Ciuchi: trzy miłości


Miłość. To jest za duże słowo w odniesieniu do ciuchów.
Powiedzmy zatem: bardzo lubię.

Dzisiaj będzie kilka intymnych i mało znaczących faktów z mojej szafy.

Po latach poszukiwań zakończonych zaniechaniem, odpowiedni pasek wreszcie znalazł mnie. Prosty, ze skóry, ze zwykłą sprzączką, w przystępnej dla mnie cenie.
Przeszedł moje oczekiwania, ponieważ jest z napisem! Producent Pantuniestał KLIK z dowcipem wytwarza ubiory dla zdrowych i chorych. To jest ten dowcip, który ja łapię. Łódzki producent miał uprzejmość w KRK otworzyć sklep na ul. Nadwiślańskiej, w mojej okolicy. Hmm.. Ciągnie swój do swego, moja okolica zdecydowanie jest to.



Do paska dżinsy. Raczę Szanownych Czytelników nieco prowokacyjnym zdjęciem (gdyby ktoś nie zauważył).
Ukochane Jedna z ulubionych dżinsów się rozsypują, co daje mi powód do wykonywania kolejnej czynności, którą bardzo lubię: dziubdzianie igłą. Moja rodzina już nawet nie to, że zaakceptowała - wręcz polubiła - że umilam sobie nudne rodzinne nasiadówki dziubdzianiem dywaników ze zużytych podkoszulków.
Dżinsy dziubdziam w zaciszu samotności.



Ostatnia miłość lubienie na dziś: second handy z jedwabiu. Zdecydowanie poluję, mam kilka wspaniałych okazów w szafie. Ww. koszulka ma historię, została wygrzebana w szmateksie na ukochanym Dolnym Śląsku (tam to są sklepy z odzieżą używaną!). Koszulka była za duża i, pomimo przeróbek, w roli odzienia nocnego wyglądała źle. Dziś obcięłam ją zatem - jako krótka koszulka dzienna leży OK. Ucięty kawałek stał się źródłem łat, którymi podszywam dziury na dżinsach.

I tak oto ukazał się związek ostatniego elementu z dzisiejszą ciuchową układanką.

Radosnej soboty Państwu życzę, jako i sobie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz