Europejski tik

Chyba nie przypadkiem Europa - w odróżnieniu od innych kręgów cywilizacyjnych - ma zawsze w swoim postępowaniu jakoś zakorzenioną zasadę historyczności i strukturalnej natury czasu, czyli przekonanie, że wszystko prowadzi lub powinno prowadzić dokądś, czyli do przodu, co czegoś najlepiej w możliwy do zmierzenia sposób lepszego, a zatem ma zakodowany uniwersalizm, czyli pewność, że to co najlepsze w naszych oczach, musi być najlepsze dla całego świata, i że jeśli mamy okazję owo dobro szerzyć, to winniśmy to czynić.
Propagowaliśmy w historii tysiące rzeczy, których dobrych i złych stron często w ogóle nie dało się od siebie oddzielić. Niezmiernie zaraźliwa, niemal wręcz agresywna idea ciągłej zmiany, nieustannego postępu, rozmachu, zwiększania, szerzenia, zdobywania, niekończącego się wzrostu, jak również idea doskonałego świata, który należy budować pod dobremu, a jeśli się nie udaje, choćby i po złemu - wszystko to przecież są idee typowo europejskie. Wszystkie one mają zaklętą w sobie pewną dwuznaczność. Dlatego bez zahamować możemy szerzyć po świecie oświeceniowe pojęcia państwa i pojęcia praw człowieka, jak i ideologię komunistyczną lub rasistowską, możemy dostarczać mu zarówno najnowocześniejsze ideologie, jak i najnowocześniejszą broń, możemy być chrześcijanami i krzyżowcami, propagatorami postępu społecznego i kolonizatorami, twórcami światowego bogactwa globalnego i tymi, którzy przez swoje rozumienie gospodarki rynkowej wtrącają ogromne regiony świata w biedę i czynią je obcymi sobie samym, swojemu krajowi i swojej planecie.
Niezależnie jednak od tego, czy służmy jakiejś wspaniałej sprawie, czy sprawie spornej lub niezmiernie niebezpiecznej, zawsze jako Europejczycy mamy poczucie, że jest ona lepsza niż cokolwiek innego i że jesteśmy powołani przez opatrzność do tego, żeby ją lansować, gdzie się da. Pomaganie światu, jakiekolwiek by było, stało się jakimś europejskim tikiem.
Vaclav Havel, "Zmieniać świat". Frag. eseju. "Zatrzymać karuzelę" 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz