Poeci na przystanki


Chcesz gdzieś iść   piątek
i chcesz iść bez końca

Wiesz, że to zabrzmi dziecinnie
że ci się śniły krokodyle


Znalezione na ścianie kiosku Ruchu przystanek Biprostal. Zdjęte i opublikowane za pomocą smartfona. Tak. Mój bastion padł pod naporem technologii...

Jak wewnętrzny mit organizuje postrzeganie


Mit działa niezależnie od rzeczywistości uzgodnionej, czy zewnętrznej. Ma swoją własną rzeczywistość, którą Jung nazywał rzeczywistością wydarzeń psychicznych.
[...]
Jeśli ktoś utrzymuje, że jest mu zimno, nawet jeśli termometr mówi, że jest ciepło, rzeczywistość wewnętrzna jest mocniejsza niż zewnętrzna.
[...]
Wewnętrzne mity mają moc tworzenia informacji, której na zewnątrz nie ma, a także ignorowania informacji, która jest. Czyjeś postrzeganie i przeżycie może często zaprzeczać uzgodnionej rzeczywistości. To, co postrzegamy i doświadczamy, to przekonania i postrzeganie wewnętrznych figur sennych, które są postaciami ze znaczącego mitu.

Wewnętrzne struktury mityczne determinują nasze postrzeganie rzeczywistości, włączając to, czy pewne obiektywne wydarzenia zostaną przyjęte do wiadomości. Levi-Strauss powiedział, "mity myślą w ludziach, bez ich wiedzy". To nie my wymyślamy mity, to mity wymyślają nas. W tym świetle osoba ludzka jawi się jako zbiór figur sennych, utrzymywanych razem przez mit i starających się wyrazić.

Julie Diamond "Patterns of Communication"

Żywotność







I cieszy, i trwoży.
Nie powinno jej tu być.
Musimy postawić tamy.





Przyswajanie

Przyglądałam się jaki kolor mają krokusy.
Ale nie patrzyłam w jakim rytmie rozkładają się na hali!
Można by spędzić życie na obserwacji niuansów, ciągle odkrywając, że się na coś nie zwróciło uwagi.
Już rozumiem artystów-rzemieślników jednego tematu.





Kosmos gadająco-nadający i nasłuchujący odbioru

[...] information is a dynamic proces, and not a state.

All information is information for, against or in reaction to something.


[...] informacja jest dynamicznym procesem, a nie stanem.

Wszelka informacja jest informacją dla, przeciw albo w reakcji na coś.

Julie Diamond "Patterns of Communication"


***
Jeszcze nie wiem, dlaczego to mi się "w głowie nie mieści".
Dosłownie: wywiera ciśnienie i rozsadza mój istniejący sposób myślenia.

Spróbujmy trochę zgłębić: wszelka informacja jest dla czegoś/kogoś. Innymi słowy: nie gada dziad do obrazu.

Informacja jest dynamicznym procesem, a nie stanem: nawet jeśli gada, to w głębi pragnie, by obraz otrzymał sygnał i przesłał sygnał zwrotny.


***
I jeszcze to zdanie jest dla mnie dzisiaj jak koan:

Information is intangible. It is a concept, not an object.

Informacja jest nieuchwytna. To jest koncept, nie obiekt.

Na szczęście dalej rzecz się trochę wyjaśnia:

We cannont work with information: we can only work with its manifestations. When we work with information, we are actually working with the signal.

Nie możemy pracować z informacją: możemy tylko pracować z jej przejawami. Gdy pracujemy z informacją, de facto pracujemy z sygnałem.

We cann

Kwiecień: Pierwszy Narodowy Dzień Krokusa

Kandydat na reportera radiowego, na oko lat 8 lub 9, relacjonuje sam dla siebie: Idziemy i oglądamy krokusy. I one są jak wielki dywan! Taki trochę fioletowy.

***
Dwulatka do mamy: Tutaj pan pilnuje kwiatków!

***

Jeden z pierwszych prawdziwie ciepłych i wiosennych dni, w tym roku szczęśliwie zbiegł się z weekendem i z pierwszym dniem kwietnia. Nie umiem sobie wyobrazić bardziej idealnego Czasu Krokusa.

Jasne, że wszyscy chcieli to zobaczyć! Mimo to, krokusów w Chochołowskiej wciąż było więcej niż chcących oglądać je ludzi, i nawet więcej niż napstrykanych fotografii.

To nie ludzie mają krokusy w Chochołowskiej, ale krokusy mają ludzi.

Ludzie mają święto; wielkie, piękne, pogańsko-podhalańskie i szczęśliwie nieoficjalne: Narodowy Dzień Krokusa. Świętujemy, nawet o tym nie wiedząc.

Mali ludzie i nieliczni duzi deptają krokusy, liczni duzi oburzają się i uczą nie deptania. Tak powstaje taniec krokusa. Taniec tańcem, jednak bezpiecznie dla krokusa jest występować w masie, w samym środku łąki. Niebezpiecznie być śmiałkiem, starającym się poszerzać zakres występowania krokusa - na krawędzi światów, które za sprawą strażników Parku Narodowego - ale też i wewnętrznej dyscypliny Polaków - dążą do wzajemnej niedotykalności. Kontakt dozwolony jest jedynie za pomocą wzroku i zmysłu powonienia.

Krokusy budzą we mnie zachwyt i euforię, a ich niedotykalność - smutek i tęsknotę za tym, co wyrugowaliśmy z codziennego życia i dla ochrony zamknęliśmy w Parku.

Jednak właśnie dlatego, życzę sobie: niech się święto odtwarza, niech Polacy kochają krokusy coraz bardziej rok do roku i niech również tym się mierzy nasze Narodowe Osiągnięcie Brutto. Amen.


Idę sobie atu

Idę biurem, a tu Oni mówią wierszem. Znaki interpunkcyjne oryginalne:

On: Rain!   falls on my face!
Ona: I cry over onions   Making lasagna      for one.



***
Idę Mostową, a tu w Lokatorze impreza, spotkanie z (nie tak znowu) nowym (a jednak) tłumaczem "Procesu" Kafki:

Tłumacz: Ja powiem tak, mówiąc nie.

Czuwanie

Tryb "weekend".
Chyba po raz pierwszy od kilku lat.
Od sześciu tygodni znowu chodzę do biura pracować,
ale nie było łatwo zacząć wrzucać ten tryb.

Odkrywam nowe sensy w rozdzielaniu dnia powszedniego od dnia świątecznego.
Chwili przeznaczonej na pracę, od chwili na nie-pracowanie.

Odkrywałam też sensy w ich pomieszaniu.

Wiooooosna




Czarne kropki to nie śmietki na obiektywie, a część ogromnego stada ptaków' Lubią latać nad moją ulicą. Co to za gatunek? Codziennie ok. 5.30 wylatują na żerowisko, a ok 16.38 wracają, kierując się w stronę Nowej Huty i Niepołomic. Bardzo rzadko udaje mi się być w domu wcześnie i zobaczyć spektakl powrotny.

***
Wiosny niby nie ma; nie oficjalnie i nie wyraźnie; ale kto ma czułki, ten czuje.

Co dziś do mnie przemawia: głosy z dzieciństwa

Obrazy, które mieliśmy w głowach jako dzieci, muszą oczywiście zostać dopasowane do aktualnej sytuacji. Nie chodzi o nostalgiczne upajanie się dzieciństwem. Celem jest raczej odnalezienie kontaktu z ukrytym w nas "dzieckiem Boga", które dobrze wie co jest dla nas dobre i jakie Bóg ma o nas wyobrażenie. Istniejące w nas "dziecko Boga" jest źródłem kreatywności. Sprawia, że żyjemy autentycznie.
Jako dziecko chciałem być murarzem. Chociaż było to bardzo infantylne marzenie, dzisiaj stanowi dla mnie źródło inspiracji. Przy pomocy moich książek, wykładów i słów chcę zbudować budynek, w którym ludzie będą się czuli jak w domu, będąc sobą, będą się czuli akceptowani, ośmieleni, pokrzepieni.

Anselm Grun


Poza wszystkim innym, jestem też tłumaczką. Rozumiem, jak ludzie - i tradycje - mówią różnymi językami.

Czasem mówią o tym samym, starają się przekazać refleksje, przemyślenia, percepcję tego samego.
Zazwyczaj tego, co powiedziane w jednym języku nie da się przełożyć na drugi w sposób w 100% dokładny, bo np. nazywają coś, co w innym języku nie ma nazwy, albo precyzują aspekt, który inny język nie uważa za istotny.

Pewnie dlatego język angielski mówi, że jestem interpretatorką.

Ale to rzeczy oczywiste. Dziś pomyślałam o czymś innym. O tym, że trzeba mieć dobrą wolę, żeby starać się odkryć o czym ktoś do mnie mówi w swoim - tym innym - języku.

Teraz będzie chwila prawdy samej ze sobą: mam tutaj własny głód. Kiedy ktoś mi to daje, kiedy czuję, że stara się zrozumieć mój język, to jest wspaniałe.

Te momenty stwarzają we mnie przestrzeń hojności. W tej przestrzeni jestem trochę bardziej skłonna na chwilę odpuścić przekonanie, że mój język jest lepszy, bo przecież ja wiem lepiej. Jestem skłonna dać to komuś - chcę starać się zrozumieć. Może nawet wśród pojawi się ten przebłysk: "Tak, słucham, słyszę, dociera do mnie o czym mówisz, proszę, wytłumacz dokładniej, chcę rozpoznać, co zostało utracone w interpretacji, w przekładaniu z języka na język, z natury rzeczy niedokładnym. Aha!".

Tak dzisiaj przemówił do mnie powyższy fragment. Ten człowiek, katolicki mnich Anselm Grun, mówi o tym, co ja wiem i czuję. Jego język trochę inaczej to ujmuje, dzięki temu moje rozpoznanie staje się bogatsza, wydobywa z cienia jakiś aspekt, i dzięki temu coś sobie lepiej uświadamiam i odkrywam na nowo.





Słońce nad Czantorią











Czy to mgła, czy to smog, nad Czantorią wielki szoł.

Luty: niewyrażalne pory miasta

Zgubiłam grudzień i styczeń.

Tymczasem w lutym  miasto się kruszy niewyrażalnie. Jakby je opuścił duch, stoi obkurczone, i odpadają z niego kawałki. Smog spłynął i stał się błotem. MPK mówi: posprzątać się nie da, nie. Alkoholikom puchnie wątroba - spleen.

Ja też się kruszę niewyrażalnie. Otoczeni i przepełnieni breją, czekamy. Palimy świeczki, na stołach stawiamy abażury, dla podtrzymania nadziei w lampki lejemy wino i nalewkę z dzikiej róży.


Pojawi się.
Coś.







That which is beginning to manifest

"The Hopi Indians, for example, are process oriented. Their time concept does not include past or future, but only that which 'is beginning to manifest' and 'that which is manifest', like rocs and objects. We would call these 'secondary and primary procesess'! Their do not use future or past tenses, but live close to the phenomena themselves. For them the moment to do something is not predetermined, but an unpredictable creation requiring process awarness to know when 'someting' is beginning to manifest. In contrast to the Hopi Indians a state-oreinted consciousness watches the clock in order to know when to begin. The would Hopi in principle, watch the events themselves.".
"Indianie Hopi, na przykład, są zorientowani na proces. Ich pojęcie czasu nie obejmuje przeszłości, czy przyszłości, ale tylko to, co 'zaczyna się urzeczywistniać' i 'to, co jest urzeczywistnione', jak skały i przedmioty. My nazwalibyśmy te rzeczy 'wtórnymi i pierwotnymi procesami'! Oni nie używają czasu przeszłego, czy przeszłego, ale żyją blisko samych zjawisk. Dla nich moment zrobienia czegoś nie jest z góry określony, ale jest nieprzewidywalnym aktem twórczym, wymagającym świadomości tego, jak rozwija się proces, by rozpoznać kiedy to 'coś' zaczyna się urzeczywistniać. W odróżnieniu od Indian Hopi świadomość skupiona na stanach obserwuje zegar, by wiedzieć, kiedy zacząć. Hopi z zasady obserwowaliby same wydarzenia".

Arnold Mindell, The River's Way

Mistrz

"Pewnego razu mistrz zen stanął przed swoimi adeptami, by wygłosić kazanie. Wtem, właśnie gdy miał otworzyć usta, zaśpiewał ptak. Mistrz powiedział: "Kazanie zostało wygłoszone"."

Joseph Campbell "Potęga mitu"

Imperialistyczny napór

"Kult Jahwe był specyficznym nurtem w społeczności żydowskiej, i w końcu wygrał. Przeforsowano kult boga związanego ze świątynią, eliminując kult natury, uprawiany powszechnie w tych okolicach.
Ten "imperialistyczny" napór kultury niewielkiej, zamkniętej grupy trwa nadal na Zachodzie. Jednakże teraz będzie musiała się ona otworzyć na prawdziwą istotę rzeczywistości. Jeśli potrafi się otworzyć, wszelkie możliwości są jeszcze przed nią".
Joseph Campbell "Potęga mitu"

Dużo za wcześnie

KLIK TU POSŁUCHAJ

Wiosna

Wiatr przesuwa chmury poza zasięg wzroku
Jakaś siła wpycha je z powrotem
Siła, która neurotycznie przesuwa rzeczy
Jak wdowa z różańcem

I wszystko budzi grozę i nie chce pochwały
Góry nie potrzebują moich psalmów
A wiosna i tak źle wygląda ostatnio
Jakby ktoś próbował rozgrzać śmierć

I kogut liliput puszy się jak wariat
Czekając na światło dnia
A ja tylko chciałbym się z tobą kochać

Bez troski na umyśle
Żadnej troski, żadnej w głowie
Żadnej troski, żadnej w głowie
Kogo obchodzi co jest moją własnością?
Żadnej troski, żadnej w głowie

Nazywamy to wiosną, chociaż tyle umiera*
Połączone z ziemią, jak odcięta ręka
A ja patrzę na nasz dom na wzgórzu, jest czysty błękitny poranek
Gdy idę, oczy wciąż jeszcze kształtują
Drzwi, przez które przechodzę i widzę
Prawdziwa wiosna jest w tobie
Prawdziwa wiosna jest w tobie

Moje wielkie światy zderzają się
I wielkie światy umysłu zderzają się
A pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie

A ja tylko chciałbym
A ja tylko chciałbym się z tobą kochać
W żyznym błocie, w żyznym błocie
Bez troski na umyśle
Żadnej troski, żadnej w głowie


Bill Callahan "Wiosna"
Tłumaczenie moje



* W grudniu, w ogrodzie botanicznym, rabata pt. "Gatunki zagrożone wymarciem".
Ja: Odczytuję na głos nazwę za nazwą
M.: Brzmi jak apel poległych.




Wyobraźcie sobie, pierwiosnek też tam był, na tym apelu... W czasach mojego dzieciństwa zbieraliśmy je, wiklina nad rzeką była podszyta całymi połaciami. Teraz wiklinę właściciele wycięli i na tym miejscu uprawiają małe poletka ziemniaków. Cóż... Za to kruków się namnożyło.

Jakie słowa mi się podobają na 2017...



... takie sobie wyhaftowałam, cekinami, na kawałku starego aksamitu ze sklepu indyjskiego. Mandala już była.

Nie, że nie mam co robić, przeciwnie, robić mam co za dużo, trzy rzeczy na raz powinny być robione i wtedy byłabym spokojna.

Ale.

Haftowałam po angielsku, bo nie znalazłam odpowiednika słowa "thrive" w języku polskim. Jeśli ktoś zna, to bardzo poproszę.
Z moich informacji wynika, że "thrive", znaczy coś jakby "prosperować", ale o żywym organizmie; to coś więcej niż "rosnąć" i niekoniecznie "rozkwitać" (chociaż w ramach pojęcia mieści się i to). Oznacza wyjście ze sfery przetrwania i panicznego wczepiania się w życia. Wejście w sferę bycia ukochanym dzieckiem Wszechświata, odżywioną i wychuchaną wersją siebie, mającą  dostatek wszystkiego do życia, wzrostu, rozwoju, rozkwitu, owocowania. I pachnienia, rozumie się :)

"Truth" - "prawda" - ekscytuje mnie nawet bardziej, dlatego litery tego słowa umieściłam na dole, jak korzenie. Nie kłamać przede wszystkim samej sobie. Albo przynajmniej rozpoznawać, kiedy się kłamie.



Pegasus

Moja dusza była starym koniem
Wystawionym na sprzedaż na dwudziestu targach.
Chciałem go sprzedać do Kościoła -- kupcami
Byli mali ludzie, z obawą, że się nosi niezwyczajnie.
Jeden powiedział: "Niech zostanie
Na wietrze i deszczu, o głodzie
W grzechu, tak go dostaniemy --
Z klapkami na oczy w gratisie -- za nic".

Potem mężowie Stanu spojrzeli
Co przywiodłem na sprzedaż
Jeden z ministrów był ciekaw czy
Inne końskie ciało pasowałoby do ogona
Który zatrzymał z sentymentu --
Pamiątka po własnej duszy --
Rzekł, "Będę go wypasać w zamian za robociznę".
Pożyczyłem go na tydzień lub dłużej
I wrócił, jak opłotek z kości,
Wygłodniały, spracowany, w rozpaczy.
Odkarmiłem go przydrożną trawą
Żeby nabrał formy przed kolejnym targiem.

Obniżyłem cenę. Postawiłem tam, gdzie
Stoją konie kulawe i z zadyszką.
Garbaty kupiec orzekł, że może
Mógłby posłużyć na wsi jeszcze sezon --
Lecz nie dla niego dobrze płatna robota w miasteczku.
Mógłby coś przy nim podłubać, oczywiście.
Błagałem, "Tak, daj mi jakąś cenę,
Dusza jest tragedią biednego człowieka.
Pociągnie Twój najbardziej zagnojony wóz", mówiłem
Pokaże skróty na Mszę,
Nauczy cię o pogodzie, wieczorami będzie zbierał
Złe długi z trawy biedaka".
Ale oni nie.

Tam gdzie
Kłócą się podróżni partacze poszedłem w dół
Z koniem, moją duszą.
Płakałem, "Kto mi da choć pół korony?"
Od hałaśliwych targów
Nikt się nie odwrócił. "Duszo", modliłem się
Jak sokół rzucałem się z tobą w świat
Kościoła i Stanu, i najpodlejszego handlu.
Lecz tego wieczoru, stój,
To się już nie powtórzy.
Na południowych ścianach rowów
Są pastwiska słońca.
Koniec z kramarzeniem w świecie..."


Gdy tylko wyrzekłem te słowa wyrosły mu
Skrzydła na grzbiecie. Teraz mogę go ujeżdżać
Na każdej ziemi znanej wyobraźni.

by Patrick Kavanagh
tłumaczenie moje
 

Dokonuje czynów, nawet gdy

"Dlaczego tak pięknie rozpoczęta opowieść kończy się tak smutno? Odpowiedź na to pytanie widać już w początkowych fragmentach tej baśni. Nasz dzielny mężczyzna bohatersko broni swojego narodu, broni również swojej kobiety, jednakże nie przykłada zbyt dużej wagi do zrozumienia jej świata. Brak związku z kobiecymi sprawami powoduje, że jego wewnętrzna kobiecość pozostaje nierozwinięta i chaotyczna. Ponieważ cały czas jest bohaterem, jego anima, tzn. jego uczucia do samego siebie - zdradza go. Zaczyna się interesować kapitanem, cieniem bohatera, ponieważ on sam interesuje się jedynie bronieniem innych i niesieniem im opieki. Osoba bardzo mocno związana z działaniem i dokonywaniem różnych czynów, nieświadomie identyfikuje się z rolami kulturowymi i dokonuje przez to zdrady samej siebie, ponieważ całościowa, pełna osobowość składa się, oprócz ojcowskiego heroizmu, również z wielu innych części. Inaczej mówiąc nasz bohater jest po prostu zbyt heroiczny. Dokonuje czynów, nawet gdy nie wypływają one z jego uczuć lub gdy nie ma do tego wystarczającej energii.

Tak jak inne teorie ciała subtelnego powstałe w różnych częściach świata, nasza baśń zawiera informację, że energia śniącego ciała ma dwa aspekty. Nazywamy je "działaniem" i "byciem". Proces życiowy zależy w pewnej mierze od umiejętności kierowania nimi. Zadaniem bohatera jest wykorzenienie przymusu "działania", wtedy ciało dokona reszty.

Gdy przebudzony zostanie nowy rodzaj energii, efekty jej działania są prawie niewyobrażalne. Są one zjawiskami związanymi z introwersją, wewnętrzną koncentracją i medytacją, które należą do samotnego królestwa, gdzie jednostka konfrontuje się z życiowym procesem takim, jaki jest (samym w sobie).".

Arnold Mindell "Rola ciała w odkrywaniu Jaźni"

Załóżmy, że chcesz coś zrobić

"Załóżmy, że chcesz coś zrobić. Możesz sprawdzić, czy energia, która spowodowała tę decyzję pochodzi z systemu nerwowego podległego woli i jest rodzajem działania przymusowego czy też pochodzi z Jaźni. Spróbuj najpierw mechanicznie powstrzymać się od wykonania tej czynności. Siedź sobie spokojnie lub medytuj do osiągnięcia wewnętrznej ciszy. (W czasie osiągania stanu spokoju impulsy do wykonania danej czynności mogą ponownie pojawić się w fantazjach. Fantazje te mają często związek z "małżeńskimi" partnerami). Jednak z czasem siła tych impulsów do zrobienia czegoś zmniejszy się i odczujesz harmonijny rytm autonomicznego systemu nerwowego. Impulsy, które uprzednio występowały istnieją nadal, jednak w tym momencie jawią się jako bezsensowny przymus. Doświadczasz w tym miejscu pewnego rodzaju rozdarcia. Z jednej strony coś chciałoby dokonać pewnego działania, ale równocześnie doświadczasz braku energii ego potrzebnej, by je podjąć. Jedynie gdy po takim doświadczeniu energia potrzebna do wykonania czynności jest nadal obecna, pierwotna intencja działania miała znaczenie - obecnie jest wzmocniona przez to, co Jung nazywał Jaźnią. Jeżeli jednak świadomość w istotny sposób zmieniła swój kierunek, wtedy czyn, który chciałaś wykonać, był związany z opanowaniem systemu nerwowego podległego woli przez animę lub animusa, które oderwały się od Jaźni".

Arnold Mindell "Śniące ciało. Rola ciała w odkrywaniu Jaźni"