Co dziś do mnie przemawia: praktyka bezczynności

W czasie tego ciemnego księżyca, myślę o oryginalności i tej często przerażającej pustce, która poprzedza twórczość. Tak często ludzie zostają zamrożeni w twórczym procesie przez unieważnienie, które mówi: "To, nad czym pracujesz nie jest oryginalne. Inni zrobili to wcześniej, zrobili lepiej, po co więc wprawiać się w zażenowanie próbami". A pod ciężarem tej myśli wiele projektów zapada się na powrót w ukrycie, boska tęsknota by śpiewać wraz z wielką pieśnią zostaje uciszona.

Ale jeśli oryginalność to nie coś, co wymyślamy, a raczej wypowiedź tego, co co nas zapoczątkowało wyrażona poprzez nas? Gdy mówię o początku, mam na myśli niewyczerpaną studnię, z której pije każda ludzka istota; i która nas śni. Możesz ją nazwać bogiem, naturą, źródłem, boskością, jednak jakiegokolwiek słowa użyjesz, jest to wielkie odsłanianie się tego, w czym nasze życie stanowi jedynie pojedynczą nić.

Oryginalność staje się wtedy śledzeniem twojego własnego stawania się. W miejsce starania o wzrost i produktywność, jest to praktyka bezczynności. By usłyszeć nasz oryginalny głos, musimy dojrzewać w ciemności, której źródło jest ogromne i przerażające, i wymaga od nas zawieszenia ambicji. Oryginalność przychodzi, kiedy pozostajesz blisko tej pustki, czyniąc ją gościnną, upiększając tęsknotą, uszlachetniając jej kształt pytaniami. Zamień swoją pustkę w świątynię. Wszyscy wielcy artyści, jakich znam, mają pytanie, które jest ich obsesją, a ich prace są mniej próbami odpowiedzi, a bardziej chwalebnymi aktami pytania. Jak ujmuje to John Cocteau, "Poeta nie wymyśla. On słucha".

O wiele trudniej jest siedzieć bez pomysłu i popychać się w stronę nicości, niż wykonywać po kolei zwyczajne, znane ruchy. Jednak jeśli potrafisz przejść przez pierwszy szok wywołany byciem w stanie dryfu, powoli formy zaczną się pojawiać we mgle. I nawet jeśli są jedynie uczuciami pokazującymi za czym tęsknisz, gdzie i dokładnie w jaki sposób czujesz się zagubiona, paradoksalnie mogą się one stać Twoimi punktami orientacyjnymi.

Potrzebujemy więcej tych, którzy pokazują drogę, którzy spenetrowali mgłę własnej niepewności, by znaleźć coś prawdziwego. Coś odwiecznego, tragicznego i zgubionego, coś małego. Jednak jak dłonie złożone wokół maleńkiego płomienia, jeśli ochronisz go przed ostrymi wiatrami odmowy, może on się zmienić się w prawdziwy ogień serca. To ten właśnie ogień staje się latarnią, w kierunku której inni mogą żeglować. Zauważ, że nie po to, by imitować, ale by przez naśladowanie przyswoić jakość odwagi, która zostaje, jak podpis zapisany w wibracjach, na rzeczach, które zrobiłaś.

W miarę, jak tropisz parabolę swojej ciekawości, możesz znaleźć ludzi dokładnie takich jak ty, którzy dodają swój głos do tej właśnie rzeczy, którą starasz się urealnić. Niektórzy dostarczą ognia inspiracji, którego potrzebujesz, by przesunąć się o milimetr w stronę swojego progu, a inni będą chcieli, żebyś to ty ich popchnęła. Pamiętaj jednak, że świątynia oryginalności nie jest tylko twoja; budujemy ją wspólnie.

Toko-Pa Turner KLIK TU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz