Pegasus

Moja dusza była starym koniem
Wystawionym na sprzedaż na dwudziestu targach.
Chciałem go sprzedać do Kościoła -- kupcami
Byli mali ludzie, z obawą, że się nosi niezwyczajnie.
Jeden powiedział: "Niech zostanie
Na wietrze i deszczu, o głodzie
W grzechu, tak go dostaniemy --
Z klapkami na oczy w gratisie -- za nic".

Potem mężowie Stanu spojrzeli
Co przywiodłem na sprzedaż
Jeden z ministrów był ciekaw czy
Inne końskie ciało pasowałoby do ogona
Który zatrzymał z sentymentu --
Pamiątka po własnej duszy --
Rzekł, "Będę go wypasać w zamian za robociznę".
Pożyczyłem go na tydzień lub dłużej
I wrócił, jak opłotek z kości,
Wygłodniały, spracowany, w rozpaczy.
Odkarmiłem go przydrożną trawą
Żeby nabrał formy przed kolejnym targiem.

Obniżyłem cenę. Postawiłem tam, gdzie
Stoją konie kulawe i z zadyszką.
Garbaty kupiec orzekł, że może
Mógłby posłużyć na wsi jeszcze sezon --
Lecz nie dla niego dobrze płatna robota w miasteczku.
Mógłby coś przy nim podłubać, oczywiście.
Błagałem, "Tak, daj mi jakąś cenę,
Dusza jest tragedią biednego człowieka.
Pociągnie Twój najbardziej zagnojony wóz", mówiłem
Pokaże skróty na Mszę,
Nauczy cię o pogodzie, wieczorami będzie zbierał
Złe długi z trawy biedaka".
Ale oni nie.

Tam gdzie
Kłócą się podróżni partacze poszedłem w dół
Z koniem, moją duszą.
Płakałem, "Kto mi da choć pół korony?"
Od hałaśliwych targów
Nikt się nie odwrócił. "Duszo", modliłem się
Jak sokół rzucałem się z tobą w świat
Kościoła i Stanu, i najpodlejszego handlu.
Lecz tego wieczoru, stój,
To się już nie powtórzy.
Na południowych ścianach rowów
Są pastwiska słońca.
Koniec z kramarzeniem w świecie..."


Gdy tylko wyrzekłem te słowa wyrosły mu
Skrzydła na grzbiecie. Teraz mogę go ujeżdżać
Na każdej ziemi znanej wyobraźni.

by Patrick Kavanagh
tłumaczenie moje
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz