Dziwne rzeczy dziś do mnie przemawiają

Robię porządki na biurku i w papierach i znalazłam coś takiego.

Jak liderzy utrzymują się przy życiu
Przywództwo jest ciężkie - dla ludzi, którzy pracują z liderami, jak i dla samych liderów. Skąd szefowie mają wytrzymałość, energię i pasję potrzebną, by nie ustawać w popychaniu rzeczy do przodu?
Pracuję nad tym pytaniem z kolegą z Kennedy School. Piszemy książkę dla liderów zatytułowaną "Utrzymać się przy życiu". By wypełnić należycie rolę lidera w długim okresie, musisz nauczyć się odróżniać ją od siebie. Mówiąc prościej: nie możesz brać rzeczy osobiście. Szefowie często biorą do siebie to, co nie jest osobiste, i w efekcie źle diagnozują opór, który napotykają.
Pamiętaj: to nie ciebie chcą dopaść. To może wyglądać jak osobisty atak, może mieć wydźwięk jak osobisty atak - ale tak naprawdę chodzi im o kwestie, które reprezentujesz. Odróżnianie roli od siebie pomaga zachować umysł diagnosty w trudnych momentach.
Jest jeszcze drugi punkt: role zawodowe tak bardzo nas wciągają, trudno jest rozróżnić rolę od samego siebie. Dlatego potrzebujemy partnerów, którzy pomogą nam zachować analityczny punkt widzenia. 
Liderzy potrzebują również sanktuarium, miejsca, gdzie będą mogli skontaktować się z wartością swojego życia i wartością ich pracy. Nie koniecznie mam na myśli fizyczne miejsce, czy dłuższy urlop dla poszukiwań duchowych. Mówię o praktycznych sanktuariach - codziennych momentach, które spełniają rolę sanktuarium. Jedno sanktuarium, które ostatnio sobie stworzyłem polega na otrzymywaniu e-maili od mojego przyjaciela rabina, który jest mistykiem i uczonym biblistą. Codziennie przysyła mi interpretację jednego słowa z Biblii. Ma tylko kilka ekranów długości, ale kiedy przechodzę przez skrzynkę e-mailową, poświęcam kilka minut na przeczytanie tego, i zakorzenia mnie to w innej rzeczywistości, w innym źródle znaczenia.
Ronald Heifetz, artykuł z "Issue", 1999 rok

Z jednego z notesów przemówiło do mnie natomiast to:
Kontemplowanie wzrostu, to przede wszystkim przyglądanie się dobrym i twórczym siłom w świecie. Jest to naturalna i spontaniczna najwyższego rzędu.
 I Ching, "Kontemplacja"

Tło muzyczne: od kilku dni w głowie śpiewa mi Lana del Ray.
Dziś wreszcie odszukałam na YT, odsłuchałam i oczywiście -- M. wyjechał, tęsknię u schyłku lata.

Jadę sobie w tramwaju, atu. Wydarzyło się

BOHATEROWIE
Babciodziewczynka, drobna szelma
Rosły, gruby facet w pomarańczowym kontuszu z szablą przypasaną do słuckiego.
Tramwaj numer 8


Babciodziewczynka: [po tym, jak została trącona sterczącą szablą] Wygląda pan jak wielki trzmiel... Z żądłem.
Tramwaj numer 8: Nie tłumi uśmieszku. Dobrze mu tak, rozbija się z tą szablą.
Facet w kontuszu: [chwila na odszukanie ciętej riposty] Dobrze, że nie jak dżin... Z tonikiem.
Tramwaj numer 8: W śmiech. Niechęć rozładowana.

Jedynie kobieta w czarnej spódnicy ze skóry spod automatu do wydawania biletów ogląda scenę pochmurnymi oczami.
Nad jej głową do sufitu lgną dwa złociste balony w kształcie cyfr. 0 i 5?

Takie rzeczy w Krakowie.

Muszę jednak obiektywnie przyznać, że męska tusza doskonale się prezentuje w ogniście pomarańczowym kontuszu, podkreślona pasem ze złotogłowiu, to strój stworzony na słuszne gabaryty. Stercząca szabla dodaje lekkości.

Co dziś do mnie przemawia: o matkowaniu

Wiele razy widziałam, że im więcej empatii kobieta ma dla swojego wewnętrznego dziecka, tym bardziej może przyjąć ogrom tego, co przecierpiała jako dziecko. Niezależnie od tego, czy jej rodzice mieli dobre intencje, czy nie, to tak naprawdę nie ma znaczenia. Ważny jest sam fakt cierpienia. Kobiety, które naprawdę to przyjmują i mają empatię dla siebie, automatycznie stają się bardziej empatyczne i dostępne dla swoich dzieci.
Istnieje rzeczywiste połączenie pomiędzy tym w jakim zakresie matkujemy sobie, a tym, jakimi matkami możemy się stać.

Bethany Webster

Cały wywiad warto posłuchać: KLIK TU. Hasło: Belonging (z dużej litery). Niestety po angielsku, w tradycji analizy jungowskiej.

Przemawia do mnie, gdyż sądzę, że tak, że ten cytat i cały wywiad w dużej mierze to prawda. Sądzę na podstawie mojego doświadczenia z Prawie Pięciolatkiem. Zostałam nazwana rzecznikiem Praw Dziecka, i cieszy mnie ten tytuł. Już widzę, że utożsamienie się z dzieckiem nie wystarcza. Potrzebne mi zaufanie do moich reakcji, że są zdrowe, albo, że potrafię odróżnić zdrowe od zranionego moim własnym dzieciństwem (czasem czuję, że się udaje). Zdrowa umiejętność pokazania gdzie są moje granice i jakie zachowanie dziecka je przekracza (przychodzi mi z wielkim trudem). Przyjęcie roli osoby dorosłej (Ha, ha... Wciąż jeszcze nie tak, nawet PP wprost mi mówi: "Ty to nie jesteś dorosła". Ja: Nie?! To jaka jestem. PP: yyy...).

Sierpień: już po połowie



Wczoraj w drodze z pracy, ku własnemu zaskoczeniu, cieszyłam się jak głupia, że istnieją:
- chmury (środkowoeuropejskie sierpniowe pre- i post-burzowe, nad Krakowem)
- ubrania (ładne)
- lody (GoodLood, TE)

Bez tego byłoby trudno.

Półwakacje dla uprzywilejowanych: powidoki



Kocham to miejsce.

Znów miałam przywilej spędzić tam tydzień.
Teraz będzie strumien świadomości
Przypomniało mi się, bo wyszłam dziś ciut wcześniej z pracy i sklepy były otwarte. Kupiłam: różowy lakier do paznokci (Polska, witaj z powrotem Królowo Kiczu), mydło z neem i bazylią (Indie, w Krakowie widzi się sporo Hindusów), do twarzy hydrolat z neroli (Polska ze składników międzynarodowych, wciąż jeszcze pamiętam greckie kwitnące pomarańcze), tanie mydło kuchenne czerwony grejfrut i mięta (Polska, Polska, Polska, nie wierzę w prawdziwość tego grejfruta, ale łaknę zapachów). No i Herbapol był jeszcze otwarty (PRL). I kupiłam suszoną malwę, bo podobno należy pić latem, lato zaraz mi się skończy. Przez tę malwę mi się przypomniało.
Od góry:
1. W tym roku eksperyment, malwa, w tym czarna, zebrana z ogrodu na herbatę. Przeżyliśmy. Gdy jest świeża, nie parzy się na czarno, ale na mętno. Kilka kropel cytryny zmieniło kolor na piękny malwowy. Przed momentem wcisnęłam kilka kropel do naparu z suszonej, też zmienił się kolor, na piekną purpurę.
2. Okno kuchenne. Nie widziałam ogrodu dwa lata, wybujał, wypiękniał, wyraźnie zaznaczyła się myśl i znawstwo ogrodnicze. Za ogrodem smutek, wycięli dwie cudowne stare jodły przed kościołem. Mam jeszcze szyszki... Zasadzę, a nuż.
3. I ten widok z drzwi wejściowych, zieloność nie dotknięta brakiem wody.

Kocham to miejsce.


Definicje

Nerwica - stan braku pojednania ze sobą spowodowany sprzecznością pomiędzy potrzebami instynktowymi a nakazami kultury, między infantylnym brakiem woli a wolą przystosowania się, między obowiązkami wobec zbiorowości a obowiązkiem przystosowania się. Nerwica to jakby znak "stop" zawracający jednostkę z błędnej drogi, oraz wezwanie do indywidualnego procesu leczenia.
C.G. Jung pisze: "Zakłócenie psychiczne w nerwicy a i nerwicę jako taką można rozumieć jako nieudany akt przystosowania. To sformułowanie (...) odpowiada podglądowi Freuda, dla którego nerwica jest w pewnym sensie próbą samoleczenia".

Co dziś do mnie przemawia

Jedyną różnicą, która sprawia, że doznaniem Twojego mózgu w trakcie przejścia przez zmianę jest strach albo spokój, jest Twój oddech. Oddychaj.
Diana Dorell 


Rawa blues and pinks



Odkrywam Katowice, stare i nowe.
W Katowicach, rynek.
Pod rynkiem, rzeka Rawa.
Nad nią, na płycie rynku, ku pamięci, sztuczna kaskada w kształcie płynącej rzeki, w komplecie z żywymi palmami i leżakami z drewna.
Z boku rynku prawdziwa Rawa wynurza się z ciemności tunelu (nieco woniejąc zgniłym jajem, prawdopodobnie przez co nie można jej puścić po wierzchu) i zmierza w stronę wiecznotrwałego i miejskiego "zachodu słońca" w neonach.
Odzwierciedlenie natury wykonane przez i dla mieszczuchów, budzi oddźwięk i we mnie (hybrydzie wiejsko-miejskiej, dziecku neonowego PRL-u).
Katowicki rynek w nowej aranżacji. Tak oto przepływa strumień pieniędzy Katowiczan i kształtuje ich wspólny świat.
Lubię to miasto.

FOT: katowice.naszemiasto.pl