Cicha noc

***
Koło szesnastej zamglona szarość zaczyna gęstnieć w stronę czerni.
A4 jest cicha, pusta i prosta po tym, jak cały ruch przeniósł się na autostradę.
Kocham tę drogę. I moją dzielną skodzinę, że mnie niesie, rok w rok, za rokiem.

***
Gdy docieram na wieś, jest już Noc.
Późny obiad, rozmowa, teraz już mogę wyrwać się na powietrze.
Szybko wychodzę z bezpiecznego kręgu sodówek, kieruję się tam, gdzie cywilizacja wysunęła na razie tylko asfaltowy jęzor. Czerń jest ciepła, jak na listopad.

Od mostka nad strumieniem słyszę męskie głosy. W pierwszym odruchu ręka sięga do kieszeni.
Jest, zwykła wsuwka do włosów, ale wiedziałabym jak jej użyć. W drugim odruchu nasłuchuję: głosy są ciepłe i spokojne jak noc. Młodzież woli czerń nocy od świateł ekranów. Ha!

***
Na górce w lesie: na górze gwiazdy, na dole jeziorko świateł. Badam, czy się rozprzestrzeniło od ostatniej wizyty, ale nie. Coś się przedziera przez poszycie, mały, biały kundel z domu przy lesie podnosi raban. Moja odwaga nie sięga dalej. Uciekam Wracam, dłuższą drogą, przez tę część wsi, gdzie jeszcze klasyczne małopolskie chaty, ktoś wręcz powiedziałby "skansen". Z boku błysk latarki: "Nie boi się pani tak sama chodzić po nocy"?

Zatrzymuję się: "Proszę?" Milczenie. Ha ha, może to mnie już trzeba by się bać? Od chodzenia po nocy rośnie moc osobista. Nie wspominając o wampiórzych kłach i wsuwkach w kieszeni.




***
Jeszcze zaglądam do rozświetlonego domku Matki Boski za płotkiem przy drodze. Elektryczność i chińskie kwiaty. Spoglądam w górę i nagle coś skład się w sens: to ćmienie w oczach, które miewałam patrząc w rozgwieżdżone niebo, ta niemożność dokładnego zobaczenia bezliku gwiazd, to przecież Droga Mleczna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz