Czym ludzie żyją


Czym żyją ludzie w moich okolicach:

Droga jest udekorowana w całej wsi - od tablicy początkowej, do kościoła, a potem z kościoła do domu.

Przyjeżdżają po niego na najbliższą stację, w Stróżach, gdzie nadjeżdża pociągiem z Tarnowa.

Pierwsi jadą strażacy, w starym, pięknym, czerwonym fordzie.
Następnie podenerwowany kamerzysta, pieszo.
Potem drużba, na skuterze.

W następnej kolejności:
- orkiestra, na wozie
- młody - ksiądz prymicjant - i jego rodzina, w bryczce

A potem jest parada.
Pierwszy jedzie kapitan, w zielonej kamizelce na białej koszuli i ... w krakowskiej rogatywce z pawimi piórami.
Za nim reszta, też w białych koszulach i z krakuskami, tak zwana banderia.
52 konie, wszystkie, jakie są w okolicy, wypolerowane na wysoki połysk i wystrojone.
Najpierw gospodarze, za nimi chłopcy i dziewczyny, których odróżnia się po tym, że ich konie są delikatniejsze i mają pęciny owinięte czerwoną wstążką.

Za banderią goście, samochodami.

Zostaje asfalt, nowy, ozdobiony sienną, końską kupą. Teraz już nieczęsty widok.

Prymicje zawsze odbywają się w maju. Tradycyjnie na imprezę zrzuca się cała wieś. W tym przypadku młody ksiądz się uparł, żeby rodzeństwo wzięło pożyczkę, a on spłaci. Może dlatego, że rodzina była bardzo biedna, z wielkim problemem w postaci choroby matki. Wychowali się praktycznie sami. Może ma żal, że wtedy, jak ojciec nie miał się do kogo zwrócić, to nie pomogli.

Znam historię, bo z mojej rodziny mu pomagali, co jest opowieścią inną, długą, intymną i z niejednoznacznym zakończeniem. Na paradę trafiliśmy przypadkiem, wracając skrótem z Wysowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz