Wiooooosna




Czarne kropki to nie śmietki na obiektywie, a część ogromnego stada ptaków' Lubią latać nad moją ulicą. Co to za gatunek? Codziennie ok. 5.30 wylatują na żerowisko, a ok 16.38 wracają, kierując się w stronę Nowej Huty i Niepołomic. Bardzo rzadko udaje mi się być w domu wcześnie i zobaczyć spektakl powrotny.

***
Wiosny niby nie ma; nie oficjalnie i nie wyraźnie; ale kto ma czułki, ten czuje.

Co dziś do mnie przemawia: głosy z dzieciństwa

Obrazy, które mieliśmy w głowach jako dzieci, muszą oczywiście zostać dopasowane do aktualnej sytuacji. Nie chodzi o nostalgiczne upajanie się dzieciństwem. Celem jest raczej odnalezienie kontaktu z ukrytym w nas "dzieckiem Boga", które dobrze wie co jest dla nas dobre i jakie Bóg ma o nas wyobrażenie. Istniejące w nas "dziecko Boga" jest źródłem kreatywności. Sprawia, że żyjemy autentycznie.
Jako dziecko chciałem być murarzem. Chociaż było to bardzo infantylne marzenie, dzisiaj stanowi dla mnie źródło inspiracji. Przy pomocy moich książek, wykładów i słów chcę zbudować budynek, w którym ludzie będą się czuli jak w domu, będąc sobą, będą się czuli akceptowani, ośmieleni, pokrzepieni.

Anselm Grun


Poza wszystkim innym, jestem też tłumaczką. Rozumiem, jak ludzie - i tradycje - mówią różnymi językami.

Czasem mówią o tym samym, starają się przekazać refleksje, przemyślenia, percepcję tego samego.
Zazwyczaj tego, co powiedziane w jednym języku nie da się przełożyć na drugi w sposób w 100% dokładny, bo np. nazywają coś, co w innym języku nie ma nazwy, albo precyzują aspekt, który inny język nie uważa za istotny.

Pewnie dlatego język angielski mówi, że jestem interpretatorką.

Ale to rzeczy oczywiste. Dziś pomyślałam o czymś innym. O tym, że trzeba mieć dobrą wolę, żeby starać się odkryć o czym ktoś do mnie mówi w swoim - tym innym - języku.

Teraz będzie chwila prawdy samej ze sobą: mam tutaj własny głód. Kiedy ktoś mi to daje, kiedy czuję, że stara się zrozumieć mój język, to jest wspaniałe.

Te momenty stwarzają we mnie przestrzeń hojności. W tej przestrzeni jestem trochę bardziej skłonna na chwilę odpuścić przekonanie, że mój język jest lepszy, bo przecież ja wiem lepiej. Jestem skłonna dać to komuś - chcę starać się zrozumieć. Może nawet wśród pojawi się ten przebłysk: "Tak, słucham, słyszę, dociera do mnie o czym mówisz, proszę, wytłumacz dokładniej, chcę rozpoznać, co zostało utracone w interpretacji, w przekładaniu z języka na język, z natury rzeczy niedokładnym. Aha!".

Tak dzisiaj przemówił do mnie powyższy fragment. Ten człowiek, katolicki mnich Anselm Grun, mówi o tym, co ja wiem i czuję. Jego język trochę inaczej to ujmuje, dzięki temu moje rozpoznanie staje się bogatsza, wydobywa z cienia jakiś aspekt, i dzięki temu coś sobie lepiej uświadamiam i odkrywam na nowo.





Słońce nad Czantorią











Czy to mgła, czy to smog, nad Czantorią wielki szoł.

Luty: niewyrażalne pory miasta

Zgubiłam grudzień i styczeń.

Tymczasem w lutym  miasto się kruszy niewyrażalnie. Jakby je opuścił duch, stoi obkurczone, i odpadają z niego kawałki. Smog spłynął i stał się błotem. MPK mówi: posprzątać się nie da, nie. Alkoholikom puchnie wątroba - spleen.

Ja też się kruszę niewyrażalnie. Otoczeni i przepełnieni breją, czekamy. Palimy świeczki, na stołach stawiamy abażury, dla podtrzymania nadziei w lampki lejemy wino i nalewkę z dzikiej róży.


Pojawi się.
Coś.