Jakie słowa mi się podobają na 2017...



... takie sobie wyhaftowałam, cekinami, na kawałku starego aksamitu ze sklepu indyjskiego. Mandala już była.

Nie, że nie mam co robić, przeciwnie, robić mam co za dużo, trzy rzeczy na raz powinny być robione i wtedy byłabym spokojna.

Ale.

Haftowałam po angielsku, bo nie znalazłam odpowiednika słowa "thrive" w języku polskim. Jeśli ktoś zna, to bardzo poproszę.
Z moich informacji wynika, że "thrive", znaczy coś jakby "prosperować", ale o żywym organizmie; to coś więcej niż "rosnąć" i niekoniecznie "rozkwitać" (chociaż w ramach pojęcia mieści się i to). Oznacza wyjście ze sfery przetrwania i panicznego wczepiania się w życia. Wejście w sferę bycia ukochanym dzieckiem Wszechświata, odżywioną i wychuchaną wersją siebie, mającą  dostatek wszystkiego do życia, wzrostu, rozwoju, rozkwitu, owocowania. I pachnienia, rozumie się :)

"Truth" - "prawda" - ekscytuje mnie nawet bardziej, dlatego litery tego słowa umieściłam na dole, jak korzenie. Nie kłamać przede wszystkim samej sobie. Albo przynajmniej rozpoznawać, kiedy się kłamie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz