Formy życia


Czy wiedzieliście, że porosty są organizmami, które żyją - jak na ludzką miarę - bardzo długo, nawet 500 lat? Ja nie wiedziałam. Żyją, długo i bardzo powoli. Jednak za 500 lat nie będzie na moim balkonie pięknego, rozrośniętego porostu w miejscu, gdzie z balkonu piętro niżej skapuje deszcz z brudem, tworząc tymczasowo niepiękny zaciek, jako zaczątek życia porostu pięknego w przeciągu najbliższych 500 lat. 
Abstrahując: pewnie nie ma czego żałować, tym bardziej, że bardzo wątpliwym jest, by PRL-owska budowla te 500 lat przetrwała... Myślę. Jako zrujnowane podłoże dla porostu? Nieee, prędzej balkon odpadnie i się potrzaska, a z nim porostowy mieszkaniec.
Wracając do tematu: przyszła zmiana - w postaci nowego ludzkiego mieszkańca - i okazało się, że zaciek można prosto i zwyczajnie wyszorować. Dla większego łał można ścianę dodatkowo pomalować. Szczerze: nie pomyślałabym, ba! nie pomyślałam, przez 5 lat życia z zaciekiem.



Na zdjęciu: dynia koresponduje z czystym kolorem balkonu. Obok druga już w moim życiu niespełniona nadzieja na skiełkowane awokado.

A dyńka taka wielka :) Po rozkrojeniu powstanie:

MINIMALISTYCZNA ZUPA DYNIOWA Z IMBIREM
Pokrojoną dynię poddusić na maśle (sporo masła). Zalać rosołem wołowym (w ostateczności z kostki), ugotować, posolić, popieprzyć, wcisnąć sporo świeżego imbiru (ja wkładam kawałki imbiru do wyciskarki do czosnku i tak cisnę), zjeść. Mniam.
Wersja wege: na maśle podsmażyć cebulkę, potem dopiero dorzucić dynię, itd.

CHLEBEK DYNIOWY
Rodzaj ciasta piernikowego do jedzenia z masłem. Eksperymentuję, nie ma jeszcze opanowanego przepisu.

PRZETWÓR Z DYNI
Resztę dyni piekę w piekarniku (pokrojoną na drobne kawałki), blenduję na pure, wkładam do słoików i krótko pasteryzuję. Słoiki trzymam w lodówce (na wszelki wypadek, przetwór nie ma cukru do konserwacji), w celu przygotowania dalszych ilości ww. zupy w przyszłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz