień. Poznaję po chłodnawych nocach i po tym,
że nagle napadła mnie ochota
na dzierganie.


Na warsztacie pojawiła się robota długodystansowa, wymagająca
wyobrażania sobie następstwa kolorów w pionie
i cierpliwego dziergania dłuuuugich rzędów w poziomie.


Będzie to koc tym razem na lato: miły, lekki i zrobiony z włóczki niegryzącej.
Podstawą będzie jeden stareńki sweter - miałam taki z dodatkiem jedwabiu;
został ukochanym ze względu na wyjątkowe niegryzienie.
Nosił się wręcz jak pieszczota na skórze.
Dlatego właśnie po zanoszeniu na śmierć jeszcze go przeprułam,
chociaż jest seryjnej produkcji
(Da się. Tylko rękawy są zrobione z pociętej włóczki,
więc z nich odzyskane są dość krótkie kawałki).
Do tego wejdą PRL-owskie jeszcze bawełny, inny przepruty
bawełniany i miękki sweter seryj, i stare miękkie akryle
(w tym resztki tego, z którego ojca sweter był w moim dzieciństwie).
Ze względu na kolor odrobinę wełny, jako dodatek w pojedynczych rzędach.


Kiedy wchodzę w rytm barw, gdzieś za oczami snują mi się wyobrażenia
o pasiastych tkaninach z Meksyku.
Kolory spłowiałe jak od słońca; w planach mam kilka smug neonowych.
Aha, to dlatego potrzebuję czerni... W pełnym słońcu są głębokie cienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz